Cracovia Arka Gdynia Sportowa Spółka Akcyjna Jagiellonia Białystok Korona Kielce Lech Poznań Lechia Gdańsk Legia Warszawa Piast Gliwice Wisła Płock Pogoń Szczecin Ruch Chorzów Wrocławski Klub Sportowy Śląsk Wrocław Górnik Łęczna Wisła Kraków Termalica Nieciecza Zagłębie Lubin

Odjidja-Ofoe dla PN: Nie tłumaczyłem się z podziwu dla Zizou

Drukuj Email
Font Size Larger Font Smaller Font

Wydarzenia - Ekstraklasa
Niedziela, 19 Marzec 2017 14:05
Zaczął źle. Miał łatkę najlepiej zarabiającego zawodnika ekstraklasy, więc tematem szydery w środowisku stała się jego nadwaga. Po kilku tygodniach Vadis Odjidja-Ofoe wyrósł jednak na czołowego piłkarza ligi, a zdaniem wielu najlepszego od lat, a może i w historii, obcokrajowca.

Najświeższe doniesienia z Ekstraklasy na PilkaNożna.pl - KLIKNIJ!

ROZMAWIAŁ MICHAŁ CZECHOWICZ

- Należysz do pierwszego pokolenia piłkarzy wyrosłego po reformie belgijskiego systemu szkolenia, który w Polsce dla wielu uchodzi za wzór. Dlaczego jest tak wyjątkowy?
- Wychowuje wielu piłkarzy z dużymi umiejętnościami trafiających potem do bardzo dobrych klubów, a reprezentacja Belgii osiąga coraz lepsze wyniki - wylicza pomocnik Legii (na zdjęciu). - Te elementy muszą iść w parze, kiedy oceniamy skuteczność całego systemu. Efekty widać od około dziesięciu lat. Prace zaczęto od przestawienia torów funkcjonowania piłki nożnej w Belgii na szkolenie młodzieży. Uznano, że to element brakujący do sukcesu, nad którym trzeba popracować - od umiejętności czysto piłkarskich do przygotowania psychologicznego. Oglądając mecze drużyn młodzieżowych w Belgii, widzisz wiele talentów rywalizujących na boisku i w tle walkę klubów, które ciągle chcą się rozwijać, inwestując w infrastrukturę, szkolenie, a także trenerów. Po osiągnięciu pierwszych sukcesów zaczęto zastanawiać się, jakie kroki powinny być następne, żeby system był jeszcze lepszy.

- W listopadzie 2007 roku reprezentacja Polski wygrała 2:0 z Belgią, zapewniając sobie awans do finałów Euro 2008. Wtedy twoja reprezentacja znajdowała się w kryzysie, a początkiem lepszych czasów był udział drużyny młodzieżowej w igrzyskach olimpijskich w Pekinie w 2008 roku. Byłeś w tym zespole obok Vincenta Kompany'ego, Marouane'a Fellainiego, Kevina Mirallasa czy Mousy Dembele.
- Wiedzieliśmy, że mamy solidny zespół i dobrych zawodników. Odnieśliśmy sukces, chociaż na czwarte miejsce zawsze patrzy się z niedosytem. W ogólnym rozrachunku rozegraliśmy jednak bardzo dobry turniej, osiągając największy od lat sukces belgijskiego futbolu. Zwróciliśmy uwagę kibiców, którzy dostrzegli w nas nową nadzieję na zwycięstwa i na sukcesy w przyszłości. Na przykład w ćwierćfinale wygraliśmy wtedy z Włochami. Od kilku lat pierwsza reprezentacja Belgii walczy z każdym zespołem na świecie jak równy z równym, ale wtedy to była niespodzianka.

