Krótka piłka. Lato na wariackich papierach

Drukuj Email
Font Size Larger Font Smaller Font
Adam Godlewski - Krótka Piłka
Czwartek, 06 Lipiec 2017 08:45
Początek lipca jest w polskim futbolu absolutnie zwariowany. Telenowela z niedoszłym dotąd transferem Vadisa Odjidji-Ofoe może konkurować z rozwiązaniem kontraktu przez Wisłę Płock z trenerem Marcinem Kaczmarkiem przeprowadzonym w oparach absurdu. Do tego kibice Wisły histeryzują z powodu przejścia do Legii Krzysztofa Mączyńskiego, zaś Śląsk Wrocław zmienia właściciela w okolicznościach dalekich od spokojnych. Słowem, choć nie zawsze w zgodzie z logiką formalną - dzieje się. 
Rosjanie bali się, że Vadis Odjidja-Ofoe zbyt często będzie wymagał leczenia (fot. Łukasz Skwiot)

Używając retoryki Franza Smudy, VOO napalił się na transfer do Krasnodaru jak szczerbaty na suchary. Trudno jednak dziwić się, że się napalił, skoro na stole leżało 2 miliony euro netto w każdym z trzech sezonów, które miał rozegrać w rosyjskiej Premier Lidze. Nie znam zawodnika z naszej ekstraklasy, dla którego taki kontrakt nie stanowiłby magnesu. Z drugiej strony, trudno dziwić się służbom medycznym niedoszłego kontrahenta Legii, że dokładnie sprawdziły stan zdrowia Vadisa, skoro polskiej stronie trzeba było zapłacić 3,5 miliona euro na dzień dobry i kolejne dwa w bonusach. Raporty, które pojawiły się w rosyjskich mediach nie pozostawiają złudzeń, że w całej sprawie nie było drugiego dna - kolano Odjidji-Ofoe jest po prostu w takim stanie, że może wytrzymać obciążenia, ale może też nie wytrzymać ich w kolejnych trzech latach.


Przedmiotem oceny była skala ryzyka, które należy podjąć. I fakt, że lekarze Krasnodaru nie chcieli wziąć na siebie odpowiedzialności związanej z zatrudnieniem Belga wcale nie oznacza, że ktoś inny tego nie zrobi. Dosłownie przedwczoraj widziałem się z Janem Urbanem, który przypomniał, że kiedy prowadził Legię mocno zabiegał od stopera bodaj z CF Cadiz. Hiszpan nie przeszedł testów medycznych przy Łazienkowskiej, a później przez 2 lata wystąpił we wszystkich spotkaniach ligowych oraz pucharowych swego klubu i nie miał najmniejszych dolegliwości. Cóż, medycyna to nie matematyka.

**

Histeria części fanów Białej Gwiazdy związana z przejściem Krzysztofa Mączyńskiego do Legii jest trudna do wytłumaczenia. Zwłaszcza że reprezentant Polski, choć nie był w poprzednich miesiącach rozpieszczany - określając bardzo oględnie - w Wiśle, dał krakowskiemu klubowi solidnie zarobić na swojej karcie. Zachował się jak na wychowanka przystało - niezwykle elegancko. Niechęć do sprzedawania czołowych zawodników przez inne polskie kluby akurat do Legii jest zresztą zupełnie niezrozumiała. Skoro to jest lokomotywa napędzająca całą ligę, lepiej wypracować komercyjne mechanizmy, które będą korzystne dla wszystkich stron takich transakcji, niż za wszelką cenę unikać wymiany z klubem z Łazienkowskiej. W Bundeslidze nikt nie ma problemu w handlu z Bayernem Monachium; wszyscy mają za to świadomość, jak dobrze można na tym wyjść.


Swoją drogą, pierwszy raz o Mączyńskim w kontekście poważnej piłki usłyszałem od Macieja Skorży, kiedy był trenerem Wisły. Starał się za wszelką cenę namawiać młodego Krzysia, żeby nie odchodził na wypożyczenie do ŁKS. - To najbardziej utalentowany obecnie polski pomocnik, z papierami na grę w reprezentacji. Tylko musi być cierpliwy i spokojnie pracując poczekać, aż jego czas naprawdę nadejdzie - przekonywał mnie bodaj w 2009 roku Skorża, który nie miał wątpliwości, że akurat z tej Mąki będzie chleb. No i się nie pomylił.

