Wisła Płock jest w tym sezonie największą rewelacją PKO Bank Polski Ekstraklasy – co do tej tezy nikt nie ma nawet najmniejszych wątpliwości. Trener Radosław Sobolewski wyciągnął drużynę na szczyt tabeli, z którego wczoraj Nafciarzy zrzuciła Legia Warszawa, ale być może tylko na chwilę. Dzisiaj zespół z Płocka może przełamać kolejną barierę. Otóż Wisła od 50 kolejek nie miała ani razu dodatniego bilansu bramkowego!
Poprzedni sezon od początku układał się fatalnie dla Wisły. Drużyna do samego końca drżała o utrzymanie w Ekstraklasie i nawet przez jedną kolejkę nie znajdowała się w górnej połowie tabeli. Najwyższą lokatą, którą udało się osiągnąć w poprzednich rozgrywkach było miejsce dziesiąte. Tę pozycję udało się utrzymać jedynie po kolejkach numer 15 i 16.
Nafciarze zanotowali w poprzednim sezonie aż 16 porażek. Więcej od nich mieli tylko piłkarze Zagłębia Sosnowiec (22), Miedzi Legnica i Śląska Wrocław (po 17). Duża w tym „zasługa” fatalnej gry obronnej. Płocczanie stracili przez 37 kolejek aż 58 goli i przez cały sezon ani przez chwilę nie mieli dodatniego bilansu bramkowego. Mało tego, od pierwszej do ostatniej kolejki Wisła ani razu nie była nawet na zero.
W tym sezonie sytuacja była prawie identyczna. Prawie, bo po pierwszej kolejce, w której płocczanie mierzyli się z Górnikiem Zabrze, Wisła miała zerowy bilans po remisie 1:1. Później przez jedenaście serii spotkań w Płocku wciąż było w tej klasyfikacji na „minusie”. W końcu na poziom „zero” udało się wydostać przed tygodniem po dwubramkowym zwycięstwie nad Jagiellonią Białystok. A przecież gdyby Nafciarze wygrali jednym golem, to byliby sensacyjnym liderem z ujemnym bilansem bramkowym.
Dzisiaj nadarza się sytuacja, aby Wisła po raz pierwszy w 2019 roku mogła pochwalić się dodatnim bilansem. Po raz ostatni drużyna z Płocka była w liczbie goli na plusie w… maju 2018 roku, czyli na koniec sezonu 2017-18! Wówczas Nafciarzy prowadził Jerzy Brzęczek, który o mały włos, a wywalczyłby ze swoimi zawodnikami miejsce w pucharach.
Jaki trzeba spełnić warunek, aby po 50 kolejkach (37 w poprzednim sezonie i 13 w obecnym) w końcu wyjść na plus? Wystarczy tylko, a może i aż, wygrać we Wrocławiu ze Śląskiem. Drużyna Vitezslava Lavicki wystrzeliła z formą w wakacje, pierwszej porażki doznała dopiero w 10. kolejce, ale przerwa pomiędzy dwoma zwycięstwami WKS trwała ponad dwa miesiące.
Wrocławianie przełamali się jednak tydzień temu z Arką Gdynia. Przed własną publicznością jeszcze w tym sezonie nie przegrali i są jedyną drużyną w PKO Bank Polski Ekstraklasie, która może pochwalić się takim wyczynem. Wisła z kolei gra nie tylko o dodatni bilans bramkowy, ale także o pozycję lidera. Tylko zwycięstwo pozwoli zepchnąć Legię ze szczytu.