GRUPA A
DrużynaPkt
FrancjaFRA10
HolandiaHOL7
SzwecjaSZW7
BułgariaBUG6
BiałoruśBIA2
LuksemburgLUK1
GRUPA B
DrużynaPkt
SzwajcariaSZW12
PortugaliaPOR9
WęgryWGR7
Wyspy OwczeWYS4
ŁotwaŁOT3
AND0
GRUPA C
DrużynaPkt
NiemcyNIE12
Irlandia PólnocnaIRP7
AzerbejdżanAZE7
CzechyCZE5
NorwegiaNOR3
San MarinoSAN0
GRUPA D
DrużynaPkt
IrlandiaIRL10
SerbiaSER8
WaliaWAL6
AustriaAUS4
GruzjaGRU2
MołdawiaMOL1
GRUPA E
DrużynaPkt
PolskaPOL10
CzarnogóraCZA7
DaniaDAN6
RumuniaRUM5
ArmeniaARM3
KazachstanKAZ2
GRUPA F
DrużynaPkt
AngliaANG10
SłoweniaSOW8
SłowacjaSŁO6
LitwaLIT5
SzkocjaSZK4
MaltaMAL0
GRUPA G
DrużynaPkt
HiszpaniaHIS10
WłochyWŁO10
IzraelIZR9
AlbaniaALB6
MacedoniaMAC0
LiechtensteinLIE0
GRUPA H
DrużynaPkt
BelgiaBEL12
GrecjaGRE10
Bośnia i HercegowinaBiH7
CyprCYP3
EstoniaEST3
GIB0
GRUPA I
DrużynaPkt
ChorwacjaCHO10
UkrainaUKR8
IslandiaISL7
TurcjaTUR5
FinlandiaFIN1
KOS1
wyniki
Artur Boruc, czyli facet, który odporność na stres dostał w prezencie - Reprezentacja Polski - Wydarzenia

Artur Boruc, czyli facet, który odporność na stres dostał w prezencie

Drukuj
Font Size Larger Font Smaller Font

Wydarzenia - Reprezentacja Polski
Sobota, 11 Marzec 2017 14:40

Kiedy tuż po finałach Euro 2016 zapytałem Adama Nawałkę, czy będzie odmładzał zestaw bramkarzy, odparł bez zastanowienia: - Nie ma potrzeby. Arturo wciąż znajduje się w świetnej sportowej formie, a poza tym to ważna postać w szatni. Jest nieoceniony we współtworzeniu team spirit. Zatem nie ma sensu zmieniać tego, co dobrze funkcjonuje. Tymczasem 1 marca Boruc ogłosił w mediach społecznościowych, że rezygnuje z gry w kadrze. Dlatego zasadne jest pytanie: z jakiego powodu?

Najświeższe doniesienia dotyczące reprezentacji Polski na PilkaNożna.pl - KLIKNIJ!

ADAM GODLEWSKI

Na pewno nie zadecydowały względy sportowe, w miniony weekend bramkarz Bournemouth został przecież zawodnikiem meczu z Manchesterem United, w którym interweniował niczym natchniony, broniąc - między innymi - rzut karny egzekwowany przez Zlatana Ibrahimovicia. Notabene - już czwarty w obecnym sezonie. Pod tym względem nie ma sobie równych w Premier League. Nic zatem dziwnego, że menedżer The Cherries Eddie Howe liczy, że Polak, mimo że obowiązujący kontrakt wygaśnie po obecnym sezonie, zostanie w zespole - co najmniej - na kolejny rok. Może zatem Boruc miał już dość roli kulturalno-oświatowego w drużynie narodowej i zadecydowały kwestie ambicjonalne? Może, tyle że takiej decyzji - i to raczej sztabu szkoleniowego, nie zaś zawodnika - spodziewano się już po tak zwanej aferze alkoholowej, do której doszło podczas zgrupowania poprzedzającego kwalifikacyjne mecze z Danią i Armenią. Artur był wówczas, obok Łukasza Teodorczyka, wymieniany w pierwszej kolejności jako negatywny bohater, choć zupełnie nie poczuwał się do winy. Zwykle zdystansowany i wyluzowany, zareagował wówczas na Twitterze w następujący sposób: 


