Transferowym hitem lata było pozyskanie przez Koronę Kielce Ondreja Lingra. Uczestnik Euro 2024 został sprowadzony z Houston Dynamo FC, a po kilku występach w Koronie powrócił do reprezentacji Czech i zagrał przeciwko Hiszpanii i Anglii w Lidze Narodów.
Spodziewałeś się, że po przejściu do Korony Kielce wrócisz do reprezentacji Czech?
Ostatnio w mojej karierze wszystko dzieje się szybko – mówi Lingr. – Wrócić do kadry Czech i zagrać przeciw Anglii i Hiszpanii to jest coś niesamowitego. Tak naprawdę dzięki Koronie, która walczyła z uporem o pozyskanie mnie z MLS, znów dostałem szansę w drużynie narodowej. Ostatnio brakowało mi tych powołań do kadry, nie wystąpiłem na mundialu i gdy pojawił się sygnał o zainteresowaniu Korony, pomyślałem, że przenosiny do ligi polskiej będą dobrym krokiem. To lepsze rozgrywki od MLS i bardziej obserwowane przez sztab czeskiej kadry. W Polsce dobrze wszedłem do nowego zespołu, zauważył to Santi Denia i zostałem powołany. Gdy otrzymałem o tym informację, byłem trochę zaskoczony, bo szybciej wróciłem do drużyny narodowej, niż sam oczekiwałem.
Z Ekstraklasy ruszłeś wprost na mecze przeciwko Yamalowi czy Bellinghamowi – nie miałeś obaw, że nie dasz sobie rady?
W reprezentacji Czech zaczyna się nowa era, hiszpański selekcjoner ma inne spojrzenie na nasz futbol, sztab – sam byłem ciekaw, jak to będzie wyglądać. Od razu w Lidze Narodów przyszło nam rywalizować ze światowymi potęgami. Gdy pojawiłem się na zgrupowaniu poczułem, że Santi Denia we mnie wierzy, a ja chyba pokazałem, że coś mogę zaoferować będącej w przebudowie reprezentacji. Byłem czwartym najstarszym zawodnikiem w obecnej kadrze, coraz więcej do powiedzenia mają młodsi piłkarze, a w kolejce czekają piłkarze z zespołu U-21. Denia pokazał mi wideo z moimi zagraniami z MLS, Korony, wytłumaczył czego ode mnie oczekuje. Wie, że mogę zawsze dać drużynie charakter, poświęcenie, a najlepiej czuje się – jak się u was mówi – na dziesiątce. Gram zawsze tam, gdzie jestem potrzebny szkoleniowcom, ale najwięcej dam właśnie jako dziesiątka z cechami wojownika. Poradzę sobie wszędzie, a sam od siebie wymagam bardzo dużo. Mecze Ligi Narodów z Anglią i Chorwacją były dla mnie kolejnym ważnym doświadczeniem. Kane, Bellingham, Yamal, Rodri, inni też top level – mierzysz się z takimi gwiazdami i wracasz do klubu po to, by być jeszcze lepszym. Denia chce grać w piłkę, nie boi się ryzykować, złapał świetny kontakt z kadrowiczami.
To najlepszy szkoleniowiec z jakim pracowałeś?
Mam szczęście do znakomitych trenerów, w Feyenoordzie byłem podopiecznym Arne Slota. Santi Denia to także najwyższa półka, a ja generalnie korzystam ze współpracy z każdym szkoleniowcem. W Slavii dobrze mi się układało z Jindrichem Trpisovskym, miał duży wpływ na moją karierę. Na nikogo nie narzekam.
W Koronie też się uda?
Korona nigdy nie grała w europejskich pucharach i trzeba to zmienić. Po to sprowadzono tu grupę nowych piłkarzy, by zrealizować cel i marzenie właściciela, Łukasza Maciejczyka. O Koronie opowiedział mi Patrik Hellebrand, znamy się jeszcze z Karwiny, polecał mi ją też Mateusz Bogusz. Rozmowy z Łukaszem Maciejczykiem i Pawłem Golańskim, dyrektorem sportowym Korony, przekonały mnie ostatecznie. Jestem im wdzięczny, bo chciałem wracać do Europy. Klub z Houston nie chciał mnie puścić, ale ludzie z Korony potrafili przekonać jego przedstawicieli klubu. Korona ma bardzo dobry skład. Może wyniki jeszcze nie są na miarę oczekiwań, ale szybko przyjdą, jestem o tym przekonany. Musimy wygrywać, innego wyjścia nie widzę. Będzie dobrze! Mnie się tu naprawdę podoba. Kielce są głodne sukcesów i liczę, że z moją pomocą Korona je osiągnie.
Co z Selahim i Vermesanem? Trener Widzewa zabrał głos
Lindon Selahi nie otrzymuje ostatnio wielu szans na grę w Widzewie Łódź, a Ioan Wermesan czeka na możliwość zaprezentowania się na boisku. Mateusz Stolarski odniósł się do sytuacji obu zawodników.
Trener Widzewa nie owija w bawełnę. „To nie jest technologia NASA”
Widzew Łódź wciąż ma problemy z grą w defensywie. Mateusz Stolarski przyznał, że zespół pracował nad poprawą tego elementu, ale podkreślił, że teraz najważniejsze będzie przełożenie treningów na boisko. Szkoleniowiec ocenił również ofensywę Wisły Kraków, z którą jego drużyna będzie musiała sobie poradzić.
Mariusz Jop nie gryzł się w język. „To nie jest właściwy kierunek”
Mariusz Jop wrócił do kontrowersji sędziowskich po niedzielnym spotkaniu Wisły z Legią Warszawa. Trener nie zgodził się z tłumaczeniem, że za nieprawidłowo wykonany aut przez gospodarzy odpowiadał przede wszystkim zespół z Krakowa. Odniósł się również do nadchodzącego meczu z Widzewem Łódź.
Problem Lecha Poznań. Kluczowy zawodnik z kontuzją?!
Wojciech Mońka błyskawicznie zakończył swój udział w starciu przeciwko Bayerowi Leverkusen. Piłkarz szybko opuścił murawę wskutek problemów ze zdrowiem.