Filip Luberecki: Czuję się gotowy, lecz to jeszcze nie pora
To paradoks, że w klubie, który tego lata otarł się o personalną rewolucję, pozostał jeden z piłkarzy o największym potencjale sprzedażowym.
Obrońcy Motoru to nie przeszkadza: stawia na konsekwencję,
docenia teraźniejszość i nigdzie się nie spieszy.
Jak patrzy na świat 19-latek, który przygodę w Ekstraklasie rozpoczyna od regularnego grania po 90 minut?
Moje podejście było takie samo, czy grałem w drugiej, czy w pierwszej lidze, czy na poziomie Ekstraklasy – podkreśla Luberecki. – Pewne kwestie pozostają niezmienne: angażuję się w sport na maksimum możliwości, ale jednocześnie mam świadomość, że są sprawy istotniejsze. Za takie uważam rodzinę oraz zdrowie. Piłka nożna stanowi najważniejszą rzecz z tych najmniej ważnych – jak powiedział papież Jan Paweł II.
Życie, sportowe oraz pozaboiskowe, mocno przyspieszyło w ciągu ostatnich dwóch lat?
Jestem w takim wieku, w którym kształtuje się światopogląd. Mózg i ciało człowieka dynamicznie rozwijają się do 25. roku życia. Dużo zmian nastąpiło w trakcie tych dwóch lat. Poznaję coraz więcej ludzi, ich życiowe losy, różne spojrzenia na świat. Sam doświadczam nowych historii.
Łatwo się zachłysnąć, wchodząc na najwyższą krajową półkę w tak młodym wieku?
Rodzice wychowali mnie na osobę skromną. Zarazem zdaję sobie sprawę, ile włożyłem pracy, szczególnie podczas pobytu w Warszawie, żeby dojść do tego momentu. Dobrze pamiętam, jak wiele musiałem z siebie dać, ile trenowałem. Ta świadomość sprawia, że nie odbiło mi dotychczas i nie grozi mi to w przyszłości. Oczywiście, miałem też dużo szczęścia, a ono również jest w życiu ważne. W przeszłości poznałem zawodników, którzy zachłysnęli się, nawet grając niżej niż w Ekstraklasie. Czuję jednak, że mnie to nie dotyczy.
Czy pojawia się myśl: skoro tak szybko tu dotarłem, już za chwilę przyjdzie pora na następny krok?
Chciałbym wyjechać za granicę i grać przeciwko najlepszym. Jak widać, to jeszcze nie pora, być może pod względem umiejętności na razie nie jestem w pełni gotowy. Nie odczuwam bynajmniej smutku z powodu tego, gdzie się znajduję. Jestem w bardzo dobrym miejscu i mam jeszcze sporo czasu, aby dojść tam, gdzie zamierzam. Poprzez konsekwentną, codzienną pracę robię swoje. Dążę do tego, aby występować jak najwyżej, i jeśli wciąż będę się rozwijać, nadejdzie moment wykonania kolejnego kroku. Wierzę, że Pan Bóg ma na mnie plan i wie, w jakim czasie to powinno się wydarzyć.
Sądzi pan, że to nieodległa perspektywa?
Czuję się gotowy pod względem mentalnym. Mógłbym trafić do klubu z innej ligi i rywalizować, nie byłby to dla mnie żaden problem. Jeżeli miałbym jutro się spakować i wyjechać – w porządku. Również na tym polega ten zawód, musimy być przygotowani. Kiedyś trener Mateusz Stolarski puścił nam fragment wywiadu z Jose Mourinho, który mówił, że najlepsi piłkarze to ci, którzy najszybciej się adaptują. Wziąłem sobie te słowa do serca. Już w młodym wieku wyjechałem z rodzinnego miasta do Warszawy, żeby walczyć o swoje w Escoli, później podobnie było z przeprowadzką do Lublina. Tyle że aby znalazł się zagraniczny pracodawca, muszę rozwinąć się w aspektach piłkarskich.
Na czym polegał, wspomniany przez pana, szczególny wysiłek w trakcie warszawskiego etapu?
