Choć tuż przed podjęciem ostatecznej decyzji o wyjeździe do Niemiec Mariusz Stępiński nasłuchał się i naczytał negatywnych opinii na temat wczesnej przeprowadzki na zachód, młody zawodnik i tak zdecydował się na transfer do bundesligowego klubu. Tam spełnił się jednak dla niego najczarniejszy scenariusz – nie udało mu się przebić do pierwszego zespołu, przez co występować musiał w zespole rezerw. Sezon 2014-15 zawodnik spędzi w ramach wypożyczenia w Wiśle Kraków.
Mariusz Stępiński jeszcze w barwach Widzewa Łódź
ROZMAWIAŁ PAWEŁ KAPUSTA Wywiad został przeprowadzony 10.08.2014 r.
Zanim pojawiły się plotki o pana przejściu z Norymbergi do polskiej ekstraklasy, ostatnia informacja na pana temat, jaką można odnaleźć w internecie, datowana jest na styczeń. Zaginął pan w akcji, ale okazuje się, że pan żyje… Tak, żyję i mam się dobrze. Może rzeczywiście nie było o mnie w ostatnim czasie głośno, ale ja na to nie narzekałem – mówi Stępiński.
Kiedy rozmawiałem z panem tuż po transferze do Norymbergi, tonował pan nastroje kibiców, zapowiadał, że o debiut w pierwszym zespole będzie trudno, ale chyba nawet pan się nie spodziewał, że będzie aż tak ciężko. Wbrew pozorom same początki w Norymberdze nie były aż tak bardzo trudne pod względem sportowym, wszystko zaczęło się dla mnie w Niemczech bardzo obiecująco. Wyglądałem dobrze w treningu, nie odstawałem. Ba, powiem więcej – przed sezonem rozegraliśmy kilka sparingów, w których trener stawiał tylko na najsilniejszą jedenastkę i czterech wchodzących rezerwowych – byłem w tej czwórce. Później jednak wszystko potoczyło się tak, jak się potoczyło.
W czym tkwił największy problem? Niestety, nie wytrzymałem fizycznie, to mnie po prostu przerosło. Były takie dni, że po zajęciach do domu wracałem ostatkiem sił i pierwsze, co robiłem, to od razu szedłem spać. Nie miałem ochoty kompletnie na nic, piłka mi zbrzydła.
Który moment był dla pana najtrudniejszy w minionych 12 miesiącach? Mimo że po przeprowadzce sportowo nie mogłem narzekać, to jednak pod każdym innym względem to właśnie moje początki w Niemczech były najtrudniejsze. Choćby dlatego, że trzeba było się zaaklimatyzować, poznać nowe zwyczaje i – co najważniejsze i najtrudniejsze – język. Nie było łatwo, ale teraz nie ma już większych problemów, bo dogaduję się bez kłopotu. Nie ma problemów, oczywiście poza grą.
Gdy przychodził pan do domu i rzucał się na łóżko, nie miał pan chwil zwątpienia? Nie chwytał telefonu i nie prosił menedżera, żeby szukał panu nowego klubu bądź opcji wypożyczenia? Zdarzały się ciężkie momenty, człowiekowi różne myśli kołatały się po głowie, może przez chwilę przeleciała mi idea wypożyczenia, ale ostatecznie postanowiłem zostać, nie chciałem wykonywać nerwowych ruchów. I żeby była pełna jasność, bo może ktoś zaraz pomyśli, że przyznaję się do popełnienia błędu: nigdy nie żałowałem wyjazdu z Polski. Nawet pomimo faktu, że nie dane mi było zadebiutować w Bundeslidze, wiele się tutaj nauczyłem.
Ale w końcu zdecydował się pan w tym okienku transferowym na wypożyczenie. Tak, bo uznałem, że to, co czekałoby mnie w następnym sezonie w Norymberdze, nie byłoby najlepszą opcją dla mojego rozwoju. Teraz najważniejsza jest dla mnie gra, możliwość sprawdzania się w seniorskiej piłce. W FC Nuernberg w rozgrywkach 2. Bundesligi zapewne miałbym miejsce na ławce rezerwowych i dostawał szanse krótkich występów, ale to dla mnie za mało. Jasne, mogłem zostać, zarabiać większe pieniądze i gwizdać na grę, ale zależy mi na czymś zupełnie innym. Wydaje mi się, że decyzja, którą podjąłem, jest w tym momencie najlepsza.
Naprawdę uważa pan, że gdyby został w Norymberdze na sezon 2014-15, miałby miejsce w kadrze? Nie ma nic pewnego, ale wydaje mi się – a oceniam to przez pryzmat całego okresu przygotowawczego, który zaliczyłem z pierwszą drużyną – że tak właśnie by było.
To może jednak warto było zacisnąć zęby i zostać w Norymberdze. Decyzja została już podjęta. Proszę też pamiętać, że dla mnie priorytetem była gra na mojej nominalnej pozycji, czyli jako napastnik. A w Norymberdze zaczęto mnie ustawiać na skrzydle, co nie do końca mi odpowiadało. Ale żeby nie było, że winę na to, że nie przebiłem się do pierwszego składu zwalam na trenerów, którzy nie stawiali na mnie w ataku. To nie tak. Zdecydowanie wolę jednak grać z przodu i zdobywać bramki.
Wywiad został także opublikowany w tygodniku Piłka Nożna
Michniewicz wróci do Ekstraklasy?! Wszystko jasne!
Po tym, jak Śląsk Wrocław zwolnił Antę Simundzę, pojawiły się plotki łączące klub ze stolicy Dolnego Śląska z Czesławem Michniewiczem. Do kwestii potencjalnego powrotu na ławkę trenerską w Polsce odniósł się sam zainteresowany.
Media: Polski klub interesuje się Edwardem Iordanescu
Wieczysta Kraków sonduje rynek trenerski. Jak donoszą rumuńskie media, wśród kandydatów do objęcia zespołu miał znaleźć się były szkoleniowiec Legii Warszawa, Edward Iordanescu.
Erik Janża, kapitan Górnika Zabrze, znalazł się w gronie powołanych do reprezentacji Słowenii na listopadowe mecze Ligi Narodów. Selekcjoner Bostjan Cesar ogłosił kadrę.
John Carver po zwycięstwie Radomiaka. „Kamień spadł mi z serca”
Radomiak Radom pokonał Śląsk Wrocław, odnosząc pierwsze zwycięstwo pod wodzą Johna Carvera. Angielski szkoleniowiec nie ukrywał zadowolenia z postawy zespołu, ale podkreślał, że drużyna nie może popadać w euforię. – Ci zawodnicy nie są przyzwyczajeni do wygrywania – powiedział po spotkaniu.