Górnik przyjeżdża do Warszawy w nie najlepszych nastrojach. Zespół od dłuższego czasu nie potrafi wygrać w lidze, a na dodatek dzisiejszym rywalem będzie warszawska Legia, która ostatnimi czasy nie ma sobie równych.
Marcin Brosz nie ma zbyt wielu powodów do radości. Prowadzony przez niego Górnik Zabrze mocno cieniuje w bieżących rozgrywkach. FOTO: ŁUKASZ SKWIOT
„Czasem dość mam tej Warszawy jakbym grał w Górniku” śpiewał polski raper, Taco Hemingway, w utworze zatytułowanym C3PO. I rzeczywiście – zabrzanie raczej nie pałają wielką miłością względem stolicy Polski. A to wszystko za sprawą tego, że Górnik od dwudziestu jeden lat nie jest w stanie pokonać Legii przed ich publicznością. Po raz ostatni dokonali tego 18 października 1998 roku. „Górnik nie przyjedzie zwiedzać Pałacu Kultury” – przestrzegł swoich zawodników na przedmeczowej konferencji prasowej Aleksandar Vuković.
Wiele wskazuje na to, że zdobycie trzech punktów dla Górników będzie dzisiaj wyjątkowo trudne. Piłkarze prowadzeni przez Marcina Brosza na ligowe zwycięstwo czekają od wakacji. 25 sierpnia pokonali 3:0 Koronę Kielce. Od tamtej pory sześciokrotnie dzielili się z rywalami punktami, trzy razy ponieśli porażkę. Jeszcze gorzej prezentuje się ich bilans spotkań wyjazdowych. W delegacji Górnik w bieżącym sezonie nie wygrał ani razu.
Wszyscy szeroko rozumiani obserwatorzy piłki nożnej – od dziennikarzy, przez bukmacherów, na zwykłych kibicach kończąc – nie dają większych szans Górnikowi w starciu z Legią. Dla rozpędzonych legionistów, przynajmniej na papierze, zabrzanie nie stanowią większej przeszkody. Wicemistrzowie Polski otrząsnęli się po wpadnięciu w chwilowy dołek formy (porażki z Lechią Gdańsk i Piastem Gliwice). W czterech kolejnych starciach zawsze w końcowym rozrachunku okazywali się być lepsi od rywali, strzelając przy tym aż trzynaście bramek, awansując do następnej rundy Pucharu Polski i wskakując na fotel lidera Ekstraklasy.