Górnik Zabrze wciąż nie potrafi wygrać na wyjeździe w tym sezonie PKO Ekstraklasy, ale drużyna Marcina Brosza wraca z Gdańska w dobrych nastrojach. Zabrzanie zremisowali z Lechią 1:1.
Ekipa Piotra Stokowca zakończyła październik z dorobkiem zaledwie dwóch punktów. Po porażce z Zagłębiem Lubin i remisie w derbach z Arką Gdynia, wydawało się, że biało-zieloni powinni odkuć się na Górniku. Zabrzanie na wyjazdach totalnie zawodzą w tym sezonie. Na sześć prób ani razu nie wygrali – trzy razy padł remis i trzy razy Górnik schodził z boiska pokonany.
Od początku spotkania przyjezdni narzucili gospodarzom wysoki pressing, zmuszając lechistów do prostych błędów na własnej połowie. Po kwadransie gdańszczanie jednak sobie z tym poradzili i odsunęli ciężar gry spod swojej bramki. Sygnał do ataków dał Rafał Wolski, ale jego strzał z dystansu bez problemu obronił Martin Chudy. Chwilę później golkipera Górnika próbował zaskoczyć Lukas Haraslin, ale także bezskutecznie. Goście odpowiedzieli strzałem głową Szymona Matuszka, ale piłka przeszła nad poprzeczką.
Gdańszczanie w końcu przejęli inicjatywę i stworzyli dwie bardzo dobre sytuacje. Najpierw strzał Filipa Mladenovicia z rzutu wolnego Chudy odbił na rzut rożny. Chwilę później po zamieszaniu w polu karnym przed znakomitą szansą stanął Sławomir Peszko, uderzył jednak nad bramką.
W końcówce pierwszej połowy ekipa Brosza powinna objąć prowadzenie. Juan Bauza popisał się kapitalnym prostopadłym podaniem do Igora Angulo, Hiszpan stanął oko w oko z Dusanem Kuciakiem, uderzył jednak obok słupka…
Niewykorzystana stuprocentowa sytuacja zemściła się w 52. minucie. Wiśniewski stracił piłkę przed polem karnym, ta padła łupem Wolskiego, który wpadł w szesnastkę i został sfaulowany przez Pawła Bochniewicza. Jedenastkę na gola zamienił Artur Sobiech.
Chwilę później sędzia po raz drugi wskazał na wapno i po raz drugi za zagranie Bochniewicza. Tym razem stoper Górnika zagrał piłkę ręką, ale po analizie VAR arbiter zdecydował się na anulowanie jedenastki, ponieważ odległość defensora od Haraslina była zbyt mała i nie miał czasu na reakcję.
W 70. minucie Haraslin powinien jednak przesądzić o losach spotkania. Słowak z bliska powinien pokonać golkipera gości, ale Chudy popisał się fenomenalną interwencją i utrzymał swój zespół w grze.
Ta sytuacja zemściła się w 82. minucie. Łukasz Wolsztyński dograł w pole karne do Jesusa Jimeneza, a Hiszpan mimo asysty jednego z obrońców Lechii obrócił się z piłką i pokonał Kuciaka, zapewniając Górnikowi punkcik.