Piast Gliwice cieszy się z pierwszego w historii klubu mistrzostwa Polski. Zawodnicy jeszcze pewnie odpoczywają po trudach sezonu oraz szczególnie po intensywnej ostatniej nocy. Jak to możliwe, że zespół WaldemaraFornalika, który rok temu do ostatniej kolejki walczył o utrzymanie, dzisiaj świętuje tak wielki sukces?
1. ZAUFANIE
W poprzednim sezonie gliwiczanie notowali kilka serii, kiedy nie potrafili wygrać trzech, czterech, pięciu, a nawet sześciu meczów z rzędu. Mimo to władze klubu były bardzo cierpliwe w stosunku do WaldemaraFornalika i obdarzyły go w zasadzie bezgranicznym zaufaniem. Nie było szukania sztucznego „wstrząsu” i zwalniania szkoleniowca po serii nieudanych występów.
Piast do ostatniej kolejki walczył o utrzymanie w Ekstraklasie. Walczył skutecznie i został w najwyższej klasie na kolejny rok. Jest jednym z dwóch klubów w historii, który zanotował tak gigantyczny skok w tabeli rok po roku. W XXI wieku ani razu nie zdarzyła się sytuacja, aby zespół, który do ostatnich chwil drżał o ligowy byt w jednym sezonie, w drugim sięgał po mistrzowski tytuł. Nawet kiedy na pierwszym miejscu rozgrywki kończyły niespodziewani mistrzowie, czyli Zagłębie Lubin czy Śląsk Wrocław, to oba kluby z Dolnego Śląska rok przed sięgnięciem po złoto, zajmowały miejsce na podium.
2. BEZ PRZESTOJÓW
Warszawskiej Legii kibice zarzucają za ten sezon fatalny początek rozgrywek. W dodatku przez cały rok drużyna ze stolicy miała poważne problemy z traceniem goli w pierwszym kwadransie spotkań (aż 11 bramek spośród wszystkich 38). Piast takiego problemu nie miał.
Gliwiczanie grali bardzo równo. Gole strzelali zazwyczaj w drugich kwadransach połów (między 16., a 30. minutą oraz między 61., a 75. minutą). Pierwsze części spotkań były minimalnie lepsze, ponieważ ekipa Fornalika zdobyła w nich 30 bramek, a w drugich 27.
Kolejna statystyka wyrównana to tracenie bramek. Różnica między pierwszymi, a drugimi połowami w meczach wynosiła zaledwie… jednego gola! Przez pierwsze 45 minut ekipa z Gliwic straciła 17 goli, a po zmianie stron 16.
3. PIERWSZY GOL NA WAGĘ ZŁOTA
Piast zazwyczaj potrafił jako pierwszy zadać cios w meczu. Tak się działo w 26 przypadkach na 37 kolejek! Tylko raz rywal gliwickiego zespołu potrafił odrobić straty z nawiązką i mistrzowie Polski zeszli z boiska jako pokonani. Natomiast aż 20 spotkań, kiedy Piast obejmował prowadzenie, zakończyło się zwycięstwem Gerarda Badii i spółki. Schody się zaczynały, kiedy gliwiczanie pierwsi tracili bramkę, bo tylko raz na sześć przypadków wyszli z meczu zwycięstwo.
Drużyna Fornalika może się poszczycić także przewodnictwem w innej statystyce. Piast przez cały sezon był najwięcej minut na prowadzeniu – 1375 minut. Dla porównania Legia – 910 minut.
4. DRUGI SZEREG
Kto by przed sezonem przypuszczał, że rozgrywki 2018-19 obiorą taki scenariusz, że mistrzem Polski zostanie właśnie Piast? Praktycznie nikt. Zresztą przez cały sezon gliwiczanie nie wiedli prymu. Mówiło się o rewelacyjnej Lechii, faworyzowanej Legii czy solidnej Jagiellonii. Drużyna z Gliwic była systematycznie pomijana przy ocenianiu szans na mistrzostwo. Zatem zajrzyjmy w tabelę.
Po 10. kolejce Piast miał 19 punktów – dokładnie tyle samo co Jaga, czyli najwięcej w całej lidze. Po 20. kolejce Piast był piąty i tracił do liderującej Lechii 11 oczek. Po 30. kolejce Piast był trzeci i tracił 7 punktów do prowadzących Lechii i Legii. I później stało się to: 7 meczów – 6 zwycięstw i 1 remis, w sumie 19 punktów. Odkąd Ekstraklasa jest rozgrywana z podziałem tabeli, żaden inny zespół nie osiągnął takiego wyniku! Do tej pory najlepiej punktującym zespołem w ostatnich siedmiu kolejkach była Legia w sezonie 2013-14, kiedy zdobyła 18 oczek. Teraz, żeby pobić Piasta, trzeba po prostu wygrać wszystkie 7 spotkań.
5. MENTALNOŚĆ
Trener Fornalik nigdy nie lubił szumnych zapowiedzi. Zawsze tonował nastroje i nie inaczej było w tym roku. W zasadzie do 34. kolejki w Gliwicach nikt głośno nie powiedział, że drużyna walczy o mistrzostwo Polski.
Po zwycięstwie nad Legią z tego grona wyłamał się Badia. Kapitan Piasta był bardzo pobudzony, kiedy mówił, że jego zespół może wywalczyć złoty medal. W jego oczach pojawiały się dwa płomienie.
Piast może pochwalić się armią liderów. Armią, która ciągnęła wózek w jedną stronę. W bramce formę życiową osiągnął Frantisek Plach, a swoje trzy grosze dorzucił w końcówce Jakub Szmatuła, obroną rządzili Jakub Czerwiński z Aleksandarem Sedlarem, świetną dyspozycję pokazywał Mikel Kirkeskov, rundę życia rozegrał Martin Konczkowski, do tego wszystkiego niestrudzony Tom Hateley w środku pola, efektywny Patryk Dziczek, indywidualności w pierwszej linii w postaci Piotra Parzyszka, Jorge Felixa, Joela Valencii czy właśnie Badii. Arma Fornalika spisała się na szóstkę!
W Gliwicach trudno doszukiwać się jakichkolwiek afer. Drużyna stanowi jedność, piłkarze mają doskonałe relacje z trenerami i bez problemów godzą się z rolą rezerwowych (patrz: Jakub Szmatuła). I ta jedność, rodzinność i wzajemne wsparcie okazały się kluczowe na szalonym finiszu sezonu 2018-19. Piłkarze Piasta pokazali mentalność zwycięzców. GRATULACJE!
Ci, którzy odeszli. Wspomnienie piłkarzy i trenerów zmarłych w 2026 roku
Rok 2026 przyniósł wiele smutnych wiadomości ze świata piłki nożnej. Odeszli wybitni zawodnicy, legendarni trenerzy i ludzie, którzy przez lata tworzyli historię futbolu. Wśród nich nie zabrakło również postaci szczególnie ważnych dla polskiej piłki. Wspominamy tych, których pożegnaliśmy w mijającym roku.