Niespodziewana porażka Portowców sprawiła, że przed szansą zajęcia fotelu lidera stanęła najpierw Lechia, potem Cracovia. No i jak to z reguły bywa w takich wypadkach – podmianki nie było, więc to Pogoń wciąż jest na czele. O ile potknięcie Lechii, choć zaskakujące, było jednak wytłumaczalne, to już niesiona derbową wygraną Cracovia pozostawała zdecydowanym faworytem starcia z Górnikiem. Jeszcze raz się jednak potwierdziło – faworytów w Ekstraklasie nie ma. Mocarzy również nie widać, skoro tuż za podium zacumowała Wisła Płock.
Tak, ta sama Wisła Płock, którą wielu już grzebało, dziś traci do lidera dwa oczka. Trudno znaleźć wytłumaczenie znakomitej passy Nafciarzy, choć jedno akurat narzuca się samo: przyszedł nowy trener. I o nim słów kilka.
To człowiek-zagadka. Jako piłkarz praktycznie nie udzielał wywiadów, nie czuł potrzeby dzielenia się przemyśleniami z kimkolwiek, nawet na mundialu w Niemczech oficer prasowy polskiej ekipy był bezsilny próbując nakłonić go na udział w konferencji prasowej. Piłkarz Radosław Sobolewski żył tak, jak chciał i w nosie miał oczekiwania innych. Wydawało się, że po zakończeniu kariery zostanie kimkolwiek – zechce to pocztowcem, a może będzie jeździł na motorze, grał na giełdzie albo zajmie się deweloperką. On tymczasem ze swoją – oceniając z boku – skomplikowaną naturą został trenerem, wychowawcą innych piłkarzy. Zaczął tam, gdzie kopało mu się najlepiej, czyli w Krakowie. Obserwując go na treningach Wisły wrażenie było jedno – znakomity, urodzony asystent. Żyjący tą robotą, harujący na murawie, cieszący się zajęciami, jakby tęskniący wciąż za boiskiem, a krzykiem, głosem, gestykulacją, własną energią poruszający cały zespół.
Ale on chciał więcej, jakby czuł, że jest gotów być I trenerem. Samodzielną robotę zaczął w Płocku. Niby Ekstraklasa, ale cudów nikt od niego nie oczekiwał. No to właśnie został małym cudotwórcą. W dwa miesiące wygrał z Nafciarzami sześć meczów plus siódmy w Pucharze Polski. To „jego” Furman trafił do reprezentacji, to u niego porządnie wyglądają ci, na których nikt by już złamanego grosza nie postawił – Stefańczyk, Tomasik, et consortes. Okazało się, że zamknięty wcześniej dla szerokiej publiki, jest otwarty dla „swoich”. Potrafi wpływać, nauczać, zarażać, a i na konferencjach prasowych przyjemnie go posłuchać. Oto w Ekstraklasie pojawił się Trener.
• • •
No a skoro o trenerach mowa, to wkrótce Kosta Runjaic obchodzić będzie drugą rocznicę pracy w Szczecinie. W szczecińskiej rzeczywistości to szmat czasu, w polskiej zresztą jak najbardziej też. Ostatnim trenerem Pogoni, który mógł się pochwalić takim stażem był Leszek Jezierski w 1987 roku. Tomasz Lipiński napisał w ten sposób (całość we wtorek w tygodniku – warto!):
„W sobotę Runjaic poprowadził Pogoń po raz 70 w lidze, łącznie zdobył 109 punktów. Kiedy zaczynał, to w Legii pracował Romeo Jozak, w Lechii był Adam Owen, a w Lechu – Nenad Bjelica. W Śląsku rządził Jan Urban, za wyniki Wisły Kraków odpowiadał Kiko Ramirez, w Płocku fundamenty pod stanowisko przyszłego selekcjonera budował Jerzy Brzęczek…”
I wszystko byłoby cacy, gdyby właśnie w sobotę Pogoń nie sprawiła swoim sympatykom przykrej niespodzianki…
Przed meczem wiedzieliśmy jedno – ani Pogoń nie jest tak mocna jak wskazywałaby tabela (1. miejsce), ani Raków tak słaby (13. miejsce). Taki wniosek śmiało można było wyciągnąć po analizie ostatnich kolejek, kiedy Pogoń z trudem gromadziła punkty, natomiast Raków z łatwością je trwonił, bo będąc zespołem lepszym i do Piasta, i od Wisły Płock, dwa razy przegrał. Niezależnie od wszystkiego porażka Pogoni na własnym boisku z beniaminkiem to jednak niespodzianka sporego kalibru. Raków zagrał jednak dojrzalej niż zwykle. Niby bronił się (ale mądrze), niby Pogoń dążyła do wyrównania, ale jakoś tak bez przekonania, bo spektakularnego bombardowania bramki Szumskiego zabrakło.
• • •
Po potknięciu Pogoni Lechia miała szansę zająć pozycję lidera. Została jednak zaskoczona przez Zagłębie, które nie czekając na rozwój wypadków od początku postanowiło okiełznać gospodarzy. Lechia miała argumenty, ale Zagłębie kontrolowało mecz. Trójka Bohar-Starzyński-Żivec potrafiła nie tylko wykreować bramkowe sytuacje, ale i umiejętnie przetrzymać piłkę, przenieść ciężar gry w miejsce, które Zagłębiu bardziej odpowiadało, czyli na połowę gospodarzy, a wręcz w z góry upatrzony sektor. Po pięciu kolejnych wygranych (licząc z PP) Lechia poniosła porażkę, pierwszą od pół roku na swoim stadionie.
