To miał być najgłośniejszy transfer lata w Polsce. Dotyczył przecież króla strzelców ekstraklasy. No i był, tyle że w kategorii niedoszłych. Marcin Robak został, owszem, nawet sprzedany do chińskiego Guizhou Renhe, ale ostatecznie Chiny wciąż może oglądać tylko na kanale Discovery.
ROZMAWIAŁ ZBIGNIEW MUCHA
Zacznijmy może od początku. Skończył się sezon, został pan królem strzelców, otrzymał nagrodę dla najlepszego napastnika ekstraklasy, na pewno musiały się pojawić ciekawe propozycje transferowe, zwłaszcza że suma odstępnego w wysokości około pół miliona euro nie musiała odstraszać. Ale akurat konkretnych ofert brakowało – mówi 32-letni snajper. – Pojawiły się natomiast sygnały o zainteresowaniu moją osobą z tureckiego klubu. Mniejsza o nazwę (…), to jednak były, powtarzam, tylko sygnały, nic więcej. Znacznie więcej pojawiło się możliwości zmiany barw klubowych, kiedy byłem już wolnym zawodnikiem…
Czyli wówczas, kiedy Pogoń teoretycznie sprzedała pana Chińczykom, a ci nagle wycofali się z transferu? Właśnie tak. Tyle że po tych wszystkich perturbacjach, ja już byłem właściwie zdecydowany, by na powrót zostać piłkarzem Portowców.
O co tak naprawdę rozeszło się w przypadku niedoszłego transferu za Wielki Mur? Nie wiem, po prostu nie wiem. To sytuacja absolutnie przedziwna. Pewne jest jedno – transfer nie doszedł do skutku, ponieważ zrezygnowali z niego przedstawiciele chińskiego klubu. Tyle że zrezygnowali mimo podpisanej już z Pogonią umowy transferowej. Taka bowiem została zawarta pomiędzy oboma klubami. Ja również porozumiałem się co do swoich warunków i w zasadzie pozostało mi tylko poczekać na wizę i lecieć do Chin, by złożyć podpis na oficjalnym kontrakcie.
(…)
A czy już po fiasku całej operacji miał pan okazję rozmawiać z Krzysztofem Mączyńskim, który od ponad pół roku jest zawodnikiem Guizhou? Oczywiście. Rozmawialiśmy dużo przed, ale także i po. Cieszyłem się, że trafię do klubu, w którym zadomowiony jest już jeden Polak. Krzysiek również wiele mi opowiadał o samym klubie. W pewnym momencie przysłał mi jednak wiadomość, że na sparingu jest Hanke i pewnie to z nim podpisali umowę. Zapytał wprost: co jest grane? Tyle że równie dobrze mogłem zapytać go o to samo. W każdym razie Krzysiek był lekko zszokowany, gdy okazało się, że nie mam po co przyjeżdżać. Mówił, że trener również na mnie czekał…
Cały wywiad przeczytacie w najnowszym numerze tygodnika „Piłka Nożna”
Oficjalnie: Simundza nie będzie już prowadził Śląska
Po porażce z Radomiakiem przelała się czara goryczy w kontekście kadencji Ante Simundzy w Śląsku Wrocław. Słoweński szkoleniowiec nie poprowadzi już zespołu ze stolicy Dolnego Śląska.