Jeśli chodzi o natężenie pracy, to był dla mnie najbardziej wymagający okres. Wstawałem o szóstej, w szkole miałem WF – prowadzony przez szkoleniowców z Escoli Varsovia, więc można to potraktować jako poranną jednostkę treningową – następnie były lekcje, a po nich codzienny trening w klubie. Dwa razy w tygodniu odbywały się dodatkowe zajęcia wychowania fizycznego, a chciałem mieć styczność z innymi dyscyplinami, ponieważ to bardzo rozwijające. Ponadto zaliczałem dwa-trzy indywidualne treningi na siłowni. I jeszcze jedne osobne zajęcia piłkarskie. W ciągu tygodnia potrafiło uzbierać się 12 treningów. Plus mecz. To wszystko w połączeniu z obowiązkami szkolnymi składało się na niesamowicie intensywny czas.
Nadal pracuje pan indywidualnie?
Kontynuuję to, naturalnie w mniejszym wymiarze. Funkcjonując w seniorskiej piłce, nie mogę dokładać sobie aż tylu zajęć. Dwa razy w tygodniu trenuję dodatkowo na siłowni. Wciąż współpracuję także z psychologiem, cały czas z tym samym.
Kogo uważają za wzór dzisiejsi 21-latkowie występujący na pozycji bocznego obrońcy?
Paris Saint-Germain ma najlepsze na świecie boki defensywy w osobach Achrafa Hakimiego oraz Nuno Mendesa. Obecnie w tej roli trzeba być wszechstronnym: mocnym zarówno w obronie, jak i w ataku. Boczny defensor musi zapewniać liczby z przodu, czuć się dobrze w małych grach, a także rozstrzygać na swoją korzyść pojedynki. To jedna z tych pozycji, które wymagają szybkości, wytrzymałości i siły. Zresztą w dzisiejszym futbolu na najwyższym poziomie ten zestaw cech jest wymagany wobec wszystkich zawodników.
W jakim zakresie widzi pan u siebie największe pole do poprawy?
W moim przypadku rzuca się w oczy brak liczb w ofensywie. Chociaż uważam, że w ostatnim roku zaliczyłem progres pod tym względem. Trenerzy też dostrzegają, że podczas meczów dużo pracuję z przodu. Konkretów jednak nadal brakuje. Nie martwię się tym jakoś przesadnie – zachowuję spokój, bo wiem, że one wreszcie się pojawią. Wraz z przyjściem nowego sztabu trochę zmieniła się moja rola w pressingu. Mam nieco inaczej wykonywać pewne zadania w tym zakresie. Musiałem się do tego przystosować, liga nie czeka na nikogo.
Na początku trzeciego sezonu czuje się pan w Ekstraklasie już w stu procentach pewnie?
Nie zamierzam być przysłowiowym ligowcem, tak na marginesie mój trener personalny bardzo nie lubi tego określenia. Chcę się wyróżniać, iść dalej. Mam z tyłu głowy, że zagrałem dla Motoru ponad sto razy, że to już trzeci sezon na poziomie Ekstraklasy, natomiast przygotowuję się jak zwykle, od spotkania do spotkania. Czuję, że z roku na rok jestem coraz lepszy, a zarazem widzę, jak rośnie liga. Można powiedzieć, że mój piłkarski progres następuje wraz z rozwojem Ekstraklasy. Każdy mecz to wyzwanie, co jest dla mnie bardzo korzystne.
Jakie to uczucie: być w szatni jedynym zawodnikiem, który przebył z klubem drogę od drugiej ligi?
Starsi koledzy, którzy niedawno opuścili drużynę, żartują, że zostanę legendą Motoru. Przyznaję, że dość dziwnie mi z tym – mam 21 lat i jestem graczem z najdłuższym stażem w klubie. Nie jest to standardowa sytuacja, życie napisało nietypowy scenariusz. Bardzo dobrze odnajduję się w Lublinie, to świetne miasto. Jednocześnie mam znakomite warunki do rozwoju. Chcę w jak największym stopniu korzystać z tego miejsca.
Po przeszło stu występach w klubie pamięta się ten pierwszy?
Co prawda jak przez mgłę, ale pamiętam. Mecz drugiej ligi, rywalem Górnik Polkowice, zwyciężyliśmy 3:1. Byłem średnio zadowolony ze swojej postawy, mimo że trener Goncalo Feio wyrażał się pozytywnie o mojej grze. Za to po drugim występie, przeciwko GKS Jastrzębie, byłem usatysfakcjonowany: zaliczyłem asystę, a przy tym czułem, że pokazałem pełnię możliwości. Kiedy w przerwie zimowej przyszedłem do klubu, Motor zajmował 13. miejsce. Na koniec sezonu świętowaliśmy awans po barażach.
Jak doświadczenie połączone z młodym wiekiem przekłada się na rolę w szatni?
Znajduję się pomiędzy młodzieżą a starszyzną. To przyjemna rola. Często rozmawiam z bardziej doświadczonymi kolegami, kiedy jest jakaś sytuacja do analizy. Nie boję się wyrażania swoich spostrzeżeń, gdyż mam całkiem sporą wiedzę taktyczną – trudno, żeby było inaczej, pracując z takimi trenerami, jak Feio, Stolarski oraz Mariusz Misiura. Zarazem moje naturalne środowisko stanowią młodzi, to z nimi łączy mnie najwięcej tematów pozasportowych.
Zdążył pan wypytać Bartosza Bereszyńskiego o kulisy gry na boku obrony w Serie A?
Jeszcze nie było ku temu okazji. Nie chcę, żeby to wyszło sztucznie, wolałbym porozmawiać w naturalnej sytuacji. Bartek jest w nowym miejscu, musiał nie tylko przyswoić taktykę zespołu, ale też znaleźć dom dla swojej rodziny. To zawodnik ze świetną karierą za granicą, prawie 60 występami w reprezentacji. Zamierzam z tego skorzystać, podpytać go o rywalizację na najwyższym poziomie, poprosić o wskazówki. Taka rozmowa z pewnością się odbędzie.
Gruntownie przebudowana kadra Motoru wciąż się poznaje?
Jesteśmy w trakcie tworzenia relacji, zarówno prywatnych, jak i boiskowych. Nie chodzi tylko o zawodników grających tuż obok, ale również o tych ustawionych najdalej. Cała jedenastka musi się dobrze rozumieć, wiedzieć, co kolega zrobi w danym momencie. Proces poznawania się postępuje szybko. Od pierwszego meczu prezentujemy dobrą piłkę, trzeba było poczekać na wyniki.
Aktualny Motor stanowi zagadkę. O co właściwie walczycie?
Na podstawie dotychczas rozegranych kolejek spodziewam się, że ten sezon będzie bardzo podobny do ubiegłego. A może nawet jeszcze bardziej wyrównany. Poprzednie rozgrywki nauczyły nas, że każdy mecz ma znaczenie, tabela świadczyła o tym, że dosłownie każdy punkt dużo waży. Sądzę, że w tej chwili większość klubów nie wie, o co konkretnie gra. Motor chce regularnie punktować i znaleźć się jak najwyżej.
Cygan mocno o sytuacji w Rakowie. Nazwał piłkarzy ,,obozowymi marudami”
Wojciech Cygan udzielił mocnego wywiadu dotyczącego obecnej sytuacji w Rakowie. Prezes ma zastrzeżenia do zaangażowania piłkarzy, a w Częstochowie szykują się już do zimowego okienka transferowego.
Chłań w polskiej kadrze? Piłkarz rozwiał wątpliwości
Maksym Chłań mógł grać dla polskiej kadry. Jakiś czas temu sondowano możliwość zmiany obywatelstwa. Teraz gracz Górnika dostał powołanie do seniorskiej reprezentacji Ukrainy.
Mioduski mówi o kandydowaniu na szefa FIFA. Nie pozostawił wątpliwości
Właściciel Legi Warszawa zabrał głos odnośnie potencjalnej kandydatury na szefa federacji. Działacz podkreślił, że na razie nie rozważa startować w wyborach.