Polska wygrała z Mołdawią. Wynik na tróję, styl na pałę!
Nie ma się co oszukiwać: z taką grą, jaką polska reprezentacja zaprezentowała we wtorkowym meczu z Mołdawią, na Wembley czy na Stadionie Olimpijskim w Kijowie nie będziemy mieli czego szukać. Jeśli Waldemar Fornalik nie wstrząśnie zespołem, nie wymyśli tej ekipy na nowo, będzie nam ciężko ugrać coś więcej w grupie, niż trzecie miejsce. Trzecie od końca, rzecz jasna.
Gdy w 41. minucie Przemysław Tytoń odprowadzał wzrokiem piłkę po strzale Igora Picusceaca, na Wembley w Londynie Ukraińcy oddawali kolejny strzał na bramkę Anglików. Tym razem był to strzał celny, wyprowadzający ekipę Błochina na prowadzenie. We Wrocławiu natomiast piłkarze z Mołdawii, z całym dla nich szacunkiem, ale okupujący miejsce w połowie drugiej setki rankingu FIFA, zamykali nas w polskim polu karnym. Nie tak miał wyglądać wtorkowy wieczór w stolicy Dolnego Śląska…
Pierwsza połowa w wykonaniu naszego zespołu była tragiczna. Tak, nie bójmy się tego powiedzieć: TRAGICZNA. Cała formacja defensywna grała niepewnie, znów słabiutko spisywał się duet defensywnych pomocników, wiele do gry nie wnosił Mierzejewski, a w poczynaniach napastników widać było brak zgrania i zrozumienia. Gdyby nie karny – zaznaczmy, że mocno kontrowersyjny – pierwsza połowa zakończyłaby się wynikiem 0:0. A i z takiego rezultatu musielibyśmy być zadowoleni, bo to Mołdawia stwarzała sobie groźniejsze sytuacje i oddała więcej strzałów na bramkę. Posiadanie piłki? 50 – 50…
W drugiej połowie nie było lepiej. Od 46. minuty po boisku biegał Waldemar Sobota, który zmienił Marka Saganowskiego, ale piłkarz Śląska nie odmienił gry gospodarzy. Później na boisku pojawiali się jeszcze Sobiech (za Mierzejewskiego) i Krychowiak (za Borysiuka), ale żadna ze zmian nie powaliła na kolana. Drugiego gola, w zasadzie z niczego, zdobył głową Jakub Wawrzyniak.
Jedno jest pewne: polscy piłkarze będą chcieli jak najszybciej zapomnieć o tym spotkaniu… Nie ulega jednak wątpliwości, że przed Waldemarem Fornalikiem pięć nerwowych tygodni oczekiwania na mecz z Anglią. Dodajmy, że Anglią podrażnioną i przestraszoną przez ambitnych Ukraińców. Synowie Albionu bez dwóch zdań nad Wisłą stawią się podwójnie zmotywowani, co wróżyć nam będzie podwójnie ciężkie zadanie. Jeśli więc z piłkarzami Chelsea czy Liverpool’u zagramy tak, jak z Mołdawią, biało-czerwoni będa musieli zaopatrzyć się w kaski na okoliczność zbierania tęgich batów.
Kamiński nie zagra w kolejnych spotkaniach! Urban potwierdza
Selekcjoner reprezentacji Polski po meczu z Bośnią przyznał, że Jakub Kamiński więcej na tym zgrupowaniu nie zagra. Piłkarz nie będzie dostępny do gry z uwagi na uraz przywodziciela.