W ostatnim niedzielnym spotkaniu PKO BP Ekstraklasy Arka Gdynia mierzyła się z Legią Warszawa. Dzięki zwycięstwu goście awansowali na fotel lidera.
Dzięki akcji Niezgody i Luquinhasa Legia odniosła zwycięstwo i awansowała na pozycję lidera. (fot. Piotr Kucza/400mm.pl)
Przed dzisiejszym starciem obie drużyny znajdowały się na zupełnie różnych biegunach, jeśli chodzi o formę sportową i nastroje. Pogrążeni w kryzysie gospodarze nie wygrali żadnego z pięciu ostatnich meczów, natomiast rosnący w siłę goście zaliczyli serię trzech zwycięstw z rzędu. Co więcej, podczas gdy gdynianie zamykali ligową tabelę, drużyna z Warszawy plasowała się na piątym miejscu.
Z uwagi na powyższe powody, murowanym faworytem potyczki byli podopieczni Aleksandara Vukovicia. Podstawowe pytanie brzmiało, czy uda im się udźwignąć presję?
Śledząc początek meczu, nie można było mieć co do tego żadnych wątpliwości. Legia wyraźnie dominowała i długo utrzymywała się przy piłce. Bardzo aktywny był Novikovas, swoich szans szukał Kante. Po upływie kwadransa obraz gry nie uległ zmianie. Gospodarze doszli do głosu dopiero w 24 minucie, kiedy na bramkę Majeckiego uderzał Vejinović. Strzał Holendra okazał się jednak niecelny. Nieco lepszymi umiejętnościami snajperskimi wykazał się Jędrzejczyk. Jego próbę obronił jednak Steinbors.
W 30 minucie gry czerwony kartonik obejrzał Nando. Hiszpan w brutalny sposób potraktował Martinsa, a sędzie po konsultacji z VAR-em nie miał wątpliwości co do kary.
Mimo że Legioniści napierali na przeciwnika, przed przerwą to Arka mogła stanąć przed dogodną okazją na otwarcie wyniku spotkania. Po tym, jak Vajinović upadł w szesnastce, arbiter spotkania nie podyktował jednak rzutu karnego. Kilka chwil później kolejną dobrą interwencją po strzale Skhirtladze wykazał się golkiper gości.
Właściciel gdyńskiego klubu – Dominik Midak nie był zadowolony ze wszystkich decyzji sędziego. Swoje zdanie wyraził na Twitterze, lecz po czasie usunął wpis. Wygląda na to, że sprawa rozejdzie się po kościach.
Po przerwie goście wyprowadzali atak za atakiem. Główną bronią podopiecznych Vukovicia były dośrodkowania, lecz żadne z nich nie znajdowało celu. Inna sprawa, że dobrze na przedpolu spisywał się Steinbors.
Wicemistrzowie Polski nie przestawali nacierać, lecz ich próby przypominały bicie głową w mur. Gospodarze postawili przed własną bramką szczelne zasieki i mimo gry w osłabieniu nie zamierzali kapitulować. Wytrzymali aż do 78 minuty.
Wtedy to w pole karne Arki wpadł Jarosław Niezgoda, który umiejętnie sfinalizował swój rajd. Warto odnotować, iż kapitalną asystą popisał się Luquinhas.
Mimo że w końcówce gospodarze starali się doprowadzić do wyrównania, Legia nie dała sobie wydrzeć trzech punktów. Dzięki nim warszawiacy awansowali na pozycję lidera PKO BP Ekstraklasy. Arka pozostaje ostatnia w tabeli.