Plebiscyt i Gala „PN”: Nominacje w kategorii Ligowiec Roku 2014
Do tej nagrody nominowaliśmy trzech doświadczonych, ale i cierpliwych piłkarzy. Jeden z nich poprowadził swoją drużynę do sukcesów na arenie krajowej oraz z dobrej strony pokazał się w europejskich pucharach, drugi został królem strzelców ekstraklasy, trzeci zaś zanotował duży postęp.
Miroslav RADOVIĆ (Legia Warszawa) Kilka miesięcy temu poprowadził stołeczną drużynę do tytułu mistrza Polski, a jego wkład w ten sukces docenili piłkarze i trenerzy ekstraklasy, wybierając na piłkarza sezonu 2013-14. Niewykluczone, że pozytywnie na jego formę sportową wpłynęło przyjęcie polskiego obywatelstwa, bo w rundzie wiosennej spisywał się świetnie. Strzelił osiem goli, ale też przestał grać na skrzydle albo na środku pomocy, lecz został przesunięty na środek ataku. W nowej roli radził sobie bardzo dobrze. Sam zresztą uważa, że dobry zawodnik musi sobie radzić na każdej pozycji na boisku. Potem wyborną formę prezentował w letnich kwalifikacjach Ligi Mistrzów, trzy bramki zdobył w meczach z irlandzkim zespołem St Patrick’s Athletic oraz dwie w wygranym 4:1 meczu ze szkockim Celtikiem Glasgow. Gdy Legia w konsekwencji walkoweru została wyeliminowana z tych rozgrywek, był rozgoryczony, ale nie załamał rąk, tylko poprowadził drużynę do Ligi Europy, a w niej zdobył pierwszą bramkę w inaugurującym fazę grupową, wygranym 1:0 spotkaniu z belgijskim Lokeren. Został najlepszym w historii strzelcem Legii w europejskich pucharach. Z powodu kontuzji, której doznał w październiku, stracił kilka tygodni, ale w ekstraklasie w tym sezonie pięć goli jednak strzelił. Jego przywiązanie do tego klubu, w czasach gdy zawodnicy przemieszczają się bardzo często, imponuje i musi budzić szacunek. Gra w Warszawie już dziewiąty sezon i już dołączył do klubowych legend. Można tylko żałować, że tak dobry piłkarz jak Serb nigdy nie zagrał w żadnej dorosłej reprezentacji. Niedoceniany w ojczyźnie, zbiera nagrody w Polsce, a nasz plebiscyt już kiedyś wygrał, wybraliśmy go na Obcokrajowca Roku 2011.
Marcin ROBAK (Pogoń Szczecin) Będąc po trzydziestce, osiągnął chyba życiową formę. Był przecież nominowany do tej nagrody również za rok 2013. Wówczas silny fizycznie napastnik dopiero zmierzał do tytułu najlepszego strzelca naszej ekstraklasy, wiosną zaś ubiegłego roku go wywalczył. Na dodatek więcej goli dających mu koronę strzelił w tegorocznych meczach sezonu 2013-14. W rundzie wiosennej zdobył bowiem 13 bramek, a wręcz popisowy występ zanotował przeciw Lechowi, gdy aż pięciokrotnie skierował piłkę do siatki. Jego wysoką dyspozycję docenili selekcjonerzy reprezentacji Polski, odkurzył go bowiem jeszcze Waldemar Fornalik, a potem powoływał również Adam Nawałka. Ponadto udane występy w ekstraklasie spowodowały zainteresowanie jego osobą ze strony chińskiej drużyny Guizhou Renhe. Podpisał nawet umowę, ale potem Chińczycy wycofali się z transakcji, więc zawodnik wrócił do Pogoni. Stracony czas musiał szybko nadrobić. Trudno ocenić, jak duży wpływ miało to na jego zdrowie, bo w październiku doznał kontuzji, która wykluczyła go z gry już do końca roku. Zatem rok 2014 był dla niego niezwykle urozmaicony, ale jako król strzelców przeszedł do historii naszej piłki ligowej, a strzelenie pięciu goli w jednym meczu na tym poziomie rozgrywek również nie zdarza się często. Warto przypomnieć, że on również był już nagradzany przez naszą redakcję – w roku 2008 został bowiem wybrany na najlepszego pierwszoligowca.
Kamil WILCZEK (Piast Gliwice) Ten zawodnik zaskoczył chyba nawet siebie. W roku 2014 zdobył 15 bramek w ekstraklasie dla drużyny Piasta, a przecież w latach 2010-13, które spędził w Zagłębiu Lubin, tylko dwukrotnie zdołał wpisać się na listę strzelców. Po powrocie do Gliwic wysoki i mocno zbudowany zawodnik przeszedł więc nieprawdopodobną metamorfozę. Radzi sobie zarówno w roli ofensywnego pomocnika, jak i napastnika. W roku 2014 strzelił sześć goli w poprzednim sezonie i dziewięć w trwającym. Na dodatek tyle trafień zaliczył w całych poprzednich rozgrywkach. Teraz stoi przed wielką szansą pobicia swojego życiowego rekordu, chyba że zimą zostanie sprzedany. A podobno takie propozycje już się pojawiły. Kiedyś już próbował sił poza Polską, gdy jako 18-latek razem z innym Kamilem – Glikiem – trenowali w hiszpańskim klubie UD Horadada. Nic specjalnego tam nie osiągnęli, potem byli jeszcze w innych klubach w tym kraju, ale teraz obaj są znanymi piłkarzami. Glik dojrzał szybciej i jest filarem włoskiego Torino oraz reprezentacji Polski, u Wilczka ten proces przebiegał dłużej. Może w przyszłości powinien pomyśleć o powrocie do Hiszpanii, bo większość goli w zeszłym roku strzelił, gdy trenerem został pochodzący z tego kraju Angel Perez Garcia. Na początku października rozegrał mecz życia, wbił trzy gole mistrzom Polski, co skomentowano stwierdzeniem, że Wilczek zagryzł Legię. W jego przypadku trzy gole w jednym spotkaniu to ewenement, pozostałe bramki zdobywał po jednej w meczu. W reprezentacji jeszcze nie zadebiutował. Gdyby jednak wywalczył koronę króla strzelców, selekcjoner musiałaby dać mu szansę.
Wieczysta skrzywdzona w Zabrzu? Rostkowski tłumaczy
Gracz Wieczystej, Lisandro Semedo, miał niesłusznie otrzymać drugą, żółtą kartkę w starciu przeciwko Górnikowi. To na korzyść ,,Aptekarzy'' powinna zostać podyktowana jedenastka. Sędziowie mieli podjąć niewłaściwe decyzje.
16-latek debiutuje w Legii Warszawa! Zaskakująca decyzja Papszuna
Franciszek Stępniewski debiutuje w pierwszym zespole Legii Warszawa. Zaledwie 16-letni pomocnik znalazł się w podstawowym składzie Wojskowych na niedzielny mecz z Rakowem Częstochowa.
Bartosz Nowak ponownie bez powołania. Tak zareagował
Marcel Wędrychowski wyjawił jak Bartosz Nowak zareagował na brak powołania do kadry. 33-latek zareagował spokojem, ale dla reprezentacji mógłby być jokerem w trudnych momentach.
Kibice Lecha Poznań nie będą prowadzić dopingu w meczu z Zagłębiem
Kibice Lecha Poznań oznajmili, że nie będą prowadzić dopingu w trakcie meczu przeciwko Zagłębiu Lubin. Ma to związek z żałobą i tragedią, która wczoraj wydarzyła się w Krakowie.