 


Co nie zmienia faktu, że już w listopadzie znawcy przedmiotu przepowiadali, że 64 występ w reprezentacji - ze Słowenią, w spotkaniu towarzyskim, po którym gracz Bournemouth został krajowym rekordzistą wśród golkiperów w liczbie występów w kadrze - należy traktować jako pożegnanie Boruca z drużyną narodową.

- W Anglii bramkarze mają co robić - przez pełne 90 minut w każdym meczu. Kogo więc Premier League zweryfikowała pozytywnie, może czuć się spełniony. A skoro brytyjski system jeszcze Artura nie wypluł, to nie wiem, czy decyzja o rezygnacji z występów w reprezentacji nie jest przedwczesna - ocenia Jacek Kazimierski, który trenował wychowanka Pogoni Siedlce w Legii i reprezentacji Polski. - Tyle że Leo Messi też już ogłosił rezygnację z gry w kadrze Argentyny, a nadal... występuje - i to w najlepsze - w narodowych barwach. Bo do kadry zawsze można wrócić, takie decyzje nie zawsze są nieodwołalne. Z drugiej strony - Boruc widzi, że Adam Nawałka ma do dyspozycji dwóch innych bramkarzy na równie wysokim poziomie, za to sporo młodszych, więc może poczuł się już zmęczony nieustanną rolą tego trzeciego w drużynie narodowej. Zwłaszcza że gdybym miał wskazać, kto z tej trójki jest najlepszy, to... nie dałbym rady. Całe trio miałem w treningu, całe trio uważnie obserwuję od lat, więc oceniam, że każdy z nich jest naprawdę dobry, każdy trzyma poziom światowy.


W minionym tygodniu przez polskie media przetoczyła się fala niemal pomnikowych publikacji na temat Boruca. Tymczasem ten świetny golkiper, który do Celticu i Fiorentiny szedł przymierzany raczej do roli rezerwowego, ale szybko wygrywał rywalizację z wyżej - wcześniej - ocenianymi konkurentami, nigdy nawet nie zabiegał o taki wizerunek. Chciał być, i był, niegrzecznym chłopcem, w Glasgow nawet prowokatorem, cieszył się życiem i nigdy nie stronił od jego uciech. I - jeśli znacząco nie zmienił się w ostatnim czasie - byłby (wbrew ksywce Holy Goalie, tzn. święty bramkarz) zwyczajnie przeciwny hagiografii pod swoim adresem. Był bowiem typowym, a nawet rasowo nietuzinkowym zawodnikiem na tej mocno odmiennej od wszystkich innych pozycji na boisku. Czego najlepiej dowodzą głośne aferki przy okazji meczów kadry - podczas kadencji także Leo Beenhakkera (we Lwowie) i Franciszka Smudy (w USA i podczas powrotu stamtąd), a nie tylko Nawałki. Kazimierski traktuje jednak takie występki w kategoriach... normy: - Artur różnie podchodził do kariery. To znaczy luźno, a czasami... bardzo luźno. I to na pewno lepsze, niż gdyby miał być nieustannie spięty. Bo ci spięci w szczególnych przypadkach, a zwłaszcza przed ważnymi meczami, muszą zakładać pampersy, no i wcześniej się wypalają. A luzacy mogą trzymać poziom przez wiele lat. Artur nigdy nie ukrywał tego, w jaki sposób lubi się odstresować. I nie robił z tego ceregieli. Jeśli chciał zapalić papierosa, to palił papierosa. A jeśli chciał napić się drinka, to pił drinka. Jeśli mam być szczery, to nie znam żadnego kozaka, który nie szukałby wyluzowania przy szklaneczce czegoś mocniejszego. Tylko niektórzy, a nawet bardzo wielu, starają się to ukrywać. Taka jest prawda.

