W pierwszym sobotnim spotkaniu Ekstraklasy byliśmy świadkami starcia beniaminków. ŁKS Łódź podejmował Raków Częstochowa.
ŁKS rozpoczął ten sezon fatalnie. Zespół z Łodzi po dwunastu kolejkach miał na swoim koncie zaledwie osiem punktów. Lepiej wyglądała sytuacja Rakowa, który zainkasował aż piętnaście „oczek” i zajmował dosyć bezpieczną jedenastą pozycję w ligowej stawce.
Dla ŁKS-u było to zatem typowe spotkanie za sześć punktów. I to było widać od samego początku spotkania, ponieważ gospodarze szybko rzucili się do ataków.
Już w 7. minucie spotkania ŁKS wyszedł na prowadzenie. Dani Ramirez otrzymał dobre podanie od Łukasza Sekulskiego i uderzeniem z kilkunastu metrów bez problemów pokonał bramkarza Rakowa.
Mijały kolejne minuty i gospodarze nadal byli bardzo pewni siebie. W 25. minucie Ricardo Guima oddał świetne uderzenie z dystansu i ponownie bramkarz Rakowa nie miał zbyt wiele do powiedzenia.
Po 45 minutach gry ŁKS prowadził 2:0 i znajdował się w świetnej sytuacji. Co prawda Raków miał swoje okazje strzeleckie, ale bardzo dobrze tego dnia był dysponowany Arkadiusz Malarz.
W drugiej połowie gra toczyła się głównie w środku pola. W 68. minucie ŁKS powinien prowadzić już 3:0, ale Sekulski fatalnie uderzył z rzutu karnego.
Raków w kolejnych minutach prowadził grę, ale defensywa ŁKS-u była naprawdę dobrze zorganizowana. W efekcie gospodarze wygrali 2:0.