W jedynym sobotnim meczu grupy spadkowej Korona bezbramkowo zremisowała z Miedzią.
fot. Łukasz Skwiot
W większej „potrzebie punktowej” przed meczem byli goście, którzy po trzech spotkaniach grupy spadkowej mieli cztery punkty przewagi nad przedostatnim Śląskiem Wrocław. Korona, która miała na koncie 44 „oczka” była pewna utrzymania, ale z pewnością chciała dopisać jeszcze kilka punktów na swoim koncie. Rywalizację w rundzie finałowej Ekstraklasy nie rozpoczęła najlepiej – na trzy spotkania poniosła dwie porażki. W poprzednich meczach Korony z Miedzią w tym sezonie dwukrotnie padł remis.
Początek potyczki w Kielcach nie należał do najlepszych. Chociaż gospodarze mieli optyczną przewagę, to niewiele z niej wynikało, a tempo rozgrywania meczu pozostawiało wiele do życzenia. Z biegiem minut obraz spotkania się nie zmieniał. Były co prawda próby akcji i strzałów, ale żadna z nich nie zakończyła się golem.
Jedną z lepszych okazji w pierwszej połowie Korona miała w 33 minucie, kiedy do rzutu wolnego przed polem karnym Miedzi podszedł Piotr Malarczyk. Jego uderzenie trafiło jednak prosto w mur gości. Chwilę później z ostrego kąta strzelał Elia Soriano, ale dobrze ustawiony był Dżanajew.
W ostatnich chwilach pierwszej części spotkania dobrze widoczne było, że gospodarze prowadzą grę, a goście z Legnicy szukają swoich szans w kontrach. Bardzo dobrze w 38 minucie zachował się Michael Gardawski, który uprzedził Borję Fernandeza. Gdyby podanie od Juana Camary trafiło do adresata, wyszedłby on sam na sam z bramkarzem gospodarzy.
Pierwsze minuty drugiej połowy zapowiadały większą intensywność spotkania niż przed przerwą. Nie zmieniło się to, że to gospodarze prowadzili spotkanie, a goście wyczekiwali na kontry. W 49 minucie dogrywać do kolegów w pole karne Miedzi próbował Felicio Brown Forbes, ale jego podanie nie znalazło adresata. Kilka chwil później na linii pola karnego musiał interweniować Paweł Sokół, któremu udało się zażegnać niebezpieczeństwo ze strony Miedzi.
Kolejne próby ze strony obu drużyn nie przynosiły oczekiwanego rezultatu. Najpierw strzał Petteriego Forsella obronił Sokół. Kilka chwil później podanie w drugim polu karnym dostał Brown Forbes, ale jego uderzenie poleciało wysoko nad poprzeczką.
Po 65 minucie spotkania Korona miała dwie najlepsze okazje w meczu. Najpierw sam na sam z Dżanajewem wyszedł Soriano. Rosjanin wyszedł z tego starcia obronną ręką. Chwilę później mocny strzał oddał Wato Arweładze, ale ponownie górą był bramkarz Miedzi.
Niewiele zabrakło, a ostatecznie spotkanie z golem zakończyliby goście z Legnicy. W 84 minucie mocne uderzenie Forsella z rzutu wolnego zatrzymało się jednak na poprzeczce bramki Korony. W odpowiedzi, pięć minut później, minimalnie pomylił się Brown Forbes. Łukasz Kosakiewicz dośrodkował wprost na głowę kolegi z zespołu, ale jego strzał poleciał metr obok bramki Miedzi.
Kibice, którzy sobotnie popołudnie zdecydowali się spędzić ze spotkaniem w Kielcach, oglądali dwie różne połowy. Chociaż w drugiej nie brakowało dobrych okazji z jednej i drugiej strony, to ostatecznie Korona i Miedź podzieliły się punktami.
Jordi Sanchez z dorobkiem dziewięciu trafień jest jak na razie najskuteczniejszym strzelcem na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce, ale po piętach depczą mu Ilja Szkurin z ośmioma bramkami, a także Bartosz Nowak i Patryk Makuch, którzy strzelili po siedem goli. Sprawdź, jak wygląda klasyfikacja strzelców po 13. serii gier.
Oficjalnie: Simundza nie będzie już prowadził Śląska
Po porażce z Radomiakiem przelała się czara goryczy w kontekście kadencji Ante Simundzy w Śląsku Wrocław. Słoweński szkoleniowiec nie poprowadzi już zespołu ze stolicy Dolnego Śląska.