Artur zaistniał w świadomości rodaków podczas mistrzostw świata w Niemczech. Był wówczas bezapelacyjnie najlepszy (podobnie jak i dwa lata później podczas finałów ME 2008) w drużynie Pawła Janasa, ale zdało się to na tyle, że biało-czerwoni wrócili do domu po fazie grupowej z przyzwoitym bilansem bramkowym; zabrakło bowiem punktów wystarczających do awansu do rozgrywek pucharowych. To był jeszcze czas, kiedy Boruc nie stronił od kontaktów z dziennikarzami, i miałem okazję nawet dość często rozmawiać z reprezentacyjnym golkiperem. Na szczery wywiad byliśmy umówieni także 15 czerwca 2006 roku, dzień po przegranym meczu z Niemcami, ale jego bohater - a bronił wówczas nieprawdopodobnie - nie stawił się w umówionym miejscu. Kiedy zadzwoniłem do pokoju w ośrodku w Barsinghausen, który zajmował wraz z Michałem Żewłakowem, telefon odebrał Żewłak. - Adam, Artur dziś nie nadaje się do rozmowy. Popiliśmy z żalu, teraz musimy przywrócić się do stanu używalności. On jutro do ciebie oddzwoni, umówicie się już na spokojnie. Nie martw się, zrobi tak niezawodnie. 

Miało być niezawodnie, i było niezawodnie. AB miał tylko jedną prośbę - abym podjechał pod ośrodek samochodem i zabrał go w spokojne miejsce. Kiedy zaparkowałem pod Gilde-Sport Hotel, musiał przebijać się przez tłum kibiców i... wielbicielek. Kiedy już wsiadł do służbowego fiata croma, w który na czas finałów wyposażyła mnie redakcja „PN", rzucił mi pełną garść zwiniętych stikerów, mówiąc: - Masz, może ci się któryś przyda. 

Jak jednak mogłyby mi się przydać w sytuacji, gdy na każdej karteczce widniało wyznanie: Artur, kocham Cię, z imieniem i numerem telefonu oraz prośbą o - najlepiej intymne - spotkanie. Co najmniej połowa była pokropiona zmysłowymi perfumami i ostemplowana pocałunkiem ze szminką; polskie groupies były już wówczas przygotowane na Borucomanię; Artur - chyba jeszcze nie ogarniał pozycji jednej z ikon szeroko pojętej popkultury - a taki status w pewnym momencie uzyskał - czy choćby celebryty; to stało się nieco później, ale ewoluowało w błyskawicznym tempie.

Miejscem, w które się udaliśmy, żeby spokojnie pogadać, okazał się... bar z kebabem. Domyślam się, że golkiper wówczas Celticu z czystej przekory wybrał właśnie lokal z fast foodem, bo tuż przed Weltmeisterschaft 2006 przez jeden z tabloidów atakowany był za to, że nie dba o dietę i przez to nie trzyma wagi. Dezaprobaty dla pracy - niektórych - mediów nie krył także podczas wywiadu: - Czasami oczywiście mam do kogoś pretensje, podobnie jak wam zdarza się mieć pretensje do mnie. Gdy jednak krytyka jest merytoryczna - nie stroję fochów. Problem zaczyna się dopiero wówczas, gdy ktoś za mocno pojedzie z drużyną, w której występuję. A jedna z polskich gazet nie zachowała umiaru po porażce z Ekwadorem. Uważam, że z pracowników „Faktu" wyszły jakieś kompleksy. Odniosłem wrażenie, że najlepiej byłoby, gdybyśmy porażkę z Niemcami - podobnie jak rozbiory i kilka innych klęsk narodowych - mieli wypisaną na czołach. Dziwne i stronnicze były także - przynajmniej momentami - komentarze w Polsacie - nie ukrywał żalu. 

