Legia Warszawa i wszystko jasne. Mistrzowie Polski wciąż w iście mistrzowskiej formie. Wojskowi rozgromili przed własną publicznością Górnika Łęczna aż (5:0)
Przed pierwszym gwizdkiem wszyscy zastanawiali się jak piłkarze Legii zareagują na to, co stało się w piątek. Drużyna, która jeszcze kilka dni temu demolowała Celtic i marzyła o grze w Lidze Mistrzów, w ciągu kilku chwil straciła wszystko. Można było więc przypuszczać, że Wojskowi będą mieli problem z odpowiednią motywacją na – z całym szacunkiem – takiego rywala jak Górnik Łęczna.
Pierwsza połowa faktycznie nie rzuciła na kolana. Kibice przy Łazienkowskiej stanęli na wysokości zadania, ale zawodnicy już niekoniecznie. Legia powinna zdominować rywala, tymczasem grała bez pomysłu i gdyby nie okazja sam na sam Marka Saganowskiego, to niewiele dobrego można by napisać o jej grze. Doświadczony snajper przegrał jednak starcia z Silvio Rodiciem i po 45 minutach bramek przy Ł3 nie oglądaliśmy.
Co Henning Berg powiedział swoich graczom w przerwie? Nie wiadomo, ale podziałało. Legia od początku drugiej części spotkania ruszyła do ataków, które błyskawicznie, bo już w 46. minucie przyniosły rezultat. Wrzutka z rzutu rożnego i piłkę głową do bramki skierował Ivica Vrdoljak.
Górnik nie zdołał się jeszcze otrząsnąć po stracie pierwszego gola, a już przegrywał 0:2. Vrdoljak wypuścił na pozycję Miroslava Radovicia, a ten dograł do Jakuba Koseckiego, który jedynie dopełnił formalności i posłał piłkę do pustej bramki.
Jeśli ktoś myślał, że Legia zaprzestanie na dwóch bramkach, ten był w błędzie. Tomislav Bozić w 64. minucie sfaulował wychodzącego na pozycję Saganowskiego i sędzia Jarosław Przybył musiał wyrzucić go na boiska, przyznając gospodarzom rzut karny. Pewnym egzekutorem okazał się Vrdoljak.
Rozpędzeni mistrzowie Polski ani na moment nie zwalniali tempa. W 66. minucie na boisko wszedł Orlando Sa, który po zaledwie kilku chwilach wpisał się na listę strzelców. Napastnik Legii skierował piłkę do siatki po dośrodkowaniu Tomasza Brzyskiego.
4:0? To wciąż było mało dla gospodarzy. Jeszcze przed końcem spotkania kolejnego gola dorzucił Sa, który dopełnił działa zniszczenia ładną podcinką. Pogrom w Warszawie. Piłkarze Legii nie mogli lepiej odpowiedzieć na nieszczęścia, które ich dotknęły w ostatnich dniach. Brawo!