Zimne PiWo w warszawskiej Victorii

Drukuj Email
Font Size Larger Font Smaller Font
Wtorek, 27 Maj 2014 22:48

Sporą część minionego wtorku spędziłem w najpopularniejszym przed laty stołecznym hotelu, dawniej noszącym dumną nazwę – Zwycięstwa. Skądinąd wiem, że to ulubiony hotel bydgoszczanina lub łodzianina (niepotrzebne skreślić) Zbigniewa Bońka, chociaż obiekt darzony sentymentem również przez wielu rodowitych warszawiaków (tych kpiących w żywe oczy z tak zwanych słoików). Często spacerując z moimi dwoma yorkami po Parku Saskim, chętnie spoglądam na charakterystyczną białą bryłę budynku, dawniej reprezentacyjnego hotelu sieci Intercontinental, wzniesionym w tym samym miejscu, gdzie od 1955 roku w brzydkim baraku przy ulicy Królewskiej 13 mieścił się Teatr Żydowski, o czym niewielu dziś już pamięta. Notabene stacja benzynowa z powodzeniem funkcjonowała obok teatru, na której nieliczni warszawiacy posiadający Trabanty i Wartburgi tankowali niebieską benzynę do dwutaktów. W roku 1970 aktorzy – niekoniecznie starozakonni – przenieśli się na Plac Grzybowisk, w bliskiej odległości kościoła pod wezwaniem Wszystkich Świętych. Na placu Zwycięstwa (dziś noszącym nazwę Józefa Piłsudskiego) pojawili się tymczasem murarze ze Szwecji, którzy zanim wznieśli obrzydliwy Hotel Forum przy zbiegu Marszałkowskiej i Alei Jerozolimskich, zbudowali funkcjonalną i zgrabną budowlę. Tę samą, o której śpiewała stara, dobra kapela Kombi – Victoria hotel… hotel twoich snów, tutaj jak w telewizorze… masz niebo i stereo raj… dziś twa szansa, możesz złapać ją sam…

Żyje jeszcze kilku  starszych, emerytowanych taksówkarzy, którzy mogą zaświadczyć, że w latach 80-tych w hotelowej restauracji, dyskotece i kasynie wodził rej, niczym porucznik Sławomir Borewicz, bohater serialu – 007 zgłoś się, młody rudowłosy piłkarz łódzkiego Widzewa. Ten sam, który w miniony wtorek, już jako prezes PZPN szybko i zgrabnie poradził sobie z koalicją małopolską. Jedyną, która odważyła się pogrozić palcem ekipie Zibiego, głównie za brak pokory i samokontroli. W trakcie Walnego Zgromadzenia Sprawozdawczego PZPN, niczym w przedwojennym sklepie żydowskim usytuowanym na Nalewkach, było gwarno, tłoczno i kłótliwie, bo spierano się, a jakże – głównie o pieniądze, czyli kto w przeszłości brał kasę z PZPN a kto bierze ją obecnie. I po raz kolejny skompromitował piłkarski związek niejaki Mirosław Starczewski, tym razem występujący w roli przewodniczącego Komisji Mandatowej. Wychodzącego zawsze i wszędzie przed szereg chorego na przerost ambicji, bezdusznego biurokratę postawili do pionu sami delegaci dopuszczając, wbrew decyzji komisji Starczewskiego, przedstawiciela Lecha Poznań do uczestnictwa na pełnych prawach w Walnym Zgromadzeniu PZPN. I można się tylko zastanawiać, po co potrzebni są PZPN ludzie pokroju Starczewskiego, karierowicze i kombinatorzy, których epoka minęła bezpowrotnie wraz ze świetnością Victorii – hotelu popularnego przed wielu laty wśród naszych gwiazd estrady i sportu, zagranicznych gości i biznesmenów, ale również agentów bezpieki, cinkciarzy i kobiet lekkich obyczajów.

Piotr WOJCIECHOWSKI

Zimne PiWo w warszawskiej Victorii
 
Podziel się newsem

 
Wyniki
 
 
1 kolejka
 
  Więcej  
 
Tabela
 
 
1 kolejka
 
  Więcej  
 
Strzelcy
 
 
1 kolejka
 
  Więcej  

W serwisie aktualnie jest: 3659 Na stronie, 20 Sezonów, 1338 Klubów, 0 Na forum, 51 Ligi polskie i zagraniczne, 16475 Zawodników, 105193 Artykułów, 8147 Rozgrywek, 177 Stadionów, 24031 Multimediów, 61770 Meczów, 0 Sędziów,

© 2007 - 2017 BY PIŁKANOŻNA TEAM

Ta witryna używa plików cookie, aby zapewnić użytkownikom maksymalny komfort przeglądania.
Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób je wykorzystujemy, kliknij więcej informacji.

Akceptuję Więcej informacji