Znacznie ważniejsza była jednak oczywiście merytoryczna ocena meczu, który zadecydował o wczesnym wyjeździe biało-czerwonych do domu: - Przed meczem z Niemcami mogliśmy się jedynie łudzić. Cuda, i owszem, czasami się zdarzają, bo nie zawsze wygrywają faworyci, ale nie pamiętam, kiedy my ostatnio doświadczyliśmy takiego zdarzenia w ważnym spotkaniu. W Niemczech było nawet blisko, gdy w 90 minucie piłka dwa razy odbiła się od poprzeczki, pomyślałem sobie: chłopie, jakie ty masz dziś szczęście! Ta bramka jest zaczarowana i przeciwnik już nic nie wskóra. Chwilę później bajka się skończyła. Niemcy dostali to, co już wcześniej im się należało. Byliśmy gorsi pod każdym względem, dlatego nie powinniśmy się pocieszać, że przynajmniej podjęliśmy walkę. Akurat z tą nacją to już się nawalczyliśmy. Pod Grunwaldem, w czasie rozbiorów i w dwóch wojnach światowych. No, może lekko się zagalopowałem, ale wkurzyły mnie - przyznam to uczciwie - gratulacje od prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Nie można poklepywać piłkarzy po przegranych spotkaniach. Za zaangażowanie i podjęcie walki. Bo akurat zdeterminowana postawa w meczu rozgrywanym na mistrzostwach świata, i w każdym innym, jest naszym obowiązkiem - powiedział autentycznie poruszony.

Wbrew znacznie późniejszym zwyczajom Artur nie stronił od kontaktów z dziennikarzami także po niemieckich mistrzostwach. A przynajmniej nie uciekał przed tymi, którzy nie nadużyli jego zaufania. Pamiętam doskonale, że kiedy już po mundialu zostałem wydelegowany do Glasgow, na spotkanie z Maciejem Żurawskim, zorganizowane przez firmę Nike, której Maciek był wtedy ambasadorem, to nie były wiślak, tylko Boruc po meczu zaprosił mnie i Ryśka Rogalskiego, długoletniego fotoreportera „PN", do mieszkania - zaadaptowanego z więzienia - na imprezę, która potrwała do białego rana. Wpadł oczywiście i Żuraw, obecny był też ówczesny menedżer Artura, a późniejszy właściciel Zawiszy Bydgoszcz, Radosław Osuch. Każdy stawił się z dobrą butelką, więc przy rozwiązanych językach tematów nie zabrakło do świtu. Takie były czasy i ówczesne standardy, tak otwarty i naturalny nawet w relacjach z mediami był wtedy pierwszy bramkarz reprezentacji Polski...

- Miał luz, ale i miał talent. I to taki rzucający się już na pierwszy rzut oka. Kiedy przyjechał z Siedlec do Warszawy, był niczym diament, który trzeba oszlifować, a tak naprawdę wprowadzić w profesjonalny bramkarski trening, ułożyć i ukształtować - był bowiem surowy, i to nawet bardzo - ale naturalnego talentu nikt nie mógł Arturowi odmówić. Odjeżdżał wówczas podczas meczów, i musiał popracować nad koncentracją, ale kto na tej pozycji nie odjeżdża? Może ktoś taki już się urodził, ale dotąd jeszcze go nie poznałem. Pytanie nie brzmi, czy zgubisz koncentrację, ale kiedy ją zgubisz. I Artur na pewno zgubił ją w Belfaście, w przeciwnym wypadku zawodnik o tak wysokich umiejętnościach nie puściłby tak głupiej bramki w tak ważnym spotkaniu, a przecież z Irlandczykami z Północy walczyliśmy o kwalifikację na mundial. Tym bardziej że w moim odczuciu bardzo fajnie gra nogami. A już na pewno bez zarzutu. I to obiema, co wcale nie jest takie powszechne, mimo że metody szkolenia i wymagania stawiane przed bramkarzami mocno się w tym akurat elemencie warsztatu zmieniły, odkąd Boruc uczył się fachu - stwierdził Kazimierski, odnosząc się nie tylko do początków wychowanka Pogoni w profesjonalnym futbolu. O końcu reprezentacyjnej przygody Artura dodał zaś: - Odczuwałem niedosyt, że nie dostał szansy podczas rzutów karnych w meczu z Portugalią w ćwierćfinale Euro 2016. Czekałem na zmianę bramkarzy przed 120 minutą w dogrywce, liczyłem, że Artur dostanie szansę. Bo to urodzony fighter i facet, który nie tylko ma swój sposób na obronę jedenastek, ale też zawsze bardzo dobrze bronił podczas dużych imprez, dodawał od siebie coś ekstra w turniejach. Nawet jak wszedł do bramki na finały mistrzostw świata, w młodym - dla bramkarza - wieku i z niewielkim bagażem doświadczeń, to grał na najwyższym poziomie. Mentalnie był po prostu od początku gotowy na takie wyzwania. Bo odporność na stres dostał w prezencie od natury.

