Bayern Monachium Bayer Leverkusen Borussia Dortmund Borussia Mönchengladbach VfL Wolfsburg FC Schalke 04 Mainz Hertha BSC Berlin SC Freiburg FC Augsburg Hamburger SV Werder Brema RB Leipzig TSG 1899 Hoffenheim Eintracht Frankfurt VfB Stuttgart FC Koeln Hannover 96

Liga na VARiackich papierach

Drukuj Email
Font Size Larger Font Smaller Font

Wydarzenia - Ligi zagraniczne - Niemcy
Piątek, 08 Wrzesień 2017 16:06

Miała być wielka rewolucja. Futbol w Niemczech miał przybrać oblicze sprawiedliwej Temidy. Miało być szybko, sprawnie i konkretnie. Bez żadnych niedomówień i niejasności. Przez dobry rok szkolono w Kolonii niemieckich sędziów po to, by umieli sobie poradzić z oceną zdarzenia z perspektywy studyjnego telewizorka. W fazie testów wszystko przebiegało bez najmniejszych komplikacji. Niestety, nawet najstaranniej przygotowana próba generalna nie odda w żaden sposób warunków bojowych.

Najświeższe doniesienia z Bundesligi na PilkaNożna.pl - KLIKNIJ!

TOMASZ URBAN

Video Assistant Referee, czyli VAR. Skrót, który w języku polskim daje wiele możliwości, by jednym zdaniem oddać to, co dzieje się na europejskich boiskach po jego wprowadzeniu. VAR miał w założeniu ucinać dyskusję, tymczasem można odnieść wrażenie, że nie tylko jej nie uciął, co wręcz spotęgował. A zaczęło się znakomicie. 

Podczas meczu Bayernu z Bayerem, rozpoczynającego bieżący sezon, arbiter siedzący przed monitorem w Kolonii wyłapał faul Charlesa Aranguiza w polu karnym na Robercie Lewandowskim, co z kolei umknęło oczom prowadzącego spotkanie Tobiasa Stielera. Potem jeszcze kolońskie Houston wyłapało minimalnego spalonego w meczu Freiburga z Eintrachtem, co kosztowało gospodarzy gola. Ale im dalej w las, tym było coraz gorzej. W meczach Hoffenheim - Werder i Hertha - Stuttgart VAR zadziałał dopiero w drugich połowach, a w starciu Hamburga z Augsburgiem nie zadziałał wcale, przez co goście nie otrzymali ewidentnego rzutu karnego za faul Junga na Finnbogasonie. Podobnie było w Moguncji, gdzie gospodarzom nie przyznano oczywistej jedenastki za faul Philippa Tschaunera na Yoshinorim Muto w potyczce z Hannoverem. Dodatkowo, na kilku innych obiektach, nie działała linia wyznaczająca pozycję spaloną. 

Pierwsze koty za płoty, chciałoby się powiedzieć, ale sprawa okazała się na tyle poważna, że nie zamieciono jej pod dywan. W tygodniu poprzedzającym drugą kolejkę przeprowadzono kolejny test. Bibiana Steinhaus poprowadziła jeden z meczów juniorów w towarzystwie sędziego telewizyjnego, ale także w tym przypadku problemy techniczne okazały się nie do przezwyciężenia. 

Na początku był chaos...

Okazało się jednak, że pierwsza kolejka była jedynie zwiastunem tego, co działo się w następnej. Władze ligi postanowiły, by na żadnym stadionie nie korzystać z wideoweryfikacji pozycji spalonej, no bo albo działa ona wszędzie, albo nie powinna działać nigdzie. Ale wcale nie spalone stanowiły największy problem, choć kilka sytuacji rozbiło się też o nie. Najbardziej problemowa okazała się kwestia interpretacji danego zdarzenia przez sędziów, a także niezbyt precyzyjne określenie sytuacji, w których VAR może dojść do głosu. I to na tym tle dochodziło do największych nieporozumień.