**

Okoliczności rozstania Wisły z trenerem Marcinem Kaczmarkiem są dziwaczne. Szkoleniowiec, który w Płocku od pięciu lat osiągał wyłącznie sukcesy, odszedł niespodziewanie dziesięć dni przed startem nowego sezonu, a bezpośrednim pretekstem było określenie jego treningów mianem monotonnych przez Dominika Furmana. Zachowanie zawodnika, który ma sporo do zawdzięczenia temu szkoleniowcowi - litościwie - pominę milczeniem, nie zamierzam natomiast ukrywać zdziwienia zachowaniem władz klubu. Skro bowiem wiedziały, że chemia między Kaczmarkiem i szatnią wypaliła się już wiosną - jak teraz próbują to przedstawiać - to czemu nie pożegnały trenera w sposób godny po zakończeniu ubiegłego sezonu, w którym zespół wykonał plan? Naprawdę po wszystkich wywalczonych awansach człowiek na to nie zasłużył?

Teraz przed Nafciarzami spore wyzwanie, trzeba bowiem zatrudnić nowego szkoleniowca. Tymczasem jeden z faworytów - Jacek Paszulewicz prowadzący Olimpię Grudziądz - ma co prawda w kontrakcie wpisaną sumę odstępnego, która wynosi 100 000 (słownie: sto tysięcy) złotych, ale zacznie obowiązywać dopiero od zimy. A poza tym, jak słychać, przekonany do niego jest dyrektor sportowy Wisły, natomiast prezes płockiego klubu - dopiero się przekonuje.

**

Przetarg związany z przejęciem Śląska dziś powinien znaleźć swój finał. Jeśli radni Wrocławia nie sprzeciwią się rekomendacji Jacka Masioty, akcje ekstraklasowego klubu, którego zadłużenie przekracza 10 milinów złotych (i to bez naliczenia odsetek) przejmie konsorcjum spółek, których liderem jest Wratislavia-Biodiesel. Stanie się tak mimo nieprzychylnych publikacji na temat Grzegorza Ślaka, dającego twarz wspomnianemu projektowi, które ujrzały światło dzienne tuż przed ogłoszeniem wczorajszego werdyktu. Zostały jednak zbagatelizowane przez organizatorów przetargu w imieniu prezydenta Wrocławia - jak udało się dowidzieć „PN" - nie tylko dlatego, że zostały ocenione jako zupełnie nieobiektywne, mające ewidentne podłoże polityczno-lobbystyczne. Otóż mecenas Masiota miał zatrudnić agencję specjalizującą się w wywiadzie gospodarczym ze znakomitymi europejskimi referencjami, która niezwykle skrupulatnie sprawdziła finansowe możliwości oferentów. Czyli zarówno grupy kapitałowej reprezentowanej przez Ślaka, którego wizerunek rzeczywiście pozostawia sporo do życzenia, jak i konkurencyjnej - amerykańskiego biznesmena Deana Johnsona.

Transakcja - opiewająca na 2 miliony złotych za ponad 54 procent akcji i obietnicę zainwestowania w Śląsk 15 milionów złotych w każdych z trzech kolejnych sezonów - ma być stuprocentowo zabezpieczona poręczeniami i tytułem egzekucyjnym. Podobno Amerykanie oferowali wyłożenie nawet ponad 20 milionów w każdym roku (na identycznym dystansie jak polskie konsorcjum), ale ich wiarygodność została oceniona na niższym poziomie. Z tego należy wnioskować, że weryfikacja była przeprowadzona naprawdę niezwykle skrupulatnie. A czy dobicie targów oznacza rzeczywiście koniec kłopotów wrocławskiego klubu i jego autentycznie lepsze jutro - przekonamy się zapewne już w najbliższych miesiącach.
Krótka piłka. Lato na wariackich papierach
 
Podziel się newsem

 
Wyniki
 
 
10 kolejka
 
  Więcej  
 
Tabela
 
 
10 kolejka
 
  Więcej  
 
Strzelcy
 
 
10 kolejka
 
  Więcej  

W serwisie aktualnie jest: 3659 Na stronie, 20 Sezonów, 1338 Klubów, 0 Na forum, 51 Ligi polskie i zagraniczne, 16475 Zawodników, 105193 Artykułów, 8147 Rozgrywek, 177 Stadionów, 24031 Multimediów, 61770 Meczów, 0 Sędziów,

© 2007 - 2017 BY PIŁKANOŻNA TEAM

Ta witryna używa plików cookie, aby zapewnić użytkownikom maksymalny komfort przeglądania.
Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób je wykorzystujemy, kliknij więcej informacji.

Akceptuję Więcej informacji