– Gram już w piłkę tyle lat, że wiem, że jeśli jeden rok jest chudy to następne będą tłuste. Byłem więc pewien, że w tym sezonie historia się już nie powtórzy. Koledzy myśleli podobnie. Poza tym mamy niezwykle uzdolnioną młodzież, która potrafi wypełnić lukę po tych, którzy odeszli – mówił w 1998 roku Jarosław Araszkiewicz, piłkarz Lecha Poznań.
Foto: WŁODZIMIERZ SIERAKOWSKI / 400mm.pl
Rozmawiał Marcin KIETLIŃSKI
Wiosną atmosfera w Lechu nie była chyba najlepsza? Czy wierzyliście, że zdołacie się utrzymać w lidze?
Wbrew pozorom atmosfera była naprawdę dobra, choć wiadomo, że były kryzysy i chwile zwątpienia w końcowy sukces. Z pewnością przeszkadzały nam częste zmiany trenerów. Adam Topolski był już naszym czwartym szkoleniowcem w sezonie. Na szczęście udało mu się nas zmobilizować do dobrej gry i po zwycięskim meczu z Groclinem byliśmy już pewni, że nie spadniemy do drugiej ligi.
A jak wytłumaczyć tę nagłą metamorfozę, że Lech z drużyny walczącej w ubiegłym sezonie o utrzymanie w ekstraklasie stał się jedną z najlepszych?
Doprawdy trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Uważam, że w rundzie wiosennej przechodziliśmy poważny kryzys formy i dlatego znaleźliśmy się w dolnych rejonach tabeli. Na szczęście w końcówce zdołaliśmy się pozbierać. Dzisiaj gramy na naszym normalnym poziomie i tylko wypada się z tego cieszyć. Oby jak najdłużej.
A może gracie tak dobrze dlatego, że do Lecha ma przyjść sponsor strategiczny i dobre wyniki mogą go przyciągnąć?
To czy do klubu przyjdzie sponsor w ogóle nas piłkarzy nie interesuje. To sprawy, którymi zajmują się wyłącznie działacze. My gramy przede wszystkim dla siebie i kibiców, a nie dla sponsorów. Jeżeli będziemy robić to dobrze, na stadion przyjdą tłumy ludzi – to jest dla nas najważniejsze.
Przecież z przyjścia silnego sponsora korzyści odniosą również piłkarze!
Zapewniam pana, że na boisku myślę wyłącznie o grze. Może inni zawodnicy Lecha mają odmienne zdanie, ale o to trzeba byłoby ich zapytać.
Czy sprawy finansowe w Lechu mają się aż tak dobrze? Kiedy odchodził od was Maciej Murawski, mówił, że głównym tego powodem jest chęć pomocy poznańskiemu klubowi, w którym ponoć nie było pieniędzy…
O to czy w Lechu rzeczywiście brakowało pieniędzy proszę zapytać działaczy naszego klubu lub… Maćka. Jeśli chodzi o finanse, grając w Lechu nigdy nie miałem powodów do narzekań. Nawet na wiosnę, kiedy prezentowaliśmy się słabo, nie było z tym żadnych problemów.
W lipcu zmienił się zarząd klubu. Nowym prezesem został Andrzej Grajewski. Czy w związku z tym zauważył pan w Lechu jakieś istotne zmiany?
Prawdę mówiąc nie odniosłem wrażenia, żeby coś się zmieniło. Już wcześniej Lech stał na wysokim poziomie organizacyjnym, a także w kwestii uposażeń wszystko było bez zarzutów.
Czy przed obecnym sezonem nie baliście się, że znowu będziecie walczyć jedynie o zachowanie pierwszoligowego bytu? Lech przecież pozbył się kilku podstawowych graczy…
Gram już w piłkę tyle lat, że wiem, że jeśli jeden rok jest chudy to następne będą tłuste. Byłem więc pewien, że w tym sezonie historia się już nie powtórzy. Koledzy myśleli podobnie. Poza tym mamy niezwykle uzdolnioną młodzież, która potrafi wypełnić lukę po tych, którzy z Lecha odeszli.
Zapewne z racji wieku – ma pan 33 lata – i doświadczenia pełni pan w tak młodej drużynie rolę lidera?
Tutaj pan się pomylił. Mój wiek nie ma nic do rzeczy. W hierarchii Lecha Poznań wszyscy zawodnicy mają taką samą pozycję, może poza Adamem Majewskim, ale tylko dlatego, że jako rozgrywający ma trochę więcej do powiedzenia na boisku.
Jak długo zamierza pan jeszcze grać w piłkę?
Do grudnia mam podpisany kontrakt z Lechem. Co potem? Doprawdy nie wiem. Wszystko zależy od tego czy będzie dopisywało mi zdrowie.
WYWIAD UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (NR 39/1998)
Remis w Lublinie! Motor wrócił do meczu i zadał dwa ciosy
Motor zremisował z Zagłębiem 2:2. ,,Miedziowi'' prowadzili w tym meczu już dwoma golami. Gospodarze w drugiej połowie odrobili straty i zafundowali emocjonującą końcówkę.