Atalanta Bergamo Palermo Cagliari Empoli Chievo Werona Fiorentina Genoa FC Crotone Inter Mediolan Juventus Turyn Lazio Rzym Bologna AC Milan Napoli Pescara Roma Sampdoria US Sassuolo Calcio Torino Udinese

Pogodnie w Juventusie, czyli... Słońce i chmura

Drukuj Email
Font Size Larger Font Smaller Font

Wydarzenia - Ligi zagraniczne - Włochy
Wtorek, 16 Maj 2017 07:28
Stare indiańskie przysłowie mówi, że jeśli nie możesz pokonać wroga, przyłącz się do niego. A nowa juventusowa zasada brzmi: jeśli nie możesz pokonać wroga, weź go do siebie.

Najświeższe doniesienia z Serie A na PilkaNożna.pl - KLIKNIJ!

TOMASZ LIPIŃSKI

W Lidze Mistrzów Juventus przegrał na JStadium tylko raz. 10 kwietnia 2013 roku do zwycięstwa 2:0 w Turynie i zarazem półfinału Bayern Monachium poprowadził Mario Mandżukić, który raz znalazł sposób na Gianluigiego Buffona. Natomiast kiedy dwa lata temu przegrał czwarty kolejny finał Champions League, po drugiej stronie barykady w mundurze Barcelony walczył i cieszył się z wygranej Dani Alves. Teraz obaj elegancko spakowali walizkę Starej Damie i zawieźli na lotnisko na lot do Cardiff. 

Telefon od przyjaciela

W poprzedniej edycji bianconeri zatrzymali się daleko od celu. W 1/8 z marzeń odarł ich znów Bayern. Na prawym skrzydle biegali rzemieślnik Stephan Lichtsteiner i narowisty mustang Juan Cuadrado. Kolumbijczyk zwłaszcza w rewanżu nie wypadł źle, ale zaprzepaścił więcej niż stuprocentową okazję na 3:0, co prawdopodobnie pogrążyłoby mistrzów Niemiec. Po drugiej stronie było więcej taktycznej improwizacji, którą dawali Paul Pogba i Paulo Dybala. 


Wtedy Dani Alves dogrywał ósmy sezon w Barcelonie. Mandżukicia na juventusowym skrzydle nie widywało się wcale, do obrony wracał tylko przy stałych fragmentach. 13 goli w całym sezonie specjalnie nikogo nie przekonało, że 19 milionów euro to był udany interes. A tu już trzydziestka przyginała kark Chorwata. W czerwcu 2016 roku wydawało się, że Juventus ma ostatnią szansę, żeby na nim przynajmniej wiele nie stracić. 

Takie dywagacje toczyły się po cichu i bez specjalnych emocji, bo prawdę mówiąc, mało kto się nim przejmował. A to dlatego, że właśnie na turyńską scenę wkraczał Gonzalo Higuain. Takie już przeklęte szczęście nigdy nie dość dobrego Chorwata, że zawsze znajdował się ktoś lepszy: Edin Dżeko w Wolfsburgu, Robert Lewandowski w Bayernie i wreszcie Argentyńczyk w Juventusie. Także on rozumiał, że przed 90 milionami euro musi nisko się pokłonić i rozejrzeć się za nowym miejscem. Był w Niemczech, Hiszpanii i we Włoszech, zatem Anglia mogła okazać się słusznym kierunkiem. 

Klubowa legenda głosi, że jeszcze w trakcie finalizowania transferu Higuaina Massimiliano Allegri wziął telefon, odnalazł w kontaktach nazwisko na M i stuknął w zieloną słuchawkę na ekranie. - Ciao, Mario, jak się masz - zagaił. - Dzień dobry, trenerze, w porządku - usłyszał grzecznościową formułkę. - Kupujemy Higuaina, to wiesz, ale pewnie nie wiesz, że to niewiele zmienia w twoim przypadku. Oczywiście decyzja będzie należała do ciebie, ale chcę, żebyś został. Będziesz potrzebny i jeśli mi zaufasz, to myślę, że nie pożałujesz - wygłosił tyradę Allegri. - Dziękuję, trenerze, zastanowię się nad tym, co usłyszałem. Na razie mogę powiedzieć, że widzimy się jutro na treningu - na chłodno przyjął obietnicę Chorwat.

(...)


CAŁY TEKST MOŻNA ZNALEŹĆ W NOWYM (20/2017) NUMERZE TYGODNIKA "PIŁKA NOŻNA"



Pogodnie w Juventusie, czyli... Słońce i chmura
 
Podziel się newsem

 
Wyniki
 
 
37 kolejka
 
  Więcej  
 
Tabela
 
 
37 kolejka
 
  Więcej  
 
Strzelcy
 
 
37 kolejka
 
  Więcej  
 
Wydarzenia
 
   
 
Więcej
 

W serwisie aktualnie jest: 3659 Na stronie, 20 Sezonów, 1338 Klubów, 0 Na forum, 51 Ligi polskie i zagraniczne, 16475 Zawodników, 105193 Artykułów, 8147 Rozgrywek, 177 Stadionów, 24031 Multimediów, 61770 Meczów, 0 Sędziów,

© 2007 - 2017 BY PIŁKANOŻNA TEAM

Ta witryna używa plików cookie, aby zapewnić użytkownikom maksymalny komfort przeglądania.
Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób je wykorzystujemy, kliknij więcej informacji.

Akceptuję Więcej informacji