W ojczyźnie nazywają go następcą Mario Mandżukicia, z którym trenował w Juventusie. Jesienią dość niespodziewanie stał się pierwszym napastnikiem w hierarchii Ricardo Sa Pinto. Sandro Kulenović opowiada o drodze do Legii Warszawa, szkoleniu w Chorwacji i autografach od Cristiano Ronaldo i Luki Modricia.
ROZMAWIAŁ PAWEŁ GOŁASZEWSKI
– Kto jest pierwszym napastnikiem Legii Warszawa? – To zależy od pomysłu trenera na konkretny mecz – tłumaczy Kulenović (na zdjęciu). – Raz gram ja, raz Carlitos. Kwestia taktyki, jaką obieramy na spotkanie. Mamy nieco inne mocne strony, dlatego trener korzysta raz z jednego, raz z drugiego.
– Kiedy latem wracałeś z Juventusu, mówiło się, że będziesz dopiero czwartym napastnikiem w hierarchii. Byli Carlitos, Jose Kante, Jarek Niezgoda… – Słyszałem te opinie i nie spodziewałem się, że wskoczę do pierwszego składu. Dopiero po zmianie trenera karta się odwróciła, Sa Pinto dał mi szansę, zacząłem grać. Zdawałem sobie sprawę, że sezon 2018-19 będzie moim pierwszym w seniorskiej piłce, więc chciałem grać chociażby w końcówkach. Zrobiłem zdecydowanie więcej, niż planowałem.
– Ty się tak rozwinąłeś czy konkurencja jest taka słaba? – Konkurencja na pewno nie jest słaba, bo to najlepsi napastnicy Ekstraklasy z poprzedniego sezonu. Jak mówiłem, przyszedł nowy trener, zaufał mi i to dało dodatkowe siły do ciężkiej pracy. Nie musiałem długo czekać na poważną szansę, bo zagrałem w meczu z Wisłą Płock. W październiku zacząłem wchodzić na końcówki spotkań, z Jagiellonią strzeliłem pierwszego gola. Długo do mnie nie docierało, co się wydarzyło. Miałem totalny szum w głowie, nie wierzyłem, że udało mi się zdobyć bramkę. W dodatku na trybunach był komplet widzów, teren wicemistrzów Polski, a to było trafienie, które dało nam ważny punkt. Po powrocie do domu nie mogłem zasnąć. Powtórkę oglądałem kilkadziesiąt, a może kilkaset razy – tak się cieszyłem! Gola zadedykowałem zmarłej babci, która odeszła dwa miesiące wcześniej… To był wtedy dla mnie trudny okres. Wróciłem z Juventusu, na początku jesieni byłem kontuzjowany, musiałem się odbudować.
(…)
– Dinamo to twoja jedyna piłkarska miłość? – Pierwsza, ale nie jedyna. To tak jak w życiu – pierwsza miłość jest największa, w tym przypadku jest tak samo. Od dziecka chodziłem na mecze. Czasami mama krzyczała, kazała się uczyć, ale ja nie chciałem się słuchać. Później wyprowadzałem zawodników i podawałem piłki. Nawet jeszcze cztery lata temu stałem za bramką. Wtedy na boisku biegał Domagoj Antolić, z którym dzisiaj jesteśmy dobrymi przyjaciółmi z jednego zespołu. W Dinamie występował też Marko Pjaca, z którym trenowałem w Juventusie. To spełnienie marzeń, że znalazłem się w jednej drużynie z zawodnikami, którym podawałem piłki.
– Gdybyś otrzymał propozycję powrotu do Dinama… – …nie wiem. Mam świetną sytuację w Legii i nawet się nie zastanawiałem, aby odejść. Kiedy przyjechałem pierwszy raz do Warszawy, aby obejrzeć miasto i klub, dostałem zaproszenie na mecz z Piastem Gliwice. Zremisowaliśmy 1:1, ale byłem pod wielkim wrażeniem całej otoczki. Kibice, telewizja, piękny stadion – wszystko wyglądało mega.
(…)
CAŁY WYWIAD MOŻNA ZNALEŹĆ NOWYM (10/2019) NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
Kto będzie nowym trenerem Śląska? Jest jeden faworyt
Śląsk Wrocław niedawno zakończył współpracę z trenerem Ante Simundzą. W mediach pojawiło się nazwisko szkoleniowca, który ma być celem władz wrocławskiej ekipy.
Boniek uderza w Stolarskiego. ,,Wydaje mi się, że to był duży błąd”
Były prezes PZPN krytycznie odnosi się do zatrudnienia i pracy Mateusza Stolarskiego w Widzewie. Zbigniew Boniek uderzył również we władze łódzkiego klubu.
Lasse Nordas: W wieku 18 lat zostałem juniorskim mistrzem Norwegii w skoku wzwyż [WYWIAD]
Występami w Tromso zapracował na transfer do Luton, które zapłaciło za niego ponad 3,5 miliona euro. Anglii nie podbił, więc rundę wiosenną poprzedniego sezonu spędził na wypożyczeniu w Heerenveen, a we wrześniu na tej samej zasadzie sięgnęła po niego Cracovia.