Polska pewnie pokonała nad Niemnem Litwę 2:0, ale nad Wisłą jak zawsze nie brakuje marudzenia. Wszyscy którzy narzekają na mecz w Kownie powinni natychmiast odtworzyć niedawne spotkania w Kiszyniowie, Tiranie, albo Helsinkach.
Fakt, w pierwszej połowie ambitni Litwini sprawiali biało-czerwonym sporo problemów. Ale na swoim boisku sprawiali je w tych eliminacjach nawet Holendrom. Jeśli ktoś oczekiwał, że przed Polakami rozwiną czerwony dywan i pozwolą sobie przed przerwą nastrzelać pięć bramek to nie ma pojęcia o współczesnym futbolu.
KOREKTY W PRZERWIE
To fraza wyświechtana, często wykorzystywana prześmiewczo, ale dzisiaj naprawdę niewiele już bardzo słabych drużyn. Poziom się wyrównuje i jeśli faworyt się nie przyłoży to kończy się tak jak w wypadku Czechów na Wyspach Owczych, żeby daleko nie szukać.
Polacy Litwinów na pewno nie zlekceważyli, ale przed przerwą byli od nich zbyt daleko, co na pomeczowej konferencji podkreślił Jan Urban. Gospodarze mogli spokojnie przyjąć piłkę, odegrać i w ten sposób się napędzali. Mimo to nie zdołali stworzyć żadnej klarownej sytuacji.
Kilka drobnych korekt w szatni, zwrócenie uwagi Wiśniewskiemu by dał sobie spokój z rzucaniem autów, Skorupskiemu by przestał grać długie piłki, plus podejście bliżej rywali spowodowało, że w drugiej połowie Polacy słabnących Litwinów zdominowali. Mimo to Urban nawet przy podwyższeniu prowadzenia prawie do końca zwlekał ze zmianami. Pomny, że dwa gole straty podopieczni Jankauskasa odrobili u siebie zarówno z Finami jak i Holendrami. Dzięki temu polscy kibice, i ci liczni na trybunach i przed telewizorami, nawet przez chwilę nie musieli drżeć o końcowy wynik.
CEL MINIMUM O KROK
Wygrana w Kownie sprawiła, że Polska w praktyce ma pewne miejsce w barażach. W teorii potrzebuje maksimum punktu w ostatnich dwóch listopadowych meczach z Holandią w Warszawie i Maltą na wyjeździe. Musiałaby oba przegrać bardzo wysoka przy jednoczesnej rekordowej wygranej Finów z Maltańczykami by różnicą bramek stracić na rzecz Suomi prawo dalszej gry o mundial.
Mówiąc krótko, Urban w ciągu dwóch miesięcy pracy uratował to co było planem minimum na eliminacje, a po klęsce w Helsinkach stanęło pod poważnym znakiem zapytania. W trzech meczach zdobył siedem punktów i na dwa spotkania do końca zrealizował cel.
SCHODY Z HOLANDIĄ
Im dalej w las tym jednak więcej drzew. Już widać, że schody dopiero się zaczną. Prawdziwym sprawdzianem aktualnej wartości naszej drużyny będzie mecz z Oranje na Stadionie Narodowym. Może być dużo trudniejszy niż ten wyjazdowy. Chcąc go wygrać trzeba się będzie otworzyć, a to może okazać się zabójcze.
W dodatku trzeba będzie zastąpić pauzujących za kartki Wiśniewskiego i Slisza. Żadnych wirtuozów, ale cholernie ważnych, twardych żołnierzy Urbana.
O ile w obronie jakieś warianty widać, to na pozycji sześć widać ciemność. Właściwie tylko Kuba Piotrowski, bo trudno zakładać że do zdrowia i formy wróci Jakub Moder. Kołdra jest krótka co dobitnie obnażył sprawdzian z Nową Zelandią.
Ale na razie cieszmy się chwilą. O Holandii i tym co dalej zacznijmy myśleć za tydzień. Tak jak zrobi trener Urban, co zapowiedział na pomeczowej konferencji.
Zgadzam się w 100% Nikt nie mówi, że już mamy poziom mistrzów świata, ale oglądanie reprezentacji, bez względu na klasę rywala w końcu przestało być cierpieniem. Cieszę się chociaż z tych 4 meczów i z nadziei na kolejne godne naszego kraju. Coś w końcu „pyknęło”, znowu jest to „coś” już czwarty raz z rzędu.
Oficjalnie: Poznaliśmy plany kadry U-21 na listopadowe zgrupowanie! Dwa sparingi w Hiszpanii
Reprezentacja Polski do lat 21 Jerzego Brzęczka listopadowe zgrupowanie spędzi w Hiszpanii. W San Pedro del Pinatar nasi kadrowicze zagrają z Norwegią oraz Serbią.
To on będzie następcą Lewandowskiego w reprezentacji Polski? „To jest tylko kwestia paszportu”
Coraz więcej wskazuje na to, że Ellis Simms otrzyma powołanie do reprezentacji Polski. Jeśli wszelkie formalności zostaną dopełnione na czas, napastnik Coventry City może znaleźć się w naszej kadrze narodowej już w listopadzie.
Polki nie pojadą na mundial mimo zwycięstwa? Haczykiem nieoczywisty przepis
Kobieca reprezentacja Polski może nie pojechać na przyszłoroczne mistrzostwa świata nawet pomimo ewentualnego pokonania rywalek w finale baraży. Sprawdź dlaczego.
Zgadzam się w 100% Nikt nie mówi, że już mamy poziom mistrzów świata, ale oglądanie reprezentacji, bez względu na klasę rywala w końcu przestało być cierpieniem. Cieszę się chociaż z tych 4 meczów i z nadziei na kolejne godne naszego kraju. Coś w końcu „pyknęło”, znowu jest to „coś” już czwarty raz z rzędu.