W czwartkowy wieczór reprezentacja Polski poznała ostatniego przeciwnika w grupie na przyszłorocznym Mistrzostwach Europy. Słowacja, bo o niej właśnie mowa, zwyciężyła po dogrywce 2:1 w meczu przeciwko Irlandii Północnej w ramach decydującego barażu o udział w rzeczonym turnieju.
Nasi południowi sąsiedzi mają uzasadnione powody do radości. (fot. Reuters)
Nie ma ani cienia przesady w stwierdzeniu, że dla obydwu reprezentacji czwartkowy mecz był historyczną szansą. Dlaczego? Ano dlatego, że zarówno gracze Irlandii Północnej, jak i Słowacji nie zagrali dwa razy z rzędu na mistrzostwach Europy. Cztery lata temu bowiem i jedni, i drudzy uczestniczyli w ostatnim europejskim czempionacie. Spotkanie rozgrywane na belfasckim Windsor Park było dla nich niepowtarzalną okazją na powtórzenie tej sztuki.
Mówi się, że piłka nożna to gra błędów: z odniesionego zwycięstwa cieszy się ten, kto popełni ich mniej. Wydaje się, że o tej starodawnej futbolowej maksymie zapomniał w siedemnastej minucie meczu George Saville, który to wówczas na własnej połowie wykonał zbyt mocne podanie w kierunku własnej bramki. Jego pomyłkę bezlitośnie wykorzystał Juraj Kucka. Słowak przechwycił piłkę, pobiegł z nią kilkanaście metrów, i swój rajd zakończył pokonaniem północnoirlandzkiego golkipera.
Bo przecież w futbolu liczy się nade wszystko skuteczność. Na przestrzeni dziewięćdziesięciu minut zmuszeni do odrabiania strat wybrańcy Iana Baraclougha zdecydowanie częściej przebywali pod polem karnym przeciwników, a co za tym idzie, również oni wypracowali sobie więcej okazji do strzelenia gola, lecz za każdym razem w decydujących chwilach Irlandczykom z Północy brakowało jednej tylko rzeczy – efektywności.
Tak było chociażby w pięćdziesiątej drugiej minucie, kiedy to znaleźli się oni w bodaj najlepszej sytuacji do wyrównania rezultatu meczu. Duża w tym zasługa grającego na co dzień we włoskim Napoli Stanislav Lobotka, którywykazał się karygodną wręcz lekkomyślnością i stracił piłkę nieopodal własnej bramki. Jego błędu nie zamienił jednak na trafienie, strzeliwszy wprost w ręce bramkarza, Conor Washington.
Czego nie zrobili ambitni i zdeterminowani Irlandczycy z północy, zrobili ich przeciwnicy. W osiemdziesiątej ósmej minucie Milan Skriniar tuż obok własnej bramki niefortunnie odbił piłkę zagraną przez Paddy’ego McNaira na skutek czego zanotował trafienie samobójcze. Niewiele zabrakło, a Słowacy pożegnaliby się z marzeniami o występie na EURO jeszcze przed końcowym gwizdkiem, ale na ich szczęście kilka chwil po stracie gola Kyle Lafferty trafił tylko w słupek.
W dogrywce lepsi okazali się Słowacy. Piłkarzom prowadzonym przez Stefana Starkovicia ponownie udało się zamienić na gola błąd w wykonaniu Wyspiarzy. Miało to miejsce w sto dziesiątej minucie, kiedy to Michal Duris mocnym i precyzyjnym strzałem wpisał się na listę strzelców, czym dał swoim rodakom nieopisaną radość. Dzięki temu Słowacy wywalczyli już drugi z rzędu awans na mistrzostwa Europy. Piłkarska reprezentacja naszych południowych sąsiadów zmierzy się w pierwszym meczu fazy grupowej z podopiecznymi Jerzego Brzęczka. Mecz odbędzie się 14 czerwca przyszłego roku o godzinie 18:00 na Aviva Stadium.
Tuchel zaskoczył powołaniami. Po raz kolejny brakuje gwiazdora
Thomas Tuchel ogłosił powołania na Ligę Narodów. W reprezentacji Anglii po raz kolejny zabraknie gwiazdora Manchesteru City. Kogo zobaczymy w kadrze Anglików?
Reprezentacja Polski straci potencjalnego reprezentanta? Otrzymał powołanie
Julian Zakrzewski Hall był piłkarzem przymierzanym do reprezentacji Polski ze względu na swoje korzenie. Coraz bardziej prawdopodobne staje się to, że nie będzie mu dane zagrać w biało-czerwonych barwach.