Komisja ds. Licencji Klubowych Polskiego Związku Piłki Nożnej podjęła w piątek dwie decyzje w sprawie Wisły Kraków. Najpierw odwiesiła ona licencję klubu na grę w ekstraklasie, by następnie ponownie ją zawiesić, ale już z innych powodów. Co więc muszą zrobić przy Reymonta, by móc wiosną grać w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Przy Reymonta mają coraz mniej czasu (fot. Maciej Gilewski / 400mm.pl)
Przypomnijmy, że licencja Wisły została pierwotnie zawieszona z powodu „niejasnej sytuacji prawnej klubu oraz w związku z licznymi naruszeniami postanowień Podręcznika Licencyjnego„. Chodziło w tym miejscu o kwestię sprzedaży klubu słynnym zagranicznym inwestorom, a także jego poważne problemy finansowe i brak wywiązywania się ze swoich zobowiązań.
Jak się okazało, przedstawiciele Towarzystwa Sportowego, które utrzymuje, że umowa sprzedaży klubu jest nieważna i to oni kierują dzisiaj „Białą Gwiazdą”, przedstawili na komisji stosowne wytłumaczenia. PZPN nie do końca był z nich zadowolony, ale podjął decyzję, by przywrócić Wiśle licencję.
Radość w tej kwestii trwała jednak krótko, ponieważ ta została chwilę później ponownie zawieszona, tym razem na podstawie innych przesłanek. Chodzi o sytuację finansową klubu, która musi zostać zawarta w konkretnej prognozie. Bez tego nie będzie można mówić o dopuszczeniu drużyny do rozgrywek.
– Potrzebujemy wiarygodnej prognozy finansowej, która zostanie sporządzona przez biegłego rewidenta. Jeśli taki dokument do nas trafi, wtedy nie będzie powodów do zawieszenia licencji – powiedział podczas specjalne konferencji Krzysztof Rozen, szef Komisji ds. Licencji Klubowych PZPN.
Sytuacja Wisły Kraków jest więc trudna, a czas nagli. Przy Reymonta szukają inwestora, który pomógłby klubowi, jednak chętni na podjęcie się takich działań wcale nie ustawiają się w kolejce.
Cudowne trafienie! Tak Janża zapewnił Górnikowi zwycięstwo nad Wieczystą [WIDEO]
Wicemistrz Polski w samej końcówce zapewnił sobie pełną pulę w rywalizacji z beniaminkiem z Krakowa. Fantastycznym strzałem z rzutu wolnego popisał się Erik Janża.