Trzeba też dopowiedzieć, że VAR na boiskach Bundesligi działa nieco inaczej niż w Polsce. U nas odpowiedzialność za decyzje nadal spoczywa na barkach sędziego głównego, który podbiega do monitora usytuowanego przy linii bocznej i na własne oczy ocenia kontrowersyjną sytuację. W Niemczech sędziowie także mają taką możliwość, ale na razie chyba żaden z niej nie skorzystał. - Każdy wie, co ma robić, i mamy do siebie zaufanie - stwierdził w wywiadzie dla „Westdeutsche Zeitung" sędzia Sascha Stegemann, zagadnięty o tę kwestię. A może tu wcale nie o zaufanie chodzi? Może to celowe działanie arbitrów boiskowych? Może robią to celowo, by zrzucić odpowiedzialność na barki arbitra oglądającego dany mecz ze studia w Kolonii? 

Dyskusyjny jest też przepis mówiący o tym, że VAR może zainterweniować dopiero wtedy, gdy widzi, że arbiter główny meczu popełnił jakiś rażący błąd. Dyskusyjny i nieżyciowy, bo w obu dotychczasowych kolejkach sędziowie boiskowi - przed podjęciem wiążącej decyzji - i tak wielokrotnie konsultowali swoje decyzje z VAR. Sędzia telewizyjny nie może natomiast sam z siebie wkroczyć do akcji, jeśli sytuacja pozostawia jakiekolwiek pole do interpretacji. A takich zdarzeń w piłce nożnej absolutnie nie brakuje, ba, jest ich zdecydowanie więcej niż sytuacji zero-jedynkowych. 

Nowa rzeczywistość, stare problemy

Sinsheim. Mecz TSG Hoffenheim z Bayerem Leverkusen. Mimo przygniatającej wręcz momentami przewagi Bayeru kończy się wynikiem 2:2. Raz VAR zadziałał prawidłowo. W pierwszej połowie Sandro Wagner padł jak rażony gromem w polu karnym gospodarzy, ale po konsultacjach arbitrów słusznie uznano, że o przewinieniu nie ma mowy. Masę kontrowersji wzbudziła natomiast sytuacja, po której goście ustalili wynik meczu. Mknący w kontrze w kierunku bramki Mark Uth, być może niechcący, ale jednak podstawił nogę biegnącemu obok niego Benjaminowi Heinrichsowi, przez co obrońca Leverkusen przewrócił się, a Uth wyszedł na czystą pozycję. 

Rudi Voeller po meczu o mało nie eksplodował: - Przecież to był oczywisty faul! Ci w Kolonii, przed monitorem, musieli chyba zasnąć. Na cholerę nam ta cała wideoweryfikacja, jeśli nie wyłapuje takich rzeczy? - irytował się w otoczeniu dziennikarzy. 

- Przecież Heinrichs sam się nie przewrócił. To nie ten typ piłkarza. Skoro jest już wideoweryfikacja, to powinno się taką sytuację dokładnie obejrzeć - wtórował mu trener Heiko Herrlich. Zupełnie inny pogląd na sprawę miał natomiast Julian Nagelsmann, który stwierdził jedynie, że wszystko odbyło się zgodnie z przepisami, przecież Heinrichs wcale nie musiał się w tej sytuacji przewracać, mógł swobodnie biec dalej...


Brema. W 41 minucie kompletnie niezainteresowany piłką Jerome Gondorf dość pokracznie próbował przestawić biodrem w polu karnym Lewandowskiego, wbijając mu się w plecy. Sędzia główny po konsultacji z VAR nakazał grać dalej, mimo iż powtórki telewizyjne jasno pokazały, że Bayernowi należał się w tej sytuacji rzut karny. - Gdzie był VAR w tym momencie? Przecież to jednoznaczny karny! - napisał na Twitterze Maik Barthel, jeden z agentów Lewego. Kontrowersje wzbudziła też pierwsza bramka naszego internacjonała. Sytuacja była stykowa i były wątpliwości, czy RL9 nie znajdował się na pozycji spalonej. Ale ponieważ linia spalonego nie funkcjonowała, to trzeba było zaufać sokolemu oku asystenta.

Wreszcie Stuttgart i mecz VfB z FSV Mainz. Najpierw Marcin Kamiński spowodował we własnym polu karnym upadek Robina Quaisona. Karny? Wydaje się, że tak, bo gracz z Moguncji, mijając naszego reprezentanta, został przez niego wytrącony z biegu. Zdjęcia pokazywane w „Bildzie" także nie pozostawiały wątpliwości, że nastąpił kontakt między zawodnikami. Była to jednak sytuacja z gatunku takich, w których wiele zależy od interpretacji sędziego. Niektórzy dadzą karnego, inni uznają, że było to przypadkowe zagranie. Konsultacje z VAR też nie przyniosły efektu, bo sędzia siedzący za monitorem nawet na podstawie powtórek nie był w 100 procentach przekonany co do przewinienia Kamyka. Główny nakazał zatem grać dalej. 

Jeszcze więcej emocji wzbudziła jednak sytuacja z 79 minuty, kiedy to Giulio Donati i Rene Adler do spółki przewrócili w polu karnym Simona Terodde. Przewrócili go jednak tak, że nawet na podstawie powtórek nie sposób w 100 procentach ocenić, czy kwalifikowało się to do podyktowania rzutu karnego, czy jednak nie. Sędzia główny Benjamin Brand zbaraniał. Dopiero po konsultacjach z VAR stwierdził, że należy się rzut karny, za co został... skrytykowany przez Markusa Merka, oceniającego pracę sędziów dla Sky. Bo VAR w teorii może interweniować tylko wtedy, gdy sędzia popełni ewidentny błąd, a nie wtedy, gdy nie jest pewny swej decyzji, w związku z czym w tej sytuacji decyzja należała tylko do arbitra głównego. 

Idealnym podsumowaniem tego zamieszania niech będą słowa Adlera: - Denerwuje mnie ten cały VAR. Właściwie to nie rozumiem, kiedy on może interweniować, a kiedy nie. Mieliśmy co prawda szkolenie w tym względzie, ale tak naprawdę nikt tego nie zrozumiał - powiedział bramkarz Mainz w wywiadzie dla ZDF. Trzeba coś dodawać w tym względzie?

Potrzeba czasu

Dodajmy do tego jeszcze sprawę z teatralnym padem Kyriakosa Papadopoulosa w meczu Hamburga z Kolonią, za który Grek słusznie otrzymał od arbitra głównego żółtą kartkę. Problem w tym, że w myśl obowiązujących w Bundeslidze reguł nie miał on prawa w tej sytuacji użyć VAR, ponieważ nie podlegała ona żadnemu z czterech podstawowych kryteriów usprawiedliwiających zastosowanie telewizyjnej powtórki. Grę aktorską Papy musiał wychwycić albo sędzia główny, albo któryś z jego asystentów.

Na to wszystko nakłada się jeszcze specyficzna interpretacja zagrań piłki ręką. Niemcy bardzo liberalnie podchodzą do tego zagadnienia i rzuty karne przyznają tylko wtedy, gdy sędzia uzna, że intencją obrońcy rzeczywiście było dotknięcie piłki górną kończyną. Jeśli piłka odbija się od innej części ciała, a potem trafia zawodnika broniącego w rękę, to nawet jeśli trzyma on ją nad głową czy w nienaturalnym położeniu, nie ma mowy o świadomym zagraniu. Taką sytuację obserwowaliśmy w meczu Hannoveru z Schalke, kiedy to Salif Sane, wykonując wślizg, trzymał ręce rozłożone nad głową. Sędzia główny nie interweniował, a VAR nie prostował ewentualnego błędu. Podobnie było w Augsburgu, gdzie Janik Vestergaard w zupełnie nienaturalnej pozie, odwracając głowę od piłki, wyprostowanymi rękoma zablokował uderzenie jednego z piłkarzy Augsburga. - Dlaczego sędzia VAR nie interweniował? Przecież to był karny na 1000 procent! - irytował się po meczu szkoleniowiec Augsburga Manuel Baum. Jego zdenerwowanie było tym większe, że zamiast rzutu karnego i możliwego prowadzenia 2:0 rywale po tej sytuacji wyprowadzili kontrę, która zakończyła się strzeleniem gola na 1:1. Ale kwestia interpretacji zagrań piłki ręką to w Niemczech temat rzeka. Można odnieść wrażenie, że tylko sędziowie wiedzą, kiedy podyktować rzut karny, a kiedy nie. A może i nie wiedzą?

Reasumując - mimo półtorarocznych przygotowań, mimo wszelakich testów i prób, system nie działa jak powinien, a Hellmut Krug - jego koordynator i człowiek, który nadzorował pracę nad przygotowaniami tej innowacji w Bundeslidze i z pompą wprowadzał - stwierdził wprost, że być może trzeba będzie z niego całkowicie zrezygnować: - Nie może się to powtarzać tydzień w tydzień. Nie możemy tego robić sędziom. Jeśli nadal będzie to tak źle funkcjonować, trzeba będzie się poważnie zastanowić nad sensem funkcjonowania tego systemu - skonstatował zrezygnowany już po pierwszej kolejce. Nie jest to jedyna krytyczna ocena. 

Kevin Kuranyi zwrócił też na przykład uwagę na to, że VAR zmienia optykę piłkarzy i widzów, bo trudno im się dziś w pełni cieszyć po zdobytej bramce, dopóki sędzia nie nakaże wznowienia gry od środka. Są też jednak i tacy jak choćby Dieter Hecking, którzy zachowują w tym całym szaleństwie zdrowy rozsądek. - Jeśli po 100 dniach nadal będziemy widzieć, że system nie działa, to wówczas będzie można go zlikwidować. Myślę jednak, że do tego czasu wszelkie problemy zostaną usunięte i doczekamy się sprawiedliwości, na którą tak wszyscy czekamy - stwierdził trener Borussii Moenchengladbach. 

I nie sposób nie przyznać mu racji. VAR początki ma trudne, ale czas będzie pracował na jego korzyść. Tylko trzeba go poznać, zrozumieć i oswoić się z nim. I nakreślić klarowne i zrozumiałe dla wszystkich zasady korzystania z niego. Bo na razie Niemcy nie do końca potrafią się odnaleźć w nowej piłkarskiej rzeczywistości. 



TEKST UKAZAŁ SIĘ W OSTATNIM  (36/2017) NUMERZE TYGODNIKA "PIŁKA NOŻNA"

Liga na VARiackich papierach
 
Podziel się newsem

 
Wyniki
 
 
6 kolejka
 
  Więcej  
 
Tabela
 
 
6 kolejka
 
  Więcej  
 
Strzelcy
 
 
6 kolejka
 
  Więcej  
 
Wydarzenia
 
   
 
Więcej
 

W serwisie aktualnie jest: 3659 Na stronie, 20 Sezonów, 1338 Klubów, 0 Na forum, 51 Ligi polskie i zagraniczne, 16475 Zawodników, 105193 Artykułów, 8147 Rozgrywek, 177 Stadionów, 24031 Multimediów, 61770 Meczów, 0 Sędziów,

© 2007 - 2017 BY PIŁKANOŻNA TEAM

Ta witryna używa plików cookie, aby zapewnić użytkownikom maksymalny komfort przeglądania.
Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób je wykorzystujemy, kliknij więcej informacji.

Akceptuję Więcej informacji