Po wtorkowym meczu: Jak mało trzeba, aby zachwycić i oczarować
Piotr Zieliński oraz Bartosz Bereszyński trzema akcjami i pięcioma podaniami zapewnili sobie miejsce w wyjściowym składzie na mecz w Kiszyniowie. Stawianie na młodych w pierwszej kadrze powinno się chyba nasilić, bo niektórzy reprezentanci sprawiają wrażenie, jakby na zgrupowania przyjeżdżać zaczęli z przyzwyczajenia. Rywalizacja z młodymi wilkami niektórym dobrze by zrobiła.
Zaznaczmy na samym początku tego krótkiego komentarza: Piotr Zieliński i Bartosz Bereszyński to piłkarze, w umiejętnościach i możliwościach których jesteśmy zakochani od dawna i naszym marzeniem jest widzieć ich w akcji na wielkim turnieju w biało-czerwonych strojach. Zachwyty nad ich grą we wtorek są jednak – w naszym przekonaniu – mocno przesadzone.
Powodów jest co najmniej kilka. Po pierwsze – wszyscy zapomnieli chyba, że mierzyliśmy się nie z Niemcami, ani nawet nie Albanią, a z półamatorami z Lichtensteinu. Po drugie – młodzieńcy dostali swoje szanse w drugiej połowie, a więc w momencie, gdy półamatorzy delikatnie opadli z sił. Po trzecie – ani Bereszyński, ani Zieliński nie powalili przecież na kolana. I jeden, i drugi zagrali poprawnie, ale biorąc pod uwagę klasę przeciwnika, pokazali zaledwie ułamek ułamka swoich możliwości. Zawodnik Udinese miał trzy bardzo ładne zagrania, w tym uruchamiające Beresia na prawym skrzydle (akcja bramkowa). Później w zasadzie zaginął w akcji, wybierał najprostsze rozwiązania. Zawodnik Legii kilkukrotnie urywał się prawym skrzydłem, przypominając przy tym Łukasza Piszczka z meczów Borussii Dortmund.
Wybić się, wyróżnić, pokazać z dobrej strony było jednak we wtorek łatwo, bo ich starsi koledzy z drużyny zaprezentowali formę ligowej marmolady. Mierzejewski – tragiczny, nie miał żadnego otwierającego podania, choć przecież takie zadanie zostało mu powierzone. Na dodatek popsuł dwie dwusetki. Grosicki o pseudonimie chaos – denerwujący, jak zawsze, jak to dobrze, że został zmieniony już w przerwie! Rybus – powolny, niepotrzebnie w większości sytuacji szukający dryblingu, holujący piłkę. Para Matuszczyk – Borysiuk – totalnie bezbarwna. Można odnieść wrażenie, że niektórzy na zgrupowaniu znaleźli się przez to – jak tweetował podczas meczu jeden z dziennikarzy Przeglądu Sportowego – że Fornalik wysłał powołania do wszystkich znajdujących się na zapisanej przed dwoma laty liście mailingowej.
A może warto byłoby powołać dwóch – trzech chłopaków z kadr młodzieżowych, kierunek turecki czasowo pomijając? I tak pełniliby rolę zmienników, i tak byliby graczami drugiego wyboru, jak chociażby teraz Matuszczyk. Czy Furman zagrałby słabiej? Szczerze wątpimy. Pokazałby jednak, że powołanie to przywilej, a nie smutny obowiązek.
Wtorkowy mecz dał Fornalikowi odpowiedź na pytanie, kto powinien zagrać w piątek na prawej stronie obrony i na pozycji numer dziesięć. Jeśli selekcjoner podejmie inną decyzję, zupełnie jej nie zrozumiemy, a rozgrywanie meczów towarzyskich straci jakikolwiek sens. No, może poza tym, że niektórzy w osobistych statystykach będą mogli dopisać kolejny mecz w narodowym zespole.
Polska kadra przed meczem w Kiszyniowie odbędzie jeszcze dwa treningi. Fornalik prochu nie wymyśli, w zasadzie z niemal całą pewnością skład na Mołdawię będzie wyglądał tak:
Na papierze mocny, miejmy nadzieję, że taki sam okaże się w rzeczywistości. W przeciwnym razie na jesieni Polacy rzucać będą w Czarnogórców, Ukraińców i Anglików już tylko granatami ćwiczebnymi. I to na dodatek pod dowództwem nowego generała.
Wiemy, kiedy Jan Urban ogłosi powołania na listopadowe zgrupowanie reprezentacji Polski
Już za nieco ponad dwa tygodnie biało-czerwoni zmierzą się z Rumunią i Szwecją. Polski Związek Piłki Nożnej poinformował, kiedy zostanie ogłoszona lista zawodników powołanych na listopadowe zgrupowanie.
Media: Urban ma poważny problem! Ważny piłkarz opuści najbliższe zgrupowanie
Kontuzja Marcina Bułki okazała się poważniejsza, niż pierwotnie zakładano, w związku z czym golkiper NEOM SC nie będzie mógł pojawić się na najbliższym zgrupowaniu naszej kadry narodowej.