Jeszcze cztery tygodnie, trzy ligowe kolejki i Kosta Runjaic zdmuchnie dwie świeczki. 6 listopada przynajmniej tort na jego cześć pojawić się musi, w końcu taka okazja nadarzy się po raz pierwszy od 32 lat, a w perspektywie i w marzeniach czai coś absolutnie wyjątkowego w historii Pogoni.
TOMASZ LIPIŃSKI
(…)
Pod znakiem paradoksów
Zatrudniając trenera, każdemu prezesowi działającemu w warunkach Ekstraklasy marzą się przynajmniej cztery rzeczy. Po pierwsze – poprawa wyników. Po drugie – nadanie stylu, najlepiej ofensywnego, przyciągającego kibiców na trybuny. Po trzecie – podnoszenie wartości zawodników, których można z dużym zyskiem sprzedać. Po czwarte – docenienie i wykorzystanie potencjału drzemiącego w wychowankach. Przy każdym z tych punktów Runjaicowi należy postawić dużego plusa.
W debiucie w Krakowie z Wisłą przegrał 0:1. W czterech pierwszych meczach zdobył 2 punkty, ale później rozpędził Pogoń. Pierwszy sezon zakończył z 36 punktami, które wywindowały ją na spokojne 11 miejsce. A gdyby wszystkim wyzerować liczniki po 15 kolejce, kiedy Runjaica jeszcze nie było, i puścić maszynę liczącą w ruch po 17 listopada 2017 roku, to Pogoń ze swoim dorobkiem zakręciłaby się wokół miejsca pozwalającego na udział w europejskich pucharach. Ostatni mecz w sezonie z Lechią, na którym zresztą trenera nie było z powodu kontuzji i operacji kolana, oglądało już blisko 9 tysięcy i na stadionie oddychało się zupełnie innym powietrzem. Rafał Murawski mógł odejść na zasłużoną piłkarską emeryturę z czystym sumieniem.
Jednak w następnym sezonie wielu zwątpiło w geniusz Niemca. Przypomniały się czasy Skorży. Na szczęście tylko wynikowo. Runjaic nie stracił dobrego kontaktu z drużyną, nie szukał kozłów ofiarnych, nie dzielił w tym kryzysowym okresie. Wprost przeciwnie, szatnia zjednoczyła się wokół niego – prawdziwego lidera. Rok temu październikowa przerwa reprezentacyjna zastała Pogoń na 7 miejscu z 13 punktami, a to i tak tylko dlatego, że w 10 i 11 kolejce udało się zdobyć komplety punktów. Plamą było również odpadnięcie z Pucharu Polski z pierwszoligowym GKS Katowice. Za to później droga wiodła więcej z górki niż pod górkę i tak jest do teraz.
Tego, czego ciągle nie udało się trenerowi wypracować, to równowagi i pewnej obliczalności. Jego Pogoni zdarzają się zbyt duże odchylenia od normy. Bardziej wynikowe niż stylowe, bo przyjęta filozofia niezmiennie opiera się na ofensywie, z wysoko ustawionymi skrzydłowymi, odważnie atakującymi bocznymi obrońcami, utrzymywaniu się przy piłce, grze na pograniczu dużego ryzyka w rozgrywaniu od tyłu. Pod tym względem naprawdę nie widać dużych różnic między Pogonią pałętającą się w ogonie tabeli w analogicznym okresie poprzedniego sezonu, a tą mieszającą na górze. Ani wtedy nie było tak źle, ani teraz nie jest tak dobrze.
W ogóle ten sezon stoi pod znakiem paradoksów. Przed startem transfery Sebastiana Walukiewicza i Radosława Majewskiego przetrąciły kręgosłup, który złamały poważne kontuzje Mariusza Malca i Kamila Drygasa. A do tego można jeszcze dorzucić zjazd z formą ubiegłorocznego odkrycia Tomasa Podstawskiego. O dziwo tak bardzo na wynikach to się nie odbiło. Bo strzałem w dziesiątkę okazało się sprowadzenie bramkarza Dante Stipicy, bo z impetem rozpoczęli Zvonimir Kożulj i Adam Buksa, bo duży postęp zrobił Sebastian Kowalczyk. Oni wespół z trenerem najbardziej ciągnęli zespół w górę.
(…)
CAŁY TEKST MOŻNA ZNALEŹĆ W NOWYM (41/2019) NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
Kolejny problem Rakowa! Podstawowy piłkarz z kontuzją
Raków Częstochowa ma kolejne problemy kadrowe. Stratos Svarnas nie zagrał w meczu 1/16 finału Pucharu Polski z Motorem Lublin, choć pierwotnie znalazł się w wyjściowym składzie
Rewolucja w transmisjach Ekstraklasy?! Kibiców czekają duże zmiany
Transmisje PKO BP Ekstraklasy mogą przejść prawdziwą rewolucję od sezonu 2027-28. Trwa proces sprzedaży praw telewizyjnych na lata 2027–2031, a nowy podział pakietów może oznaczać poważne zmiany dla kibiców.