Korona Kielce w tym sezonie zdecydowanie dołuje. Złocisto-krwiści po 11 kolejkach zajmują przedostatnie miejsce w tabeli PKO Ekstraklasy. Nowy trener kieleckiego zespołu – MirosławSmyła – miał w końcu więcej czasu, aby popracować z zespołem, ponieważ była przerwa na zgrupowania reprezentacji.
(fot. Michał Chwieduk/400mm.pl)
W Kielcach atmosfera w ostatnich miesiącach była bardzo napięta. Słabe wyniki przyczyniły się do zmiany na stanowisku trenera, na którym Smyła zastąpił Gino Lettieriego. Kielczanie ugrzęźli na dnie tabeli i bardzo trudno było doszukiwać się pozytywów w grze Korony.
Zmiana szkoleniowca nie spowodowała nagłej zwyżki formy. Nowy opiekun złocisto-krwistych poprowadził drużynę do tej pory w czterech spotkaniach, z których trzy przegrał i tylko jedno wygrał, przerywając wspaniałą passę meczów bez porażki Śląska Wrocław. Tydzień później kielczanie jednak przegrali w „starciu na dnie” z Łódzkim Klubem Sportowym. – Nie chcę podawać informacji i przyczyny naszej postawy w Łodzi, ale nie tak to miało wyglądać – powiedział tajemniczo Smyła na przedmeczowej konferencji prasowej.
Nowy trener Korony ma jednak powody do optymizmu. Miał dwa tygodnie spokoju i mógł solidnie popracować nad wszystkimi elementami ze swoimi podopiecznymi. Kolejnym bodźcem, który ma poprawić szkoleniowcowi humor jest coraz szersza kadra.
Do gry bowiem wracają wszyscy zawodnicy z JakubemŻubrowskim na czele. Środkowy pomocnik w ostatnich tygodniach pauzował z powodu kontuzji, ale od kilku dni solidnie trenuje i wraca do optymalnej dyspozycji. – Na pewno w pierwszej kolejności musi nas cechować determinacja, stuprocentowe zaangażowanie oraz wola walki. Jeżeli do tego dołoży się określone elementy piłkarskie i taktyczne, nad którymi trenowaliśmy przez ostatnie dwa tygodnie, to powinniśmy być zadowoleni po meczu – przyznał sam zainteresowany.
Jak wygląda atmosfera w kieleckim zespole? – Atmosferę w dużym stopniu determinują wyniki. Kiedy te mecze się wygrywa, to wtedy wszystko napędza się automatycznie, jeżeli nie, to trzeba szukać alternatywnych sposobów. Na miarę naszych możliwości jakoś sobie z tym radzimy, próbujemy się integrować, scalać, ale ostatecznym efektem tego jest zielone boisko i tam trzeba pokazywać to wszystko, nad czym codziennie pracujemy – odpowiedział Żubrowski.
Problemem kielczan jest gra w ofensywie. W 11. kolejkach Korona strzeliła zaledwie sześć goli, a sama straciła aż siedemnaście. W dodatku złocisto-krwiści u siebie wywalczyli dopiero cztery punkty w bieżących rozgrywkach…
Rywalem Korony w 12. kolejce jest Wisła Płock, czyli rewelacja ostatnich tygodni. Odkąd drużynę objął RadosławSobolewski Nafciarze w pięciu meczach w PKO Ekstraklasie wywalczyli dwanaście punktów i zanotowali spory skok w górę tabeli.
– Każdy z każdym może wygrać, ale to działa w dwie strony. W naszej sytuacji nie można patrzeć na rywala czy jest łatwy, trudny, średni, bo te czasy w całej ekstraklasie już minęły. Każdy walczy, ma jakieś określone cele. Przykładowo, dwa tygodnie temu na naszą niekorzyść zadziałało prawo, że każdy musi się kiedyś przełamać i ŁKS po ośmiu meczach bez zwycięstwa wreszcie wygrał. Podobnie tydzień wcześniej długo niepokonany Śląsk Wrocław przegrał w Kielcach, a więc te serie zawsze kiedyś się kończą. Mam nadzieję, że my teraz zaczniemy pozytywny bilans. Wisła Płock pokazała taką serię, kiedy po paru kolejkach każdy mówił, że są pewniakiem do spadku, przegrali 5:0 z Zagłębiem Lubin, a później zanotowali cztery zwycięstwa z rzędu. Nie ma rzeczy niemożliwych, ale musi to być poparte pracą, którą my wykonaliśmy dobrze – powiedział Żubrowski.
Sytuacja Korony w tabeli nie jest wesoła. Kielczanie zajmują przedostatnie miejsce, ale jeśli dzisiaj pokonają Nafciarzy, wówczas zrównają się oczkami z Wisłą Kraków i będą czekali na stratę punktów przez Arkę Gdynia. Jeśli gdynianie nie wygrają w derbach z Lechią Gdańsk, to ekipa Smyły wydostanie się ze strefy spadkowej.