Infantylne straty i frajerskie gole, czyli cała prawda o porażce Legii

Drukuj Email
Font Size Larger Font Smaller Font
Adam Godlewski - Krótka Piłka
Środa, 26 Lipiec 2017 18:41
Legia przegrała pierwsze spotkanie z FK Astana w III rundzie kwalifikacji Champions League, bo była w środę zespołem po pierwsze słabszym od gospodarzy, zaś po drugie – niedopasowanym do zastanych warunków. Co gorsze, mistrz Polski stracił aż trzy gole i słowo niefrasobliwość zupełnie nie oddaje okoliczności, w jakich Arkadiusz Malarz puszczał bramki.
Foto: Cezary Musiał

Zespół Jacka Magiery po frajersku, w naprawdę głupi sposób, tracił piłkę przy utracie pierwszej i trzeciej, zaś przy drugiej – nie był w stanie najpierw skutecznie wybić z własnego pola karnego, a potem przeciąć akcji gospodarzy. Wynik jeszcze nie odbiera szans na skuteczny rewanż przy Łazienkowskiej. Niestety, zupełnie niedojrzała, momentami nieodpowiedzialna gra – nie daje wielkich podstaw do optymizmu. Czy za tydzień, na naturalnej nawierzchni, Legia jest w stanie przejść totalną metamorfozę? Oto jest pytanie…


W pierwszej połowie w Legii dominowała... tęsknota za Vadisem Odjidją-Ofoe. Nie było kierownika drugiej linii, ba – nie było nie tylko konceptu na grę tej formacji do przodu, ale także jakiegokolwiek porządku i skuteczności w odbiorze. A kiedy wydawało się, że kryzys został już opanowany – czyli Michał Kucharczyk zdążył zmarnować dwie bramkowe sytuacje – nastąpiła trudna do wytłumaczenia drzemka w grze defensywnej Legii. Przy utracie pierwszego gola Adam Hlousek tak nieudolnie próbował wybijać piłkę z własnego pola karnego, że nawet w trampkarzach dostałby solidną burę od trenera. A że obaj stoperzy byli zupełnie nieprzygotowani na taki rozwój akcji, Junior Kabananga – tak naprawdę na prośbę Legii – z niewielkiej odległości strzelił nie do obrony. Utrata gola po serii banalnych błędów, w które zamieszany był również Michał Pazdan, nie wpłynęła niestety pobudzająco na mistrzów Polski. Sen w grze obronnej trwał nadal, Kasper Hamalainen i Thibaut Moulin zbierali się do zablokowania Iwana Majewskiego niczym wczasowicze na deptaku w Sopocie. W efekcie Białorusin niemal na luzie kopnął zza linii pola karnego. I trafił.

Inna sprawa, że do tej akcji w strefie obronnej Legii tuż przed przerwą w ogóle nie powinno było dojść. W końcówce pierwszej części defensywa Legii istniała tylko teoretycznie. Nie dość, że ustawienie linii obronnej było niechlujne i nie funkcjonowała jakakolwiek asekuracja, to na dodatek piłkarze Magiery w ogóle nie zbierali na własnym przedpolu odbitych piłek. Byli wolniejsi, a w każdym razie przegrywali starty z gospodarzami. Jakby zupełnie nie dopasowali się do sztucznej trawy i zmiany strefy czasowej. Może zabrakło większej liczby treningów na nietypowej nawierzchni, może lepiej dobranych butów, a może właściwej aklimatyzacji? Odpowiedź powinni znać sztabowcy Magiery, choć gdyby dokładnie wiedzieli, jakie warunki będą czekać na mistrzów Polski w Astanie, przygotowanie byłoby z pewnością efektywniejsze...

Po zmianie stron Legia nie miała wyboru – musiała zagrać odważniej, ale na przegrupowaniu dokonanym przez Magierę długo korzystali wyłącznie gospodarze, którzy wyprowadzili kilka groźnych kontrataków. Malarz, dobrze interweniujący w tym fragmencie Pazdan i wyjątkowo niedokładnie podający Patrick Twumasi najmocniej przyczynili się do tego, że Kazachowie nie objęli prowadzenia 3:0... A Kucharczyk przy trzecim podejściu zagrał wzdłuż linii pola bramkowego do świetnie zamykającego akcję Armando Sadiku – liczy się efekt, nieważne, czy taka była intencja Michała – i zrobiło się 1:2. Czyli wynik w Astanie dla mistrzów Polski – jeśli nawet nie satysfakcjonujący – na pewno był lepszy niż zasługiwali. Dlaczego drużyna z Łazienkowskiej nie utrzymała takiego rezultatu, należy zapytać Krzysztofa Mączyńskiego i Macieja Dąbrowskiego, którzy w duecie zmarnowali cały wysiłek kolegów. Pierwszy – jedną z najbardziej infantylnych strat w karierze, drugi – odpuszczeniem ataku, nawet poza granicami przepisów (gdyż tego wymagała sytuacja) na Kabanandze. Jeśli w taki sposób w decydujących momentach zawodzą kluczowi, jak wydawało się przed spotkaniem w Astanie, zawodnicy, to Magiera może próbować zatańczyć lub nawet stanąć na głowie, a i tak niewiele ugra zespołem popełniającym tak trywialne błędy. Taka jest smutna prawda…

Adam Godlewski 
Infantylne straty i frajerskie gole, czyli cała prawda o porażce Legii
 
Podziel się newsem

 
Wyniki
 
 
6 kolejka
 
  Więcej  
 
Tabela
 
 
6 kolejka
 
  Więcej  
 
Strzelcy
 
 
6 kolejka
 
  Więcej  

W serwisie aktualnie jest: 3659 Na stronie, 20 Sezonów, 1338 Klubów, 0 Na forum, 51 Ligi polskie i zagraniczne, 16475 Zawodników, 105193 Artykułów, 8147 Rozgrywek, 177 Stadionów, 24031 Multimediów, 61770 Meczów, 0 Sędziów,

© 2007 - 2017 BY PIŁKANOŻNA TEAM

Ta witryna używa plików cookie, aby zapewnić użytkownikom maksymalny komfort przeglądania.
Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób je wykorzystujemy, kliknij więcej informacji.

Akceptuję Więcej informacji