|
Przemysław Pawlak -
Spod palca
|
|
Środa, 01 Luty 2012 13:33 |
Ostatnie dni okna transferowego w końcu przyniosły trochę emocji. Co prawda transakcji między polskimi klubami jak na lekarstwo, w sumie jednak sporo się działo.
Najważniejszym wydarzeniem z pewnością był wyjazd do Niemiec Ariela Borysiuka. Legia Warszawa na sprzedaży młodego pomocnika zarobi około 2 miliony euro. W polskich realiach więc bardzo przyzwoicie. Pytanie jednak, co z tymi pieniędzmi stanie się dalej. Czy klub z Łazienkowskiej przeznaczy kasę na przejedzenie, czy może jednak poczynione zostaną konkretne inwestycje, czyli sprowadzeni zostaną nowi zawodnicy? Na razie Legia na rynku transferowym jest wyjątkowo bierna, z zewnątrz do drużyny dołączył tylko Albert Bruce, a poza tym tylko przymiarki. Oczywiście, to znakomicie, że klub pozbył się kilku piłkarzy kompletnie nienadających się do grania na poziomie nawet naszej ekstraklasy, ale jeśli przy Łazienkowskiej poważnie myślą o wyeliminowaniu Sportingu Lizbona (już za późno na zgłaszanie nowych zawodników do Ligi Europy), a przede wszystkim mistrzostwie Polski, muszą dokonać przynajmniej jednego wzmocnienia. I powinien to być piłkarz od razu do wyjściowego składu, ktoś, kto stanie się z miejsca ważną postacią drużyny. Ktoś być może nawet za milion euro, w końcu Legia tę kasę dostanie, nawet większą, więc żadne tłumaczenia prezesów i dyrektora sportowego Marka Jóźwiaka nie pomogą. Najłatwiej potem wywalić trenera i za powód podać brak mistrzostwa Polski, swojej winy w tym nie dostrzegając. Legia jeszcze nie przegrała walki o mistrzostwo Polski, a już wiadomo, kto będzie winny, jeśli faktycznie przegra, bo tak jest skonstruowany kontrakt Macieja Skorży. Reszta jak zwykle schowa się w gabinetach i umyje rączki. Tylko czy to jest droga do sukcesu? I w ogóle czyjego?
|
Komentarz dotyczy artykułu, do którego jest dodany.
Wstawiamy nie więcej niż jeden komentarz na 2 min.
W komentarzach nie wolno stosować treści reklamowych.