W drugim niedzielnym meczu 13. kolejki PKO BP Ekstraklasy górą byli gospodarze. Śląsk Wrocław w końcu przełamał serię spotkań bez zwycięstwa w lidze i na swoim terenie pokonał Arkę Gdynia (2:1).
Wrocławianie długo czekali na zwycięstwo w lidze (fot. Łukasz Skwiot)
Piłkarze obu drużyn zapomnieli już jak smakuje zwycięstwo. Śląsk po raz ostatni zgarnął pełną pulę w ekstraklasie w sierpniu, natomiast Arka we wrześniu, co oczywiście miało swoje przełożenie na miejsca zajmowane przez drużyny w tabeli. WKS być może nie przegrywał zbyt często, ale kolejne remisy sprawiły, że wypadł z grupy mistrzowskiej.
Jeśli zaś chodzi o Arkę, to tej udało się ostatnio wrócić z dalekiej podróży podczas derbowego starcia z Lechią Gdańsk, jednak punkty drużynie są potrzebne niczym tlen, tym bardziej, że po sobotniej wygranej Łódzkiego Klubu Sportowego przesunęła się ona do strefy spadkowej.
Spotkanie zaczęło się dla gości w najgorszy z możliwych sposobów. Piłkę od własnej bramki rozgrywał Pavels Steinbors, ale Michał Nalepa się poślizgnął i nie zdołał przejąć podania od swojego golkipera. Błąd Arki wykorzystał Michał Chrapek, który nie zastanawiał się zbyt długo i oddał strzał sprzed pola karnego, a futbolówka po odbiciu się od nogi jednego z przeciwników wpadła do siatki nad zaskoczonym bramkarzem.
Szybko zdobyty gol pozwolił gospodarzom złapać wiatr w plecy. Bez zarzutu spisywał się jednak Steinbors, który ratował skórę swoim kolegom po strzałach Przemysława Płachety i Roberta Picha. Na szczególne słowa uznania Łotysz zapracował sobie po uderzeniu tego drugiego. Śląsk cały czas się jednak rozpędzał, podczas gdy Arka nie potrafiła uspokoić swojej gry i miała spory problem z zawiązaniem jakiejś akcji ofensywnej.
Gdynianie nie potrafili znaleźć recepty na lepiej dysponowanego przeciwnika i dlatego po pierwszej połowie to Śląsk mógł się cieszyć z prowadzenia. Kibice Arki mogli jedynie liczyć na to, że po zmianie stron ich piłkarze wskoczą w swojej grze na dużo wyższy poziom.
Jak się okazało, goście faktycznie rozpoczęli drugą połowę z animuszem. Ich akcje były szybsze, bardziej składne i to Śląsk musiał cofnąć się do obronny, chyba niepotrzebnie oddając pole przeciwnikowi. Taka gra była proszeniem się o karę, ponieważ Arka rozpędzała się z każdą kolejną akcją.
W tym szaleństwie była jednak metoda, ponieważ w 58. minucie Śląsk dołożył na swoje konto drugie trafienie. Kolejny błąd defensywy Arki wykorzystał Erik Exposito, który dostał dobre podanie od Picha, minął zwodem obrońcę i mając przed sobą Steinborsa, skierował futbolówkę do siatki. Tak bolesny cios podciął gościom znad Bałtyku skrzydła i można było zaryzykować stwierdzenie, że Śląsk nie wypuścili już rywala ze swoich szponów, odnosząc tak upragnione zwycięstwo.
W 79. minucie na skraju pola karnego doszło do zdarzenia, która mogło podłączyć Arkę do tlenu. Piłkę ręką zagrał Płacheta, a sędzia po dość długim zastanowieniu podjął decyzję o wskazaniu na „wapno”. Karnego na gola zamienił Marko Vejinović, co zwiastowało nam ogromne emocje w końcówce.
Arka rzuciła oczywiście wszystko na szalę, ale wynik zmianie już nie uległ. Śląsk utrzymał prowadzenie i w końcu mógł się cieszyć z wygranej w ekstraklasie.