Cecherz o Wieczystej. Wskazał powód słabszych wyników
Przemysław Cecherz z dużym sentymentem wypowiada się o Wieczystej. Były trener krakowskiego klubu przyznaje, że ogląda jej mecze i mocno przeżywa niepowodzenia zespołu. – Są piłkarze, a nie ma drużyny – ocenia w rozmowie ze Stolicą Sportu.
Cecherz przez prawie trzy lata pracował w Wieczystej, prowadząc klub podczas jego drogi z niższych lig aż na zaplecze Ekstraklasy. Wrócił również do Krakowa w trudnym momencie, gdy zespół walczył o awans, i ostatecznie zrealizował postawiony przed nim cel.
Mimo rozstania z klubem szkoleniowiec nadal pozostaje emocjonalnie związany z Wieczystą. Jak sam przyznaje, regularnie ogląda jej spotkania.
– Złapałem się na tym wielokrotnie, że oglądam mecze Wieczystej i jestem strasznie zdenerwowany, jak coś nie idzie. Bardzo kibicuję temu zespołowi, tym bardziej że jeszcze są tam zawodnicy, którzy już w coraz mniejszym stopniu, ale byli ze mną, kiedy ja tam pracowałem. Zawsze się z nimi człowiek utożsamia – mówi 53-latek w rozmowie ze Stolicą Sportu.
Jednocześnie były trener Wieczystej zwraca uwagę na problem, który jego zdaniem może tłumaczyć wyniki zespołu. Jego ocena jest dość jednoznaczna: krakowski klub ma zawodników o dużych możliwościach, ale nie funkcjonują oni jako odpowiednio zgrana drużyna.
– Patrząc na skład, można odnieść wrażenie, że są tam zawodnicy na dwie jedenastki na poziomie Ekstraklasy. Gdyby te dwie jedenastki grały oddzielnie, powinny być w czubie tabeli, a tych wyników nie ma. Myślę, że tutaj jest jakaś przyczyna tego, że są piłkarze, a nie ma drużyny. Oni nie funkcjonują razem i myślę, że tu jest problem z tymi słabszymi wynikami – uważa.
Jagiellonia nie dojechała do Krakowa, a Adrian Siemieniec zdrowo się nasłuchał [KOMENTARZ]
Biała Gwiazda rozegrała zdecydowanie najlepszy mecz od powrotu do Ekstraklasy. Pokonała 2:0 Jagiellonię i był to najniższy wymiar kary dla zespołu z Białegostoku. Oba gole zdobył Angel Rodado, który pozwolił błyskawicznie zapomnieć kibicom w Krakowie, że jeszcze przed chwilą martwili się odejściem Jordiego Sancheza.