Po
14 kolejkach PKO Ekstraklasy poznański Lech ma w dorobku 19 punktów
– to 45 procent całego możliwego dorobku do zdobycia na tym
etapie sezonu. Wynik charakterystyczny dla ligowego średniaka i
chyba właśnie takie określenie najlepiej pasuje dzisiaj do zespołu
prowadzonego przez trenera Dariusza Żurawia.
FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl
Kolejorz
ma aktualnie większą przewagę nad strefą spadkową niż stratę
do miejsca gwarantującego udział w europejskich pucharach, ale to
bardziej efekt słabości całej Ekstraklasy, żadne pocieszenie dla
poznańskiego klubu. Lech wygrał w tym sezonie pięć z 14 ligowych
spotkań, co jest wynikiem co najmniej niepokojącym.
Ostatni
raz równie mało punktów na tym etapie rozgrywek Kolejorz miał w
sezonie 2016/17, krótko po tym, gdy Nenad Bjelica zastąpił na
stanowisku trenera Jana Urbana. Przed rokiem Ivan Djurdjević
zgromadził w 14 kolejkach 20 punktów i więcej szans już nie dostał – został zwolniony. Tyle
tylko, że w przypadku Serba o dymisji przesądziło odpadnięcie z
Pucharu Polski po porażce z Rakowem Częstochowa. Obecnie Lech nadal
jest w rozgrywkach pucharowych i z tygodnia na tydzień to właśnie
one urastają do rangi jedynej szansy na uratowanie sezonu. To jednak
stąpanie po cienkim lodzie.
W
ciągu pozostałych 23 ligowych kolejek wydarzyć może się
dosłownie wszystko, łącznie z cudownym nadejściem wysokiej formy
i włączeniem się Lecha do walki o mistrzostwo. Właśnie w
kategoriach cudu należałoby to rozpatrywać, gdyż brakuje
jakichkolwiek logicznych przesłanek, aby przewidywać taki
scenariusz. Przede wszystkim dlatego, że zespół trenera Żurawia
jest nieprzewidywalny – w negatywnym tego określenia znaczeniu.
Średnio raz na miesiąc zdarzają mu się bolesne wpadki na swoim
stadionie: w sierpniu ze Śląskiem Wrocław, we wrześniu z
Cracovią, a w październiku z Zagłębiem Lubin. Dziś stadion przy
Bułgarskiej nie jest już twierdzą, przed przyjazdem na którą
rywale mają problemy z zaśnięciem. Wręcz przeciwnie, to obiekt
bardzo przyjazny dla gości. W sześciu meczach przed własną
publicznością Lech wywalczył ledwie siedem punktów i w
klasyfikacji uwzględniającej tylko mecze domowe zajmuje dopiero 13.
miejsce w PKO Ekstraklasie, zresztą wyprzedzając ŁKS, Arkę Gdynia
i Koronę Kielce tylko dzięki bilansowi bramkowemu.
Chyba największym problemem poznańskiej drużyny jest brak
skonkretyzowanego pomysłu na grę. Nie sposób w tej chwili
odpowiedzieć na pytanie: jak chce grać Lech? W ataku opiera się na
fantazji będącego w dobrej formie Kamila Jóźwiaka, stałych
fragmentach wykonywanych przez Darko Jevticia i snajperskim
instynkcie Christiana Gytkjaera. I choć Duńczyk zdobył w tym
sezonie osiem bramek w PKO Ekstraklasie, wydaje się, że gdyby miał
większe wsparcie od partnerów z pomocy, to już mógłby
przymierzać koronę króla strzelców.
Jeśli
można za coś Kolejorza chwalić, to za odwagę w stawianiu na
młodzieżowców. W tej materii zdecydowanie zasługuje na słowa
uznania. Młodzi wychowankowie nie są jedynie uzupełnieniem składu,
lecz ważnymi postaciami zespołu. Kiedy w poczynaniach Lecha dzieje
się coś dobrego, to zwykle za ich sprawą. A skoro o sile zespołu
decydują 21-latkowie, nieprzewidywalności nie da się wykluczyć.
Oby tylko młodość nie stała się argumentem w tłumaczeniu
porażek.