- W belgijskim systemie każdy z klubów miał w 80 procentach stosować się do wytycznych federacji, a swoim know-how zapełnić pozostałe 20 procent zajęć. To wystarczy, żeby odróżnić wychowanka Anderlechtu Bruksela od na przykład Standardu Liege?
- Rozpoczęcie szkolenia z tego samego pułapu gwarantuje wszystkim dobry start. Efekty widać między innymi w reprezentacji, gdzie piłkarzom łatwiej zgrać się i zrozumieć na boisku. Moim zdaniem w futbolu wyróżnikiem jest kreatywność, wnoszenie własnego pomysłu do gry, i to zostało mi wpojone w Anderlechcie. Dlatego te 20 procent, mimo że wygląda skromnie, jest bardzo ważne. Trenerzy mogą skupić się na wycinku pracy i lepiej reagować na to, czego potrzebują zawodnicy na danym etapie. Przez lata w akademii odbyłem mnóstwo zajęć prowadzonych przez byłych piłkarzy lub doświadczonych szkoleniowców w grupie maksymalnie czterech, pięciu osób. Wtedy pracowaliśmy nad detalami. Na każdego z nas patrzono indywidualnie i zastanawiano się: czego potrzebuje, żeby być jeszcze lepszym?

- Na przykład?
- Codziennie po szkole mieliśmy dodatkowe zajęcia z jednej specjalności: przyjęcie piłki, strzały, woleje, gra lewą nogą. I tak przez trzy tygodnie.

- Tylko uderzenia z woleja przez trzy tygodnie?
- Dokładnie. Dodatkowo ćwiczyliśmy na ściance z narysowanymi numerami. Na hasło trenera trzeba było trafić w punkt. Z czasem druga drużyna została zamieniona w zespół najzdolniejszych zawodników z całej akademii w wieku od 16 do 19 lat. Młodsi mogli uczyć się od starszych, a ci z kolei cały czas czuli konkurencję. Dzięki temu doświadczeniu łatwiej było mi wejść do dorosłego futbolu.


- Kreatywnością - o której wspominałeś - zaimponowałeś, kiedy już zaaklimatyzowałeś się w Legii. W Polsce mamy z tym problem.
- Piłka nożna polega na prostej zasadzie: od początku trzeba ciężko pracować. Kiedy czujesz się z piłką swobodnie, to nie przeszkadza ci przy nodze, wiesz, jak się zachować, i gotowe rozwiązania same pojawiają się w głowie. Im więcej meczów rozegrasz, zdobędziesz doświadczenie, to masz ich coraz więcej. Kiedy w czwartym kolejnym spotkaniu chcesz powtórzyć ten sam numer, wiesz, że już nikt się na niego nie nabierze. Ja kocham oglądać piłkę nożną. W każdym wydaniu. Obojętnie, czy to Champions League, rozgrywki kobiet albo ligi młodzieżowe. Kiedy jestem zmęczony i chcę odpocząć, oglądam piłkę lub czytam książki.

- A jak jest z kreatywnością w naszej ekstraklasie?
- Liga jest fizyczna. Co nie znaczy, że nie ma w niej kreatywnych piłkarzy, bo tacy są. Najłatwiej będzie mi mówić na przykładzie Legii. W zespole jest wielu młodych, utalentowanych zawodników robiących na boisku różnicę. Muszą tylko dalej pracować i nabierać doświadczenia. W akademii po pierwsze mówią ci: nie kiwaj, podawaj. A ja lubię, kiedy młodzi piłkarze idą czasem pod prąd, próbując wejść w drybling albo zrobić na boisku to, co podpowiada im w tym momencie głowa. Może nie uda się za każdym razem, ale jeśli powiedzie się dwa na pięć razy, będzie super. Każdy powinien mieć pewną dowolność w działaniu. To sprzyja rozwijaniu się talentu.

- Podobnie jak odpowiednie wzorce. Takim, jakim na przykład ty jesteś dla Sebastiana Szymańskiego.
- To jest właśnie ten typ zawodnika mogącego na boisku z czasem robić różnicę. To także typ zawodnika, którego bardzo lubię oglądać w grze. Nie jest duży i silny, a zawsze znajdzie sposób, żeby się przedrzeć. Ma cudowną lewą nogę. 

- Twoim idolem w młodości był Zinedine Zidane.
- Do dziś nim jest. Uwielbiałem oglądać go na boisku.

- Rozmawiałeś z nim przy okazji meczów z Realem Madryt w Lidze Mistrzów?
- Byłoby dziwnie, gdybym przed spotkaniem podszedł i powiedział, że jest moim idolem, od kiedy pamiętam.

