W pierwszym sobotnim meczu grupy mistrzowskiej Ekstraklasy Lech podejmował w Poznaniu Zagłębie.
fot. Łukasz Skwiot
Lech Poznań, mimo niskiej pozycji w tabeli, miał przed spotkaniem szansę na grę w europejskich pucharach w przyszłym sezonie, a wygrana z Zagłębiem była pierwszym krokiem, jaki należało w tym kierunku wykonać. Zadanie, jakie stało przed Kolejorzem, nie było jednak łatwe. Zagłębie to dla piłkarzy z Poznania niewygodny rywal. W tym sezonie dwukrotnie przegrali 1:2, a na trzy punkty w Poznaniu czekają od 2015 roku. Zagłębie także walczy o grę w Europie, co kazało myśleć, że kibiców czeka w Poznaniu ciekawe spotkanie.
Pierwsze minuty nie porwały, ale zapowiadały dobre spotkanie w wykonaniu obu drużyn. Strzałów z dystansu próbowali Bartłomiej Pawłowski oraz Kamil Jóźwiak, lecz uderzenie zarówno jednego, jak i drugiego, minęło bramkę rywali.
Chociaż tempo spotkania nie było wysokie, to kolejne minuty przynosiły sytuacje dla obu stron. W 14 minucie szansę miał Pawłowski, ale nie wykorzystał niepewnie interweniującej defensywy Lecha i posłał piłkę wysoko nad poprzeczką. Tuż przed 30 minutą Filip Marchwiński znalazł się sam na sam z Konradem Forencem, ale górą był bramkarz Zagłębia. Sędzia chwilę później odgwizdał pozycję spaloną piłkarza Kolejorza. Chwilę później niewygodne uderzenie oddał Pawłowski, ale na miejscu był Jasmin Burić, który sparował je na rzut rożny.
W 36 minucie Tymoteusz Klupś urwał się Sasy Baliciowi i dośrodkował w pole karne Zagłębia, gdzie czekał Marchwiński. Młody piłkarz Kolejorza nie trafił jednak czysto w piłkę, dzięki czemu Forenc nie musiał interweniować.
W 47 minucie Kolejorz dopiął swego. Pedro Tiba stracił piłkę, próbując dryblingu na linii pola karnego w gąszczu obrońców Zagłębia, ale na miejscu był Jóźwiak, który od razu, bez przyjęcia futbolówki, mocnym uderzeniem z kilkunastu metrów pokonał Forenca. W kolejnych minutach Zagłębie śmielej ruszyło do ataku, próbując odrobić straty.
W 64 minucie faulowany przez Balicia był Klupś, a sędzia początkowo podyktował rzut karny. Po chwili zdecydował się jednak zmienić pierwotną decyzję, bo powtórki pokazały, że faul miał miejsce przed polem karnym. Po chwili uderzenie z rzutu wolnego Darko Jevticia odbiło się od muru i wyszło na rzut rożny. Kilka minut później dobrą sytuację miało Zagłębie. Filip Starzyński zagrał do Patryka Tuszyńskiego, ale piłkarz gości został uprzedzony przez Dimitrisa Goutasa, który w ostatnim momencie wybił mu piłkę.
Wraz z upływem kolejnych minut drugiej połowy widać było, że obu drużynom brakuje przede wszystkim skuteczności. Okazji bowiem nie brakowało ani gospodarzom ani gościom. Idealnym podsumowaniem takiego stanu rzeczy była sytuacja z 77 minuty, kiedy gości po strzale Goutasa uratowała poprzeczka.
W 84 minucie wspomniany Goutas faulował we własnym polu karnym Pawłowskiego, a sędzia, który początkowo zinterpretował sytuację jako symulację tego drugiego, po skorzystaniu z systemu VAR, podyktował rzut karny dla gości. Do piłki podszedł Starzyński, który pewnym strzałem pokonał Jasmina Buricia.
Zagłębie w doliczonym czasie gry miało szansę na zdobycie decydującego trafienia, ale uderzenie Pawłowskiego w świetnym stylu obronił Burić. Chwilę później o mało na 2:1 nie strzelił Kolejorz. Sytuacji nie wykorzystał jednak Piotr Tomasik. Ostatecznie mecz zakończył się remisem, a pretensje do siebie mogli mieć do siebie piłkarze obu ekip. Gdyby poszczególni zawodnicy wykazali się lepszą skutecznością, kibice oglądaliby zdecydowanie więcej trafień.
Jordi Sanchez z dorobkiem dziewięciu trafień jest jak na razie najskuteczniejszym strzelcem na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce, ale po piętach depczą mu Ilja Szkurin z ośmioma bramkami, a także Bartosz Nowak i Patryk Makuch, którzy strzelili po siedem goli. Sprawdź, jak wygląda klasyfikacja strzelców po 13. serii gier.
Oficjalnie: Simundza nie będzie już prowadził Śląska
Po porażce z Radomiakiem przelała się czara goryczy w kontekście kadencji Ante Simundzy w Śląsku Wrocław. Słoweński szkoleniowiec nie poprowadzi już zespołu ze stolicy Dolnego Śląska.