1 marca 2017 roku zakończył się pewien etap w piłkarskiej reprezentacji Polski, który trwał od 28 kwietnia 2004 roku. Selekcjoner Nawałka uszanował decyzję bramkarza Bournemouth, prezes PZPN Zbigniew Boniek także okazał się starannie przygotowany na reakcję po deklaracji Boruca. Do tego stopnia, że można odnieść wrażenie, że obaj zaczęli przygotowywać się znacznie wcześniej, niż... Artur przystąpił do tworzenia oświadczenia na Instagramie, ale szczegóły poznamy zapewne dopiero wówczas, gdy golkiper Bournemouth zasiądzie do spisania memuarów. Jaka przyszłość czeka teraz AB, w opinii jednego z jego wychowawców?

- Ma fajną kobietę, w ogóle fajne życie, jest zarobiony. W tym momencie już nic nie musi. Tylko jeszcze wiele może, jeśli oczywiście znajdzie w sobie motywację. Na pewno stać go jeszcze na sezon w Premier League, a w Championship to z pocałowaniem ręki, nie wygląda bowiem na zużytego - ocenia Kazimierski. - Nie wiem, czy Artur miałby interes na przykład w powrocie do Legii, to znaczy, czy zbyt wiele nie miałby do stracenia? Jeśli Boruca porównamy do Malarza, a przecież różnica wieku między nimi jest niewielka, liczona w miesiącach, to z Artura nadal jest kawał bramkarza. Ba, nie wiem, czy takie porównanie w ogóle ma sens. Tyle że Arek karierę robi dopiero na koniec kariery, w wieku 37 lat, podczas gdy Artur na topie znajduje się już od kilkunastu lat. Jeśli jednak nie jest zmęczony, to w barwach Legii jeszcze długo mógłby być najlepszy w polskiej lidze. Popatrzmy zresztą na Dusana Kuciaka, który w Hull nawet nie powąchał trawy w poważnym meczu, a po powrocie do Polski nie ma sobie równych. To niestety kiepsko świadczy o poziomie naszych rozgrywek, które taki gość jak Boruc mógłby na sportową starość potraktować niczym bułkę z masłem... 


TEKST UKAZAŁ SIĘ W OSTATNIM NUMERZE TYGODNIKA "PIŁKA NOŻNA"

Artur Boruc, czyli facet, który odporność na stres dostał w prezencie
 
Podziel się newsem

 
Wydarzenia
 
   
 
Więcej
 

W serwisie aktualnie jest: 3659 Na stronie, 20 Sezonów, 1338 Klubów, 0 Na forum, 51 Ligi polskie i zagraniczne, 16475 Zawodników, 105193 Artykułów, 8147 Rozgrywek, 177 Stadionów, 24031 Multimediów, 61770 Meczów, 0 Sędziów,

© 2007 - 2017 BY PIŁKANOŻNA TEAM

Ta witryna używa plików cookie, aby zapewnić użytkownikom maksymalny komfort przeglądania.
Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób je wykorzystujemy, kliknij więcej informacji.

Akceptuję Więcej informacji