Co za końcówka w Gliwicach! Widzew stracił punkt w ostatniej chwili
Widzew Łódź ponownie nie zdołał sięgnąć po ligowe zwycięstwo. W spotkaniu 10. kolejki PKO BP Ekstraklasy łodzianie przegrali na wyjeździe z Piastem Gliwice 1:2, tracąc decydującą bramkę w doliczonym czasie gry.
Widzew przyjechał do Gliwic w poszukiwaniu przełamania. Początek sezonu nie układał się po myśli łodzian, którzy przed spotkaniem mieli na koncie tylko jedno zwycięstwo i aż siedem remisów. Na kolejną ligową wygraną czekali od 9 sierpnia.
Przez większą część spotkania utrzymywał się bezbramkowy remis. Przełom nastąpił po niefortunnej interwencji Greka Papanikolaou. Piłka po jego zagraniu zmyliła bramkarza Widzewa, Bartłomieja Drągowskiego, i wpadła do siatki. W ten sposób Piast objął prowadzenie po samobójczym trafieniu rywala.
Świderski się przełamał
Łodzianie nie zamierzali długo rozpamiętywać straconej bramki. Już trzy minuty później doprowadzili do wyrównania, przywracając nadzieję na wywiezienie z Gliwic korzystnego rezultatu.
Szczególną uwagę zwraca trafienie Karola Świderskiego. Napastnik reprezentacji Polski wpisał się na listę strzelców po rzucie rożnym, przerywając serię bez gola. Poprzednio trafił do siatki 30 sierpnia w spotkaniu z Lechem Poznań.
Wydawało się, że Widzew może wreszcie zakończyć mecz z punktową zdobyczą. Gospodarze mieli jednak inne plany i do samego końca szukali okazji do rozstrzygnięcia spotkania na swoją korzyść.
Cios w doliczonym czasie. Piast pokonał Widzew
Decydująca akcja nadeszła w doliczonym czasie gry. Lewicki popisał się świetnym dośrodkowaniem, a Boisgard wykorzystał okazję i ustalił wynik na 2:1. Piast mógł świętować zwycięstwo, natomiast Widzew po raz kolejny musiał pogodzić się z rozczarowaniem.
Dla łodzian to bolesna porażka, szczególnie że byli blisko zdobycia punktu. Samo przełamanie Świderskiego nie wystarczyło, by przerwać niekorzystną serię zespołu.
W następnej kolejce Widzew zmierzy się z Wisłą Kraków, a Piast Gliwice pojedzie do Zabrza, gdzie zagra z liderem PKO BP Ekstraklasy.
Presja na zawodnikach Widzewa jest tak potężna, że nie tylko nie mieli prawa ograć będącego daleko od swej najlepszej dyspozycji GKS-u, ale będą mieli problem ograć kogokolwiek. Co gorsza, nakłada ją na nich również trener, który w pierwszej kolejności powinien spróbować ją zdjąć.
Fatalna pomyłka Rodado! Tak piłkarz Wisły zmarnował karnego
Angel Rodado przestrzelił rzut karny. Jedenastka była podyktowana po faulu na Jakubie Krzyżanowskim. W przypadku zdobycia gola Wisła mogła jeszcze walczyć o zdobycz punktową w Poznaniu.
Ja tej ku.wy nienawidzę, Łódzki Widzew.