- Po golu strzelonym Królewskim przy Łazienkowskiej już niekoniecznie.
- Kiedy byliśmy w Madrycie dzień przed meczem, tuż przed oficjalnym treningiem zobaczyłem Zidane'a i poprosiłem o wspólne zdjęcie. Byłem bardzo szczęśliwy, ale nie tłumaczyłem się z podziwu dla niego.

- A kiedy sam byłeś zawodnikiem akademii, jak ważną postacią był dla ciebie obecny dyrektor sportowy Legii, a kiedyś przez wiele lat piłkarz Anderlechtu - Michał Żewłakow?
- Nie będę koloryzował, że był moim idolem. Grał w obronie, przez co nie zwracałem na niego aż takiej uwagi jak na zawodników ofensywnych, bliższych mi przez pozycję na boisku. Pamiętam jednak Michała bardzo dobrze i nie byłbym w stanie wskazać osoby, która go nie lubiła. W Anderlechcie od bardzo młodego wieku mieliśmy do czynienia z pierwszym zespołem. W Brukseli mieszkałem w internacie i wieczorami często zabierano nas na ich mecze jako chłopców do podawania piłek. Zza linii obejrzałem wiele meczów Champions League, zaliczyłem zwycięstwa nad Manchesterem United i Realem Madryt. Pamiętam, że kiedy Królewskim drugiego gola strzelił Bart Goor, ciesząc się, podbiegł do narożnika, w którym stałem, i przybił mi piątkę. Było mnie nawet widać w telewizji. 

- Bez Żewłakowa nie byłoby cię w Legii. Drugą najważniejszą postacią przy transferze był były trener belgijskiego klubu Besnik Hasi, uważany w tym sezonie przez wielu kibiców Legii za wroga numer jeden. Z drugiej strony to Albańczyk wprowadził drużynę do fazy grupowej Ligi Mistrzów i dobrze przygotował fizycznie do rozgrywek, czego dowód widzieliśmy w końcówce rundy jesiennej.
- Taki jest futbol. Nikt nie odbierze mu, że jest szkoleniowcem, który po 21 latach awansował z Legią do Ligi Mistrzów. Wszyscy zgodzą się, że to był nasz cel bez względu na koszty. We wtorek graliśmy z Dundalk, potem w weekend z Arką Gdynia i przegraliśmy. Zdecydowana większość składu była inna, przecież wszystko było podporządkowane awansowi. Ostatnio składem bliskim najlepszemu przegraliśmy u siebie z Ruchem Chorzów. Zgadzam się, że te porażki nie miały prawa się zdarzyć, tylko że w futbolu w trakcie meczu... wszystko może się zdarzyć! Tak jak ostatnio w Barcelonie. Hasiemu było ciężko: mimo że zrobił coś wielkiego, to musiał odejść.

- Po zmianie trenera na Jacka Magierę na początku usiadłeś na ławce rezerwowych.
- Nowy szef, nowe zasady. Nie znał mnie. Powiedziałem sobie: OK, ale to nie były najłatwiejsze dwa tygodnie w moim życiu. Miałem jednak pewność, że wszystko ułoży się po mojej myśli, bo byłem już w klubie od dwóch miesięcy i wiedziałem, że Legia potrafi świetnie grać w piłkę. Nie straciłem wiary w siebie i umiejętności, powtarzałem sobie, że muszę pracować jeszcze ciężej. A kiedy dostałem szansę zaczęliśmy wygrywać mecze.

- Z twoim CV i zainteresowaniem ze strony AS Monaco oraz New York FC w zimowym oknie transferowym trudno wytłumaczyć, że możesz traktować Legię jako miejsce na dłużej w swojej karierze...
- Legia to wielki klub, największy i najlepszy w Polsce. A ja chcę być wśród najlepszych. Kiedy grałem w Anglii i awansowaliśmy z Norwich do Premier League, cały czas byliśmy w dole tabeli, walcząc o utrzymanie. To inna piłka nożna. Grając o mistrzostwo, reprezentując tak dużą markę, moje nastawienie do futbolu jest zupełnie inne. Tak, widzę się w Legii na dłuższy czas, co nie znaczy, że jutro podpiszę kontrakt na 10 lat. Zobaczymy, co się wydarzy w przyszłości. Opcja zmiany musiałaby być bardzo atrakcyjna dla mnie i dla klubu. Na pewno jestem w Warszawie i w Legii szczęśliwy.