W niedzielę z apetytami na żółtą koszulkę wyszli na boisko piłkarze w koszulkach w biało-czerwone pasy. I oczywiście okazji nie wykorzystali. Emocji zabrakło, panowało raczej skupienie na zabezpieczeniu tułów. Górnik nie narzeka, Cracovia chyba rozczarowana. Można oczywiście utyskiwać na słabowitość faworytów, ale co mają powiedzieć kibice w Manchesterze? To jest liga – niespodzianki być muszą.
• • •
Potężne problemy kadrowe sprawiły, że na Bułgarskiej Wisła Kraków wybiegła w składzie – tak to ujmijmy – mocno eksperymentalnym. Ta eksperymentalność i niedojrzałość wyszła już przy akcji bramkowej, gdy fatalnie wyprowadzaną z własnej połowy piłkę przejęli lechici. Nasza Ekstraklasa jest jaka jest, ale oszukać tak do końca się jej nie da. Wisła zatem w tym składzie personalnym i w tym ustawieniu zrobiła ile mogła – przeciwstawiała się gospodarzom do momentu utraty bramki. Lech nie rozgrywając wcale wielkiej partii w końcu wykorzystał słabości przeciwnika. Ale ewentualne niedostatki poznaniakom łatwiej wybaczyć, skoro w ich meczowej kadrze znalazło się bodaj ośmiu młodzieżowców, w wyjściowym składzie – pięciu. Wisła też miała młodzież, tyle że – w tym meczu i na razie – jakościowo gorszą. To, co dziś zasiewa KKS, będzie zbierał w przyszłości.
• • •
W piątej kolejce Śląsk wygrał z Cracovią. Miał na koncie 13 punktów na 15 możliwych. Kilka dni później zremisował z Lechią i miał już 16 oczek a za sobą mecze z najlepszą czwórką poprzedniego sezonu plus zawsze – utarło się – groźnym Lechem i nieobliczalną Wisłą z Krakowa. Jednym słowem – żarło. Od 17 sierpnia, czyli wspomnianej wygranej z Pasami żreć właściwie przestało. Teraz trafiła się przerwa na reprezentację, co oznacza dwa miesiące bez zwycięstwa. Najłatwiej powiedzieć, że to są właśnie wyniki, jak obszył, na miarę możliwości współczesnego WKS. Tyle że przecież wspomnienie stylu, pasji, jakości z jaką piłkarze Śląska rozpoczęli sezon jest całkiem świeże. Na tyle świeże, by nie godzić się z marnością jaką zafundowali widzom w piątek wspólnie z kolegami po fachu z Białegostoku, choć bądźmy uczciwi – goście akurat prezentowali się lepiej.
• • •
Koniec fatalnej passy ŁKS. Beniaminek w końcu wygrał i to w ładnym stylu. O tyle to zaskakujące, że Korona zdawała się łapać oddech po wygranej nad Śląskiem. Pozwoliła jednak na zbyt wiele łodzianom i efekt jest dla niej opłakany.
Kolejkę zamykał mecz w Gliwicach. Do przerwy nic nie wskazywało na przekonywujące zwycięstwo Piasta, bo Legia radziła sobie nieźle. Im dłużej trwał jednak mecz, to zdeterminowani gospodarze zaczęli dokręcać śrubę. Popisowa akcja Jorge Felixa – stadiony świata! – zamknęła mecz.
– Chodzi o kwestie psychologiczne i mentalne. Zła reakcja po stracie gola to jest coś, nad czym trzeba pracować. W kontekście tej drużyny nie chodzi tylko o kwestie piłkarskie, ale również właśnie o mentalne. Musimy umieć radzić sobie z presją… Obrona Legii wygląda bardzo dobrze od początku sezonu. Dla nas to już dwudziesty mecz i dopiero teraz kończy się okres, w którym będziemy mieli sytuację taką, jak inni. Właśnie ze względu na intensywność meczów formacja ta była zmieniana. W dwóch, trzech sytuacjach nie zachowaliśmy się tak jak należy. Musimy nad tym pracować. Stabilizacja jest następnym elementem do dopracowania, jeśli chcemy osiągać dobre wyniki – skomentował trener Aleksandar Vuković (za biurem prasowym Legii).
Jego tłumaczenia brzmią mało przekonywująco. Wicemistrz Polski przed sezonem dokonał kilku znaczących wzmocnień. Mistrz – przeciwnie, stracił wielu kluczowych zawodników. A meczów rozegrał niewiele mniej, bo 17…
Kolejny problem Rakowa! Podstawowy piłkarz z kontuzją
Raków Częstochowa ma kolejne problemy kadrowe. Stratos Svarnas nie zagrał w meczu 1/16 finału Pucharu Polski z Motorem Lublin, choć pierwotnie znalazł się w wyjściowym składzie
Rewolucja w transmisjach Ekstraklasy?! Kibiców czekają duże zmiany
Transmisje PKO BP Ekstraklasy mogą przejść prawdziwą rewolucję od sezonu 2027-28. Trwa proces sprzedaży praw telewizyjnych na lata 2027–2031, a nowy podział pakietów może oznaczać poważne zmiany dla kibiców.