|
Czwartek, 02 Luty 2012 15:30 |
|
Przez kilka ostatnich dni kibice, wcale zresztą nie tylko Legii, żyli transferem Ariela Borysiuka. Młody pomocnik wahał się do ostatniego momentu - wybrać Belgię, czy może jednak zdecydować się na Niemcy. Po otrzymaniu aż dwóch interesujących ofert mógł pogrymasić i z tego prawa skwapliwie skorzystał. I słusznie!
Ostatecznie, po rekonesansie w Brugii, wybrał ofertę Kaiserslautern - o dziwo gorszą finansowo - co dobrze świadczy o sportowych ambicjach Ariela. Może z Bundesligi, a więc ulubionych rozgrywek Franciszka Smudy, łatwiej będzie byłemu legioniście trafić do kadry? Jest przecież nie tylko młodszy, ale i nie gorszy od Eugena Polanskiego, który do korzeni przodków postanowił przyznać się dopiero wówczas, kiedy stracił szansę na występy w reprezentacji Niemiec.
Na pewno cieszy, że za naszą zachodnią granicą - gdzie przecież szkolenie jest wzorcowe i nie brakuje kandydatów na znakomitych zawodników - znów zapanowała moda na polskich piłkarzy. Borysiuk, Kuba Świerczok i wszyscy następni, którzy znajdą pracę w nieodległej przyszłości w Bundeslidze, powinni zaprosić na duże piwo trio z Dortmundu. Nikt bowiem nie powinien mieć wątpliwości, że to Łukasz Piszczek, Kuba Błaszczykowski i Robert Lewandowski udowodnili wszystkim, że nad Wisłą nie brakuje wcale zdolnych piłkarzy. Tylko trzeba w nich uwierzyć.
Martwi natomiast fakt, że Legia pozyskując 2 miliony euro za Borysiuka, którego odejście jest osłabieniem zespołu, nie wyłożyła choćby części tej kwoty na wzmocnienie drużyny, która gra przecież wciąż w Lidze Europy, a wiosna ma także powalczyć o tytuł mistrza Polski i krajowy puchar. Akurat Ariela zastępować w ekspresowym tempie nie trzeba, bo Janusz Gol został sprowadzony na tę pozycję ze znacznym wyprzedzeniem, za to solidny skrzydłowy i/lub dubler dla Danijela Ljuboi przydałby się w talii Macieja Skorży od zaraz. Na co zatem przy Łazienkowskiej czekają? Tym bardziej, że dyrektorów sportowych jest tam od niedawna aż dwóch. Czyżby naprawdę żaden nie miał pomysłu na spożytkowanie gotówki? A może cała kasa od Kaiserslautern poszła na załatanie dziur w budżecie?
Cóż, brutalna prawda jest taka, że futbol to nie jest zabawa ani dla naiwnych, ani dla ubogich. Tymczasem trudno oprzeć się wrażeniu, że właściciel Legii przeliczył się z siłami. Patrząc z tej perspektywy, należy Borysiuka uznać za podwójnego szczęściarza. Nie dość, że trafił do silniejszej i naprawdę cenionej ligi, to jeszcze uciekł przed kłopotami...
Adam Godlewski tygodnik „Piłka Nożna"
|
Komentarz dotyczy artykułu, do którego jest dodany.
Wstawiamy nie więcej niż jeden komentarz na 2 min.
W komentarzach nie wolno stosować treści reklamowych.