- Wracając do Norwich City i Premier League - dla zdecydowanej większości piłkarzy na świecie to spełnienie marzeń.
- Tak było też w moim przypadku, dlatego jestem szczęśliwy, że mi się udało. Oczywiście, mogłem rozegrać w Anglii więcej meczów i osiągnąć większe sukcesy. Jednak przez to, że byłem na tym poziomie, chcę osiągnąć jeszcze więcej i więcej.

- Czym najbardziej zaskoczyła cię angielska ekstraklasa?
- Organizacją. Wszystko jest zapięte na ostatni guzik i na najwyższym poziomie profesjonalizmu. Dzięki temu czujesz się częścią wielkiego świata. Przed sezonem jednym z najważniejszych zadań jest nagranie pozdrowień po chińsku i japońsku, wzięcie udziału w specjalnych sesjach wideo i foto. Wizytujesz piękne stadiony i otoczka jest cudowna. Inna sprawa to kibice, którzy wierzą w swój zespół i mocno przeżywają mecze. Na boisku na początku to szokuje: na każdym stadionie głupi faul jest przeżywany na trybunach jak sprawa życia i śmierci. 

- Twoja kariera kilka razy mocno wyhamowała. Pierwszy raz w Hamburgu, potem w Norwich. Mówiłeś o przygotowaniu mentalnym jako części szkolenia młodzieży w Belgii. Dzięki temu byłeś lepiej przygotowany na trudne momenty?
- Nie jesteś w stanie na to się przygotować. Zostajesz piłkarzem, bo kochasz futbol, więc kiedy nie możesz grać, jest ci jeszcze trudniej. Bez rodziny i przyjaciół nie przetrwałbym ciężkich chwil. Futbol to ważna część mojego życia, ale nie najważniejsza. Kiedy taka sytuacja ma miejsce, dobrze spojrzeć na nią z perspektywy. Najważniejsze jest zdrowie twoje i rodziny. Uwielbiam spędzać czas z bliskimi, w ogóle jestem rodzinnym typem. Mam dwie małe siostry, za którymi bardzo tęsknię. Niedługo mają w szkole kilka dni wolnego i nareszcie przylecą do Warszawy na dłużej.

- Jaką książkę ostatnio przeczytałeś?
- Z tematyki piłkarskiej „Ja, Zlatan". Ale sięgam głównie po inną tematykę, najbardziej lubię literaturę faktu i biografie.

- Które biografie wywarły na tobie największe wrażenie?
- Andre Agassiego była świetna. Jedną z pierwszych była naprawdę gruba o Davidzie Beckhamie. Na temat Leo Messiego znam wszystkie. W kolejce czeka teraz książka o Johanie Cruyffie.

- Znalazłem informację, że jesteś właścicielem chińskiej restauracji w Belgii.
- Mój jest budynek i restauracja, ale prowadzi ją mój znajomy. To sposób okazania wdzięczności za pomoc i wsparcie, jakich mi kiedyś udzielił

 

fot. Łukasz Skwiot

 


WYWIAD ZOSTAŁ PRZEPROWADZONY 9 MARCA 2017.  I UKAZAŁ SIĘ 
W OSTATNIM (11/2017) NUMERZE TYGODNIKA "PIŁKA NOŻNA"

 

Odjidja-Ofoe dla PN: Nie tłumaczyłem się z podziwu dla Zizou
 
Podziel się newsem

 
Wyniki
 
 
26 kolejka
 
  Więcej  
 
Tabela
 
 
26 kolejka
 
  Więcej  
 
Strzelcy
 
 
26 kolejka
 
  Więcej  
 
Wydarzenia
 
   
 
Więcej
 

W serwisie aktualnie jest: 3659 Na stronie, 20 Sezonów, 1338 Klubów, 0 Na forum, 51 Ligi polskie i zagraniczne, 16475 Zawodników, 105193 Artykułów, 8147 Rozgrywek, 177 Stadionów, 24031 Multimediów, 61770 Meczów, 0 Sędziów,

© 2007 - 2017 BY PIŁKANOŻNA TEAM

Ta witryna używa plików cookie, aby zapewnić użytkownikom maksymalny komfort przeglądania.
Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób je wykorzystujemy, kliknij więcej informacji.

Akceptuję Więcej informacji