– Błędy, które zostały popełnione w piątek, przez Anglików nie będą wybaczone. Sposób, w jaki podopieczni Roya Hodgsona wykonują stałe fragmenty to poziom światowy – przyznaje Hubert Małowiejski w rozmowie z PilkaNozna.pl.
– Mecz eliminacji mistrzostw świata 2014 Polska – Anglia zbliża się wielkimi krokami. Remis, czy zwycięstwo – jaki cel obierze polski zespół przed pierwszym gwizdkiem sędziego we wtorkowym spotkaniu? – W starciu z Anglikami postaramy się o niespodziankę. Byłby nią nawet remis, oczywiście dla ludzi spoza Polski, bo w naszym kraju apetyty są znacznie większe. Przed meczem jednak nigdy nie podpiszemy się pod tym, że gramy tylko o podział punktów, szczególnie gdy chodzi o spotkanie, które będzie rozgrywane przed własną publicznością.
– Biało-czerwoni będąc świadomi klasy rywala zagrają zachowawczo czy może zaskoczą aktywnością w ofensywie od pierwszych minut? – To zależy co rozumie się przez zachowawczość. Jeśli mówimy o uważnej i bardzo zdyscyplinowanej grze w obronie to właśnie tak gra Anglia. To nie jest zespół, który jak Hiszpania zdecydowanie dominuje w posiadaniu piłki. Czas jaki drużyna spędza przy piłce jest porównywalny z posiadaniem futbolówki przez rywala. Przy konsekwentnej grze Anglików w defensywie, ci w pierwszej kolejności są groźni w kontrataku, a dopiero potem szukają innych rozwiązań jak atak pozycyjny czy stałe fragmenty gry. Nie chcę mówić, że zagramy o remis, bo gdy przy stanie 0:0 nadarzy się okazja by zdobyć bramkę to będziemy mieli się wycofać? To, o co będziemy grali, zweryfikują wydarzenia na boisku. Przede wszystkim trzeba się skupić na tym, by nie pomagać Anglikom. Nie możemy dopuścić do tego, aby rywal zdobywał bramki tak jak w meczu z Mołdawią, w którym przez 30 minut rozstrzygnął losy meczu trzy razy kontrując, po przejęciu piłki na połowie drużyny przeciwnej.
– Czy dostrzega pan jakieś słabe strony angielskiego zespołu, w których można byłoby upatrywać szans Polaków na uzyskanie korzystnego wyniku? – Każdy, nawet najlepszy team, ma jakieś słabsze strony. W sytuacji, gdy rozmawiamy o meczu z tak wymagającym rywalem jak Anglia i jesteśmy drużyną dużo niżej notowaną, nie wypada mi o nich mówić. Powinniśmy skupić się na swoich słabych stronach, a konkretnie na ich wyeliminowaniu.
– W meczu z RPA jedną z najistotniejszych bolączek w postawie polskiego zespołu były błędy w defensywie, które szczególnie raziły w oczy podczas stałych fragmentów gry. Cztery dni to wystarczająco czasu, aby je wyeliminować? – Na pewno będzie to duże wyzwanie dla polskich obrońców. Błędy, które zostały popełnione w piątek, przez Anglików nie będą wybaczone. Sposób w jaki podopieczni Roy’a Hodgsona wykonują stałe fragmenty to poziom światowy. Piłka po dośrodkowaniach Stevena Gerrarda w dziewięciu na dziesięć przypadków trafia do celu. Oprócz tego jest uderzania bardzo mocno i ze sporą rotacją. Uczulamy więc zawodników, by w miarę możliwości unikali fauli w miejscach, z których można dośrodkować w pole karne. Spotkanie z RPA pokazało bowiem, że w niektórych sytuacjach faule nie były koniecznie. Postaramy się też dopracować grę w defensywie, a na ile to będzie skuteczne przekonamy się we wtorek.
Jak wypadł Mateusz Żukowski? Mamy wyraźny problem z napastnikami
Mateusz Żukowski oddał tylko jeden strzał w Sztokholmie. Zatrważające są również liczby pozostałych napastników naszej reprezentacji. Na obecnym zgrupowaniu liczby w ataku wyglądają bardzo słabo.
Zbigniew Boniek, były prezes PZPN i selekcjoner reprezentacji Polski, w programie "Prawda Futbolu" podzielił się swoimi przemyśleniami po meczu ze Szwecją.