Śląsk Wrocław pokonał Raków Częstochowa (4:1) w zaległym meczu 27. kolejki PKO Ekstraklasy. Tak właśnie widzieli to kibice, którzy oddali głosy w naszych sondach podczas zabawy #EkstraklasaGra.
Wrocławianie odnieśli przekonujące zwycięstwo (fot. Łukasz Skwiot)
Wrocławianie – uwzględniając oczywiście wyłącznie naszą zabawę – przegrali w delegacji z Arką Gdynia (2:4). Mimo tego Śląsk nie stracił kontaktu ze ścisłą czołówką i przed piątkowym zaległym meczem z Rakowem było jasne, że jeśli gospodarze wygrają, to w ligowej tabeli zrównają się z trzecim w stawce Lechem Poznań.
Dużo lepiej przed kilkoma dniami zaprezentował się wspomniany Raków, który pokonał Łódzki Klub Sportowy (3:1), dzięki czemu zdołał wywalczyć sobie awans do grupy mistrzowskiej. Żeby pozostać tam na dłużej, podopieczni Marka Papszuna musieli we Wrocławiu powalczyć o jakiekolwiek punkty.
Jak się okazało, już pierwsze minuty głosowań na naszych kanałach pokazały kierunek, w którym będzie się toczył mecz. Gracze Vitezslava Lavicki od początku przejęli kontrolę nad wydarzeniami na boisku i zanim minął kwadrans już prowadzili po bramce Roberta Picha. Ten został wypuszczony na pozycję, uniknął spalonego i wychodząc sam na sam z bramkarzem jedynie dopełnił formalności.
Goście zostali całkowicie zdominowani przez rywala i w 25. minucie musieli przyjąć drugi cios. Tym razem piłka wpadła do siatki po stałym fragmencie gry. Mocnym uderzeniem z rzutu wolnego popisał się Dino Stiglec, a chociaż Jakub Szumski miał piłkę na rękawicy, to nie zdołał jej sparować na rzut rożny.
Dwa gole przewagi po niespełna pół godzinie gry skłaniały do postawienia tezy, że Śląsk nie wypuści zwycięstwa z rąk i będzie dążył do zdobycia kolejnych bramek. Stłamszony Raków w niczym z kolei nie przypominał drużyny, która tydzień temu ograła Łódzki Klub Sportowy i jeśli miał w jakikolwiek sposób zagrozić gospodarzom, to jedynie po dośrodkowaniach w pole karne i jego okolice.
Rozpędzony Śląsk poczuł krew i kiedy tuż po wznowieniu gry w drugiej połowie podwyższył na 3:0 po trafieniu Filipa Markovicia, to było już jasne, że nic złego miejscowym się już w tym spotkaniu nie stanie. Z Rakowa kompletnie zeszło powietrze i można było się spodziewać, że piłkarze Papszuna wrócą pod Jasną Górę z więcej niż trzema golami w bagażniku.
W 65. minucie defensywa Rakowa została rozmontowana po raz czwarty, a drugą bramkę na swoim koncie zapisał Pich. Honor gości w końcówce zdołał uratować Tomas Petrasek, który po wrzutce z rzutu rożnego wyskoczył najwyżej do piłki i głową nie dał Matusowi Putnocky’ego żadnych szans na skuteczną interwencję.
Dzięki wygranej gospodarze zrównali się w tabeli punktami ze wspomnianym Lechem Poznań i cały czas liczą się w wyścigu o miejsce na podium. Raków wciąż plasuje się w górnej połówce, ale po weekendowych meczach może z niej wypaść.
Remis w Lublinie! Motor wrócił do meczu i zadał dwa ciosy
Motor zremisował z Zagłębiem 2:2. ,,Miedziowi'' prowadzili w tym meczu już dwoma golami. Gospodarze w drugiej połowie odrobili straty i zafundowali emocjonującą końcówkę.