Turcja nie zwalnia tempa. Podopieczni Senola Gunesa zwyciężyli w drugim meczu z rzędu w ramach eliminacji do przyszłorocznych mistrzostw świata w Katarze. Tym razem ich ofiarą padła Norwegia.
Turcja w żołnierskim stylu bezpardonowo szturmuje eliminacje. (fot. Reuters)
Turkowie po prostu nie mogli sobie wyobrazić lepszego początku mundialowych kwalifikacji. W środę wysoko ograli faworyzowanych Holendrów (4:2), zaś w sobotę odnieśli ponowne zwycięstwo dużą różnicą goli, tym razem przeciwko Norwegom (3:0). Dzięki temu mają na swoim koncie sześć punktów i pozycję lidera w grupie G.
Gunes i spółka rozpoczęli dzisiejsze spotkanie od mocnego uderzenia. Już w czwartej minucie objęli bowiem prowadzenie. Wszystko za sprawą Ozana Tufana, który odebrał piłkę zagraną wzdłuż pola karnego i mocnym strzałem po ziemi wpisał się na listę strzelców.
Niespełna pół godziny później było już dwa do zera. W dwudziestej ósmej minucie Yusuf Yazici dośrodkował piłkę w pole karne z rzutu rożnego. Najwyżej w powietrze wyskoczył Caglar Soyuncu. Defensor występujący na co dzień w angielskim Leicester głową umieścił futbolówkę w siatce.’
Końcowy rezultat ustalił w pięćdziesiątej dziewiątej minucie Tufan. Oddał strzał z okolic dwudziestego metra. Piłka po jego silnym i precyzyjnym uderzeniu zatrzepotała w norweskiej bramce strzeżonej przez Rune Jarsteina, który nie miał szans na udaną interwencję.
Norwegowie próbowali odrobić straty, lecz za każdym razem brakowało im odrobiny szczęścia. Mohamed Elyounoussi trafił w słupek, zaś Erling Braut Haaland co prawda skutecznie znalazł drogę do bramki, ale zrobił to będąc na ofsajdzie. Bolesnym potwierdzeniem ich niepowodzeń była czerwona kartka, którą za brutalny faul ujrzał Kristian Thorstvedt.
Michele Kang znalazła się w gronie osób branych pod uwagę jako potencjalni rywale Gianniego Infantino w wyborach na prezydenta FIFA w 2027 roku. Czy właścicielka klubów piłkarskich będzie sterowała światową organizacją?