Zbigniew Robakiewicz – były bramkarz m.in. Legii i ŁKS – nie pracuje już na szczeblu centralnym polskiej piłki klubowej, ale fachu nie zmienił. Nadal dba o bramkarzy, ale grupa jego podopiecznych jest teraz bardziej zróżnicowana wiekowo.
(fot. Włodzimierz Sierakowski i Dominik Buze/400mm.pl)
– Pracuję w Szkole Mistrzostwa Sportowego w SMSie Łódź – mówi Robakiewicz, który jeszcze do czerwca poprzedniego roku był szkoleniowcem bramkarzy w drużynie z Suwałk. – Po pracy w Wigrach zrobiłem sobie rok urlopu. Musiałem odpocząć, ponieważ czułem już zmęczenie tym wszystkim. Ponad 10 lat bez przerwy pracowałem w Bełchatowie, gdzie zatrudnił mnie jeszcze trener Orest Lenczyk. Później pracowałem w Koronie Kielce, a następnie trafiłem do Wigier. Po tej pracy przyszedł czas na odpoczynek – wyjaśnia dwukrotny mistrz Polski i czterokrotny zdobywca krajowego pucharu z „Wojskowymi”.
Robakiewicz po odejściu z Wigier postawił na to, co swoim zdaniem zaniedbał w ostatnich latach.- Zajmowałem się rodziną. Można powiedzieć, że w pewien sposób nadrabiałem zaległości. Przez ponad 10 lat codziennie dojeżdżałem z Łodzi do Bełchatowa. Moje dojazdy wyglądały w ten sposób, że wracałem z meczu o trzeciej w nocy, wstałem o szóstej czy siódmej i jechałem z powrotem do pracy. Taka jazda przez tyle lat była dość uciążliwa – opowiada zawodnik, który w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce rozegrał ponad 300 meczów. Jak opowiedział, przejście z GKS do Korony nic nie zmieniło.
– Tego czasu dla rodziny później też było niewiele. Na rok wyprowadziłem się do Kielc, też rzadko się z nią widywałem. Jak wyprowadziłem się do Suwałk, to już w ogóle byłem gościem we własnym domu – przyznaje Robakiewicz. Urlop jednak już za nim, a on sam wrócił do działania. Co ciekawe, nie ogranicza się do jednego miejsca pracy.
– Pracuję nie tylko w SMS, ale także w III lidze w Pelikanie Łowicz i współpracuję z Gol Academy Pawła Golańskiego – dodaje 52-latek. Sam przyznaje, że praca w poszczególnych miejscach różni się od siebie i nie wskazuje jednej, która przynosi mu najwięcej satysfakcji.
– W SMSie mam grupę 26 zawodników różnych roczników, od 2001 do 2009. W Łowiczu mam doświadczonych bramkarzy. Jedna i druga praca jest dla mnie satysfakcjonująca. Chcę przekazać swoją wiedzę i umiejętności i chciałbym, żeby jakiś wychowanek szkoły wypłynął – tłumaczy. Robakiewicz twierdzi, że nie pracuje dla samej pracy, ale z przekonaniem, bo chce komuś pomóc.
– Jeżeli jakiś mój wychowanek kiedyś pojawi się w składzie drużyny Ekstraklasy, to będę czuł satysfakcję. Po to pracuję, by kogoś wychować. Nie po to, żeby pójść do pracy, odbębnić i wrócić, tylko by czegoś nauczyć, pokazać ćwiczenie. Chciałbym, żeby moi podopieczni byli zadowoleni, żeby kolejni wiedzieli, że w szkole wykonywana jest dobra praca – kończy jednokrotny reprezentant Polski.