Rozgrywki Lotto Ekstraklasy nie zwalniają ani na moment. W pierwszym meczu 34. kolejki Wisła Płock zremisowała na swoim terenie z Arką Gdynia (1:1).
„Nafciarze” wypuścili zwycięstwo z rąk w doliczonym czasie (fot. 400mm.pl)
Obie drużyny jeszcze nie tak dawno znajdowały się w poważnych tarapatach i obie były uważane za mocnych kandydatów do pożegnania się z ekstraklasą. Tak w Płocku jak i Gdyni zdecydowano się więc na zmiany trenerów, ale jak się okazało, Jacek Zieliński i Leszek Ojrzyński zdołali ugasić pożary w swoich zespołach i z perspektywy czasu należy uznać, że postawienie właśnie na nich było dobrą decyzją szefów Arki i Wisły.
Kwestia walki o pozostanie w elicie nie jest jeszcze rozstrzygnięta i obie drużyny wciąż potrzebują punktów. Wisła ma bowiem zaledwie cztery „oczka” zapasu nad strefą zagrożoną degradacją, podczas gdy Arka zaledwie trzy. Nie trzeba było więc nikogo przekonywać, że w Płocku zostanie rozegrany mecz o podwójną stawkę.
Wbrew przedmeczowym zapowiedziom, od pierwszego gwizdka dużo lepiej prezentowali się piłkarze z Gdyni, którzy przejęli kontrolę nad tym, co dzieje się na boisku. Pokłosiem ich przewagi były dwie dobre okazje strzeleckie Michała Nalepy, jednak żadnej z nich nie udało się zamienić na gola.
Im więcej upływało czasu, tym bardziej gra zaczęła się wyrównywać. „Nafciarze” w końcu się obudzili i potrafili odpowiedzieć rywalowi, jednak cóż tego, skoro na boisku niewiele się działo – zwłaszcza za sprawą dość mizernej postawy gospodarzy.
Najbliżej celu był w 42. minucie Dominik Furman, który znakomicie przymierzył z rzutu wolnego. Pomocnik Wisły popisał się precyzyjnym strzałem, jednak zabrakło mu centymetrów, by piłka wpadła do siatki.
Po niemrawej pierwszej połowie, druga zaczęła się od mocnego uderzenia. Już w 47. minucie znakomitym rajdem na prawym skrzydle popisał się Alen Stevanović, który wyłożył piłkę przed bramkę, a tam przy biernej postawie obrońców dopadł do niej Oskar Zawada, który z bliska jedynie dopełnił formalności.
Zdobyta bramka dodała podopiecznym Ojrzyńskiego wiatru w plecy i od tej pory to oni nadawali ton wydarzeniom na boisku, groźniej atakując i prowadząc grę. Wspomniany wcześniej Furman miał okazję, by podwyższyć na 2:0, ale jego strzał zdołał świetnie obronić Pavels Steinbors.
Kiedy się wydawało, że wynik meczu nie ulegnie zmianie, Arka doprowadziła do wyrównania. Już w doliczonym czasie gry znakomicie w polu karnym Wisły zachował się Frederik Helstrup, który wyskoczył najwyżej i pięknym strzałem głową dał swojej drużynie jeden punkt.
Jordi Sanchez z dorobkiem dziewięciu trafień jest jak na razie najskuteczniejszym strzelcem na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce, ale po piętach depczą mu Ilja Szkurin z ośmioma bramkami, a także Bartosz Nowak i Patryk Makuch, którzy strzelili po siedem goli. Sprawdź, jak wygląda klasyfikacja strzelców po 13. serii gier.
Oficjalnie: Simundza nie będzie już prowadził Śląska
Po porażce z Radomiakiem przelała się czara goryczy w kontekście kadencji Ante Simundzy w Śląsku Wrocław. Słoweński szkoleniowiec nie poprowadzi już zespołu ze stolicy Dolnego Śląska.