To pierwszy taki sezon od ponad 15 lat. Z Ekstraklasy na pewno spadną trzy zespoły, co oznacza wielkie nerwy na boisku oraz… polityczną grę w gabinetach prezesów o wydostanie się spod pierwszoligowej gilotyny.
PRZEMYSŁAW PAWLAK
– W ostatnich latach widzieliśmy przykłady klubów, które po opuszczeniu Ekstraklasy pogrążały się w chaosie. Nikt nie chce do tego dopuścić. Awans do Ekstraklasy to dla klubu skok cywilizacyjny, za to spadek może oznaczać zakończenie działalności – mówi prezes Wisły Płock, Jacek Kruszewski. On akurat może na resztę patrzeć z góry, po 13 kolejkach jego klub przewodził tabeli, więc w teorii może zachowywać spokój, niemniej dodaje: – Spadek trzech zespołów to wzrost ciśnienia wśród zarządzających klubami. A wyższe ciśnienie przy podejmowaniu decyzji, nie zawsze musi pozytywnie wpływać na ich trafność. Prezesi wiedzą o jaką stawkę grają.
Burza przed ciszą
Jest ona niebagatelna, liczona przynajmniej w kilkunastu milionach złotych. Sezon 2019-20 może okazać się bowiem szczególny. Niewykluczone, że utrzymanie miejsca w Ekstraklasie pozwoli na przynajmniej dwa następne lata gry na najwyższym szczeblu rozgrywek. Aktualnie kluby dyskutują, jaki kształt przybierze liga w trakcie obowiązywania nowego kontraktu telewizyjnego, czyli od sezonu 2021-22. Rozpatrywane były trzy scenariusze, o wszystkich pisaliśmy na łamach „PN” – utrzymanie obecnego systemu rozgrywek ESA37, zachowanie ligi szesnastozespołowej, ale przejście na 35-kolejkowy model obowiązujący w Czechach, bądź powiększenie Ekstraklasy do osiemnastu drużyn, czyli rozgrywanie 34 serii spotkań.
– Projekt sezonu złożonego z 35 kolejek trafił do zamrażarki. Na ten moment z punktu widzenia klubów wydaje się on najmniej atrakcyjny – mówi prezes Korony Kielce, Krzysztof Zając. – Dyskusje dotyczą tylko modeli ESA37 i ESA34. Jest jednak za wcześnie, aby przesądzić, w jakim systemie zagra Ekstraklasa od sezonu 2021-22. Obie opcje mają zwolenników i przeciwników, musimy wsłuchać się również w głos partnerów: głównego, tytularnego i telewizyjnych. Niemniej ja jestem zwolennikiem poszerzenia rozgrywek do osiemnastu drużyn. Kiedyś już tak twierdziłem, później przekonano mnie, że z biznesowego punktu widzenia lepsza będzie gra w lidze szesnastozespołowej. Polska jest jednak dużym krajem, mamy potencjał na większą Ekstraklasę.
Są prezesi klubów z najwyższego poziomu rozgrywek, którzy mając na myśli trzy miejsca spadkowe w szesnastozespołowej lidze, mówią o brutalności takiego regulaminu rozgrywek. Coraz częściej można więc usłyszeć, że kluby zaczynają skłaniać się ku poszerzeniu ligi (nie oznacza to, iż tak się stanie), że fakt, iż pieniądze generowane dla nich przez spółkę Ekstraklasa trzeba będzie podzielić na większą liczbę chętnych, traci na znaczeniu, gdy w oczy zaczyna zaglądać widmo całkowitego odcięcia od kasy.
(…)
CAŁY TEKST MOŻNA ZNALEŹĆ W NOWYM